Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 września 2026

Cessna Citation XLS

W lipcu latałam na dwóch nowych typach samolotu. A w sierpniu? Na jednym!
Jak tak dalej pójdzie, to pod koniec roku zostaną mi tylko rakiety do odkrywania. 😉

Zrobiłam siedmiodniowy freelance dla firmy, dla której kiedyś pracowałam na cały etat. Tak, zawsze to powtarzam, większość zleceń dostaję po znajomości. 

Cessna Citation XLS to amerykański samolot typu midsize. Może pomieścić siedmiu / ośmiu pasażerów. 
Przy ośmiu jedna siedzi na siedzeniu w toalecie. Nie na toalecie, tak jak np. w Gulfstreamie 150, ale na siedzeniu naprzeciw. 


Nie ma tu zbyt wiele miejsca.


Toaleta całkiem jednak przyzwoitych rozmiarów. Moje siedzenie znajdowało się na przeciwko, wyglądało tak samo, tylko miało pasy bezpieczeństwa. Co ciekawe, na prywatnych jetach pasy zapina się takt, jak w samochodach, a nie jak na dużych samolotach. 
Te drzwi z klamką to mała szafa.

W samolotach średniej wielkości największy problem to miejsce w galley (czyli bufecie). Ciężko pracuje się na tak ograniczonej powierzchni. A jak pasażerowie widzą stewardesę na pokładzie, to oczekują serwisu. 😉

Oto całe moje królestwo. Kawa z termosu i zimny serwis. Na nic więcej nie ma tu miejsca.

Czekam na kolejne typy!

niedziela, 23 sierpnia 2026

Spływ Rzeką Šventoji.

 Lipiec, oprócz tego, że dużo się działo w pracy, to też miesiąc, w którym udaliśmy się na Litwę na spływ kajakowy.

Mój pierwszy spływ - w Polsce na Rzece Rega. (Polecam!)
Drugi spływ - tym razem szlak Łaźna Struga (Mazury).
Trzeci spływ - Uła - Mereczanka (Litwa).
I tak dochodzimy do dzisiejszego wpisu. Z tą samą grupą znajomych, na kajakach warto mieć wypróbowaną grupę, ruszyliśmy na Rzekę Śventoji. Zabrali nas tam panowie z KapiKajaki z okolicy Wigier. U nich zostawiliśmy samochody i busikiem (na przyczepie jadą ich kajaki) dojechaliśmy do okolic Żalioji. (Jechaliśmy ok czterech godzin busem.)

Z grupą tą pływamy w pełni załadowani. Mamy namioty, kuchenki, jedzenie.

Część kempingów na trasie jest prywatna (są toalety, prysznice i dodatkowo płatne sauna lub jacuzzi) - te są płatne o 5 do 12 euro za osobę. Z dobrej strony - właściciele podwiozą Was do lokalnego sklepiku, ze złej - może być trochę ludzi na miejscu.

Poszliśmy na kilka spacerów.

Na Litwie w tygodniu pływa mało osób. Spotkaliśmy kajakarzy tylko w weekend. W Polsce szlaki kajakowe w wakacje są jednak bardziej uczęszczane.

Śpi się w okolicy uroczych wiosek lub w lesie (to w Parku Narodowym). 


"Wsi spokojna, wsi wesoła." Cudowne drewniane domy, cudowne ogrody. Warto udać się na spacer po okolicy. Z niektórych kempingów mieliśmy kilka kilometrów do wsi / sklepu. Ale po całym dniu siedzenia i wiosłowania marsz był dobrą opcją.


W drodze po zakupy.
Na trasie są dwie przenioski. W tym jedna, której nie ma na mapie, znajduje się w mieście i jest długa. Poza tym rzeka jest spokojna, w kilku miejscach ma mocniejszy nurt, ale nadaje się dla osób mało doświadczonych. 
Piękne widoki. Przyroda.
Cenowo kajaki wychodzą bardzo tanio (porównując do innych metod spędzania wakacji). Za wynajem i transport zapłaciliśmy 535pln od osoby. Ile wydacie na miejscu, to zależy od tego, ile weźmiecie jedzenia ze sobą, a ile kupicie na miejscu. Na Litwie obowiązuje euro - przez co, jest trochę drożej niż w Polsce. Jeśli traficie do "kołdunarni", to koniecznie tam zjedzcie - jest tanio i smacznie. Inne restauracje mają ceny zbliżone do naszych.

Piękna przyroda, ruch, spokój i odwiedziłam miejsca na Litwie, gdzie inaczej bym nie dotarła.
To czekam na kolejny spływ za rok.😊 
 
Kogo przekonałam, do tak spędzenia wakacji? 

niedziela, 9 sierpnia 2026

Aerolot - przodek obecnego LOTu.

Kilka tygodni temu mogliście przeczytać na moim blogu wpis o Franciszku Klemensie Długaszewskim, po raz pierwszy wspominam tam firmę Aerolot. 
Dzisiaj w serii "Lotnictwo Retro" wracam do historii początków lotnictwa cywilnego w Polsce.

 

Źródło : Wikipedia.
Co podaje Wikipedia?

Spółka Polska Linia Lotnicza „Aerolloyd” SA została założona 3 czerwca 1922, jako pierwsza polska regularna linia lotnicza. Oparta była na kapitale niemieckim. Była ona subwencjonowana przez rząd, który nadto zezwolił na używanie wojskowych lotnisk i infrastruktury oraz wojskowej służby meteorologicznej. 
Pierwszym połączeniem było Wolne Miasto Gdańsk – Warszawa – Lwów, a w 1923 doszło Warszawa – Kraków. W 1925 dodano pierwsze połączenie zagraniczne: Warszawa – Kraków – Wiedeń oraz linię Kraków – Lwów. Od 1926 wprowadzono też połączenie Warszawa – Łódź oraz lądowanie w Brnie na linii Kraków – Wiedeń.
W maju 1925 zmieniono nazwę na Polska Linia Lotnicza „Aerolot” SA

Pierwszymi samolotami było zakupionych w 1922 sześć metalowych jednosilnikowych dolnopłatów dla 4 pasażerów Junkers F 13.  Łącznie Aerolot posiadał 16 samolotów tego typu.

28 grudnia 1928 połączono Aerolot z linią lotniczą Aero i Śląskim Towarzystwem Lotniczym, tworząc państwową firmę Linie Lotnicze LOT Sp. z o.o.

 Dłuższy artykuł możecie znaleźć pod tym linkiem. 
(Fajna strona - dla miłośników lotnictwa.)

To do usłyszenia za tydzień. 

niedziela, 19 lipca 2026

Idą zmiany na lepsze.

W 2015! Czyli przeszło dziesięć lat temu napisałam post, w którym poruszam wątek wieku. 
"Zostać stewardessą? cz. VIII" - w pytaniu 6 możecie przeczytać: 

6) Jakie są limity wiekowe?

O tym już kiedyś pisałam, ale to pytanie wraca jak bumerang. Opierając się na swojej wiedzy:  minimalny wiek w Europie to 18 lat; w Stanach Zjednoczonych i na Półwyspie Arabskim to 21. Linie przyjmują ludzi bez doświadczenia do około 30-32 lat, z doświadczeniem do 35. Oczywiście od tej reguły są wyjątki! W USA można zacząć pracować jako stewardessa/ steward nawet ok 60-tki, tam też można pracować najdłużej.

(Muszę tutaj sprostować, pytanie odnosi się głównie do osób zaczynających pracę. A o dyskryminacji ze względu na wiek możecie poczytać tutaj.)

Jak wygląda sytuacja dziesięć lat później? Przeczytajcie wpis guru cabin crew.


 




Wspaniała kariera! Dobrze, że i na Bliskim Wschodzie są linie, które pozwalają latać osobom dojrzałym. Może i Emirates kiedyś się do tego przekona. 

 

Na polskim rynku też są zmiany. Kilka miesięcy temu pracę w LOT dostała moja 52 letnia koleżanka! 

Na szczęście te czasy już minęły.
Chociaż szkoda, że glamour latania z lat sześćdziesiątych minął wraz z nimi.

 Z kim się lepiej czujecie na pokładzie? Z młodymi cabin crew? Czy starszymi?

 

niedziela, 12 lipca 2026

Lotnictwo retro - Franciszek Klemens Długaszewski

Kiedyś miałam taki pomysł na serię -"Lotnictwo retro". I kiedyś nawet napisałam jeden (słownie: JEDEN) wpis z tej serii. 😅
Tu możecie go znaleźć. 

A dziś wracam do tego pomysłu, lepiej późno niż wcale. Inspirację zaczerpnęłam z książki: "Kobiety w kokpicie" autorstwa Giles'a Whittell'a. 

 

O tym fragmencie mówię.

Co pisze Wikipedia o Franciszku Klemensie Długaszewskim?
"Urodził się 23 listopada 1899 w Podzamczu.

Od 1919 służył w I lotniczym batalionie uzupełnień, szkolił się we Francuskiej Szkole Pilotów na Mokotowie, następnie w I Niższej Szkole Pilotów w Krakowie, Wyższej Szkoły Pilotażu w Poznaniu. Został dyplomowanym pilotem wojskowym i instruktorem pilotażu. Pracował w Wyższej Szkole Pilotów w Grudziądzu. Odszedł z Wojska Polskiego w 1922.

Został pilotem cywilnym w Polskiej Linii Lotniczej „Aerolloyd” SA, po przemianowaniu na „Aerolot” od 1923, później w Polskich Liniach Lotniczych LOT od 1 stycznia 1929. 31 marca 1930 osiągnął wynik 500 tys. przemierzonych kilometrów jako pilot, a 17 czerwca 1936 jako drugi po Kazimierzu Burzyńskim, Polak osiągnął 1 milion przelecianych kilometrów.

Podczas II wojny światowej służył jako pilot przy transportach transatlantyckich, a od 1940 w strukturach organizacji ATA. Był porucznikiem Royal Air Force. Po wojnie w 1946 powrócił do Polski i ponownie pracował w PLL „LOT”, do 1950 jako szef pilotów i rzeczoznawca, następnie ponownie jako pilot. Dwa miliony przemierzonych kilometrów lotów osiągnął w 1954. Łącznie legitymował się wynikiem 4 mln km i 22 tys. godzin. Od 1957 był przedstawicielem PLL „LOT” w Kopenhadze, od 1959 w Belgradzie Od 1961 był instruktorem nawigacji w PLL „LOT”. Odszedł na emeryturę w 1964.

Zmarł 3 lipca 1985. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie."  

Nie wiem jak Was, ale mnie zaintrygował fakt pseudonimu "Double Whiskey" oraz fakt istnienia przed LOTem firmy "Aerolot".
 
 
tugazeta.pl

Jak podaje Ireneusz Grądziel w artykule zamieszczonym na powyższym portalu:

"Pierwszym Polakiem w ATA, od 21 czerwca 1940roku, był  pilot LOT-u, por. Royal Air Force (RAF), Klemens Długaszewski, wśród lotniczej braci dobrze znany jako „Double Whisky”, gdyż  Jego nazwisko, nie do wymówienia dla Brytyjczyków, przerobiono na podobnie brzmiące przezwisko - „Double Whisky”

Myślałam, że to przezwisko miało inne podstawy. A tu proszę, nie mogli się nauczyć? 

Co do linii "Aerolot", to o tym napiszę w kolejnym poście z tej serii. 
(I nie ukaże się on za kilka lat, ale zdecydowanie wcześniej. 😉) 

niedziela, 28 czerwca 2026

"City in the Sky" - dokument

Jeżeli macie ochotę obejrzeć dobry dokument o lotnictwie, to dzisiaj polecam Wam BBC "City in the Sky". Idealny na zostanie w domu w ten upał.

Znaleznione na Insta (nie pamiętam od kogo 🫣). Do obejrzenia w Internecie, wystarczy, że wgooglujecie tytuł i BBC.

BBC słynie z dobrych reportaży, nie rozczarujecie się. Film w języku angielskim. Polecam wszystkim fanom awiacji.

niedziela, 21 czerwca 2026

"Niebo jest nasze"

Dziś - ostatni z moich najnowszych nabytków - Brendan I. Koerner:  "Niebo jest nasze. Miłość i terror w złotym wieku piractwa powietrznego".
Tak, porwania samolotów miały swój złoty wiek. 😈

Wydawnictwo Czarne słynie z ładnych wydań. Porządny papier, twarda okładka, zdjęcia i ciekawa treść.

"Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w USA porywano co najmniej jeden samolot tygodniowo. Początkowo porywacze zwykle chcieli dostać się na Kubę (..)" 

Na pokładzie porwanych samolotów były i stewardesy. 


Talon do pralni i schemat bomby.


Dlaczego dochodziło do tak częstych porwań? Bo pasażerowie nie przechodzili żadnej kontroli. Do samolotu mógł się dostać każdy. Były nawet linie, które sprzedawały bilety na pokładzie. Wsiadało się do maszyny (jeśli były wolne miejsca) i prosiło o bilet, tak jak w pociągu.

Wiele porwań z tamtego okresu to była całkowita improwizacja, a i powody były śmieszne. 

Jest i o Polakach. Tylko nie wiem, czy być dumnym? Przynajmniej powód mieli dobry.


Co ciekawe, często porywacze nie mieli konkretnego planu. Chcieli się dostać na Kubę, bo mieli nadzieję, że zostaną tam powitani z otwartymi rękami. Jak czytamy dalej, Castro wcale ich chętnie u siebie nie gościł. Początkowo był rad z dodatkowej twardej waluty (za oddanie samolotu brał dolary), ale nie uśmiechało mu się zatrzymywanie porywaczy u siebie. 


Już w 60tych pewien senator proponował wprowadzenie kontroli pasażerów na lotniskach. Zarówno linie lotnicze, jak i rząd odrzucili ten pomysł ze względu na koszty i opóźnienia.

W książce jest wiele historii o porwaniach tych bardziej i mniej udanych. Główny wątek jednak życiorys dwójki Amerykanów - pary, która postanowiła spróbować swych sił. Czy im się udało? Jakie były motywy? I ich dalsze losy? Przeczytajcie sami. 
(Naprawdę bardzo ciekawa historia.)

A po lekturze już nigdy nie będziecie narzekać na uciążliwą kontrolę bezpieczeństwa na lotniskach.

Widzimy się w następną niedzielę. 

niedziela, 14 czerwca 2026

"Kobiety w kokpicie"

 I jak podobało się Wam "Przymrużonym okiem pilota prywatnego"? 

Jeśli nadal mało Wam książek o tematyce lotniczej, to trafiliście w odpowiednie miejsce.
(Bo jak nie latam, to czytam o lotnictwie. 😉)

Pięknie wydana. Gruby papier. Twarda okładka. Brytyjski autor - co ciekawe, tytuł oryginalny tej książki brzmi" Spitfire Women of World War II. I mam wrażenie, że lepiej oddaje jej tematykę.


Zresztą można to wywnioskować z powyższego fragmentu, dlaczego "Spitfire Women" jest lepszym odpowiednikiem. Powyżej przeczytacie też, dlaczego Giles Whittell zdecydował się napisać tę książkę.


Bardzo ciekawa pozycja dotycząca historii lotnictwa, walki o równouprawnienie, Drugiej Wojny Światowej i rozwoju awiacji. Do tego zdjęcia, anegdoty, plotki.


Kobiety w Wielkiej Brytanii tworzyły jednostkę ATA (ale należały do niej nie tylko Brytyjki). Odpowiadały za dostarczanie i przemieszczanie samolotów. Nie brały udziału w działaniach bojowych, chociaż część z nich tego chciała.

Fakt, jak bardzo była to niebezpieczna praca, pomimo tego, że nie samoloty nie włączały się w walkę (latały bez uzbrojenia), wielokrotnie podkreśla autor.

Co dziesiąta pilotka zginęła w służbie Ojczyzny (nie koniecznie swojej).


A wielu mężczyzn w wojsku i nie tylko, widziało ich miejsce w kuchni.


Giles Whittell opisuje kilkanaście z nich, inne wspomina z imienia. Miały one inne pochodzenie, doświadczenie, narodowość i inną przyszłość. Wszystkie łączyła pasja do latania i chęć przysłużenia się pokojowi na świecie. Możecie poznać tutaj Amy Johnson i Pauline Gower, ale także Polki - Jadwigę Piłsudską, Annę Leskę i Stefanię Wojtulanis.
Słyszeliście o nich? 
Ja o Piłsudskiej (córce Marszałka) tak, o dwóch pozostałych paniach nie. Chociażby z tego względu warto sięgnąć po "Kobiety w kokpicie".

Z minusów. Jest trochę błędów - niejasności. Nie wiem, czy wynika to z tłumaczenia, czy redaktor nie zauważył w rękopisie nieścisłości. Autor zaczyna coś i nie kończy, ale jest to tak minimalne, że pomimo tego, książkę czyta się ekspresowo.


I jeszcze jeden Polak, o którym dowiedziałam się dzięki tej lekturze.

Chcecie wiedzieć więcej? Przeczytajcie książkę. Polecam!



niedziela, 24 maja 2026

"For the Love of Flight" - dokument

I jeszcze jeden ciekawy film dokumentalny, który znajdziecie na YouTube. (I na chwilę żegnam się z tą serią. Ale pewnie jeszcze do niej kiedyś wrócę.)

 

Przede wszystkim jest bardzo estetyczny. Świetne ujęcia z nieba i z ziemi. Zobaczycie część Stanów, której pewnie przeciętny turysta nie ogląda. 
Dodatkowo opowiada o pracy pilota małego samolotu - a o tym nie znalazłam innego dokumentu. Znajdziecie w nim rozmowy z pilotami, którzy podzielą się z Wami swoją pracą/pasją/ hobby. 
Poznacie inne lotnictwo, takie trochę "wiejskie". 😉 Małe lotniska, całe społeczności, które łączy ta pasja. Miałam przyjemność lądować w takich miejscach kilkakrotnie. Mogę Wam powiedzieć, że jest to zupełnie inne przyjęcie, niż w dużych międzynarodowych portach. Widać, że ludzie tam są zakochani, w tym co robią.

Bardzo ciekawe doświadczenie i zdecydowanie nie jest to lotnictwo, o którym wszyscy myślimy i które wszyscy znamy.
Polecam zainteresowanym tematem. (Dobre też do przećwiczenia angielskiego słownictwa.)

P.S. A wszystkich przyszłych cabin crew zachęcam do zakupu mojego Ebooka!

Za tydzień zapraszam na podsumowanie miesiąca maja '26  - w pracy! 

niedziela, 17 maja 2026

"Living in the Age of Airplanes"- dokument

Dziś wracam do Was z drugim (tutaj znajdziecie pierwszy),  przepięknym dokumentem. Ujęcia, montaż, komentarz (Harrison Ford). Wszystko tu zachwyca.

Do zobaczenia na YouTube.

Koniecznie zobaczcie, żeby docenić wszystko to, co daje nam dziś lotnictwo! (I dla samych efektów audiowizualnych.)


niedziela, 10 maja 2026

"Fly With Me" - dokument

Po tylu wpisach podróżniczych (i Ebookowych), co powiecie na serię wpisów o filmach dokumentalnych o stewardessach?
Przypominam, że były już wpisy o reklamach i piosenkach.

Zacznijmy od "Fly With Me", dokumencie, który możecie znaleźć na kanale YouTube w odcinkach. 

Wspomniana jest w nim historia pierwszej stewardessy - Ellen Church, pierwsze loty pasażerskie i samoloty. 
Ciekawostka: przy pierwszych rejsach nie można było wykupić ubezpieczenia na życie. Towarzystwa ubezpieczeniowe nie wierzyły, że latanie jest bezpieczne.

Dalej jest jeszcze lepiej. Pokazane są realia zawodu w latach 50 tych. A wspominają stewardessy z amerykańskich linii lotniczych, które faktycznie to przeżyły.
"Stewardesses were glamorous, they were beautiful, they were poised. It just looked like the world was theirs and I wanted that life."

Znalazłam informację o tym filmie na profilu na Instagramie. Przepraszam autorkę, ale nie pamiętam Twojego imienia.😔

Panie wspominają również o seksizmie, o tym, że wymagano, aby obsługa pokładowa była młoda, piękna i niezamężna. 
(Podobne relacje, ale dużo bardziej ubarwione możecie przeczytać w "Coffee, Tea or Me?")

Mnie ten dokument bardzo przypadł do gustu. Lubię takie wspominki. Pierwsze loty, szkolenia, te przygody! 😊 W programie wykorzystano wiele zdjęć i filmów z epoki. Zdecydowanie warto go zobaczyć.
 


niedziela, 8 marca 2026

Muzeum Historii Naturalnej w Bazylei.

Jeszcze jeden wpis z lutowej rotacji.😁

I tak, znowu siedziałam w Bazylei....

(Biorąc pod uwagę, że w styczniu nie miałam pracy, to dyżur ten mnie wielce uradował.) 

Wielokrotnie przechodziłam obok tych drzwi.

W tym szwajcarskim mieście byłam już kilkanaście razy. Z każdą wizytą lista miejsc, których jeszcze nie widziałam kurczy się. Poniżej mam dla Was zestawienie wszystkich odwiedzonych przeze mnie muzeów (i miejsc turystycznych) tutaj.
Spielzeug Welten  - jedno z pierwszych miejsc, które odwiedziłam w Bazylei i które bardzo Wam polecam. Wystawy zmieniają się z porami roku.
Kunstmuseum - Muzeum Sztuki - mają kilka obrazów, które mi się podobają (Dali, Bruegel). Dopiero teraz zorientowałam się, że nie mam osobnego wpisu o tym muzeum. 😐
Muzeum Kultur - mają ciekawe ekspozycje czasowe - trzeba sprawdzać na bieżąco. Stała mnie nie zachwyciła.
Ogród Botaniczny - odwiedziłam przynajmniej pięć razy. Wstęp bezpłatny.
ZOO - byłam raz. Na spacer pingwinów nie trafiłam, ale mają ładne ptaszarnie.
Antikenmuseum - całkiem, całkiem. (I też mają wystawy czasowe.)
Muzeum Historyczne - ma trzy lokalizacje w mieście. Pierwszą, którą odwiedziłam Haus Zum Kirschgarten, mogę Wam śmiało polecić. Piękne wnętrza, porcelana i zegary.
Muzeum Tinguely - bardzo polecam. Fascynujące miejsce i zupełnie inna sztuka. 
Muzeum Historyczne - czyli kolejne dwie lokalizacje, które odwiedziłam. Polecam tą w starym kościele, muzeum instrumentów muzycznych możecie sobie podarować. Chyba, że jest bezpłatna sobota, albo bezpłatna godzina.

I tutaj dobrnęliśmy do sedna sprawy. Państwowe muzea w Bazylei mają jedną bezpłatną sobotę w miesiącu i ostatnią godzinę otwarcia za darmo.
 

Muzeum Historii Naturalnej znajduje się niedaleko Katedry. Sam budynek mnie zachwycił.

Nie jestem osobą zainteresowaną historią naturalną, skamieniałościami, czy wypchanymi zwierzętami. Ale jestem na dyżurze w mieście, w którym byłam już wiele razy. 😂 Od 16 do 17 wstęp bezpłatny. Duży minus - na ostatnią godzinę nie dają słuchawek z audioprzewodnikiem, a wszystkie opisy są po niemiecku. A mój niemiecki..... 😒

Muzeum należy do tych tradycyjnych.


Są szkielety, kości i wypchane zwierzęta. Również te dawno wymarłe są prezentowane, jak prawdopodobnie wyglądały.


Można zobaczyć, jak zapewne wyglądał mamut.


I obejrzeć ogromną prehistoryczną żyrafę.

Podłogi skrzypią. Tylko w kilku miejscach są jakieś ekrany i nowsze instalacje. Dla mnie takie miejsca mają swój urok. Takie muzea pamiętam z dzieciństwa.

Jest sala poświęcona gatunkom, które wyginęły już w czasach współczesnych. 
Na Mauritiusie miałam jeden z najlepszych pobytów w życiu, a tam kiedyś żyło dodo.


Są też sale poświęcone insektom, pajęczakom i innym małym okazom. Pokazano też, jak dawniej przechowywano eksponaty.


Kto z Was miał motyla przebitego szpilką za szybką? 


Są sale poświęcone historii ziemi, procesom naturalnym, erupcjom, wulkanom... 
Można by się dowiedzieć sporo, ale bez bardzo dobrej znajomości niemieckiego, nie da rady.


Największe wrażenie wywołują oczywiście szkielety dinozaurów. A te i bez znajomości języka się zauważy. 😉


Albo mamutów.


I takie skamienieliny. 

Miło spędziłam godzinę. Za dużo się nie dowiedziałam, ale budynek mają bardzo ładny. Zrobiłam kilka zdjęć i nakręciłam kilka filmików (do zobaczenia na moim Insta). Czy polecam? Jeżeli ktoś jest zainteresowany taką tematyką, to tak. Tylko weźcie sobie słuchawki! 😊