Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2026

Idą zmiany na lepsze.

W 2015! Czyli przeszło dziesięć lat temu napisałam post, w którym poruszam wątek wieku. 
"Zostać stewardessą? cz. VIII" - w pytaniu 6 możecie przeczytać: 

6) Jakie są limity wiekowe?

O tym już kiedyś pisałam, ale to pytanie wraca jak bumerang. Opierając się na swojej wiedzy:  minimalny wiek w Europie to 18 lat; w Stanach Zjednoczonych i na Półwyspie Arabskim to 21. Linie przyjmują ludzi bez doświadczenia do około 30-32 lat, z doświadczeniem do 35. Oczywiście od tej reguły są wyjątki! W USA można zacząć pracować jako stewardessa/ steward nawet ok 60-tki, tam też można pracować najdłużej.

(Muszę tutaj sprostować, pytanie odnosi się głównie do osób zaczynających pracę. A o dyskryminacji ze względu na wiek możecie poczytać tutaj.)

Jak wygląda sytuacja dziesięć lat później? Przeczytajcie wpis guru cabin crew.


 




Wspaniała kariera! Dobrze, że i na Bliskim Wschodzie są linie, które pozwalają latać osobom dojrzałym. Może i Emirates kiedyś się do tego przekona. 

 

Na polskim rynku też są zmiany. Kilka miesięcy temu pracę w LOT dostała moja 52 letnia koleżanka! 

Na szczęście te czasy już minęły.
Chociaż szkoda, że glamour latania z lat sześćdziesiątych minął wraz z nimi.

 Z kim się lepiej czujecie na pokładzie? Z młodymi cabin crew? Czy starszymi?

 

niedziela, 12 lipca 2026

Lotnictwo retro - Franciszek Klemens Długaszewski

Kiedyś miałam taki pomysł na serię -"Lotnictwo retro". I kiedyś nawet napisałam jeden (słownie: JEDEN) wpis z tej serii. 😅
Tu możecie go znaleźć. 

A dziś wracam do tego pomysłu, lepiej późno niż wcale. Inspirację zaczerpnęłam z książki: "Kobiety w kokpicie" autorstwa Giles'a Whittell'a. 

 

O tym fragmencie mówię.

Co pisze Wikipedia o Franciszku Klemensie Długaszewskim?
"Urodził się 23 listopada 1899 w Podzamczu.

Od 1919 służył w I lotniczym batalionie uzupełnień, szkolił się we Francuskiej Szkole Pilotów na Mokotowie, następnie w I Niższej Szkole Pilotów w Krakowie, Wyższej Szkoły Pilotażu w Poznaniu. Został dyplomowanym pilotem wojskowym i instruktorem pilotażu. Pracował w Wyższej Szkole Pilotów w Grudziądzu. Odszedł z Wojska Polskiego w 1922.

Został pilotem cywilnym w Polskiej Linii Lotniczej „Aerolloyd” SA, po przemianowaniu na „Aerolot” od 1923, później w Polskich Liniach Lotniczych LOT od 1 stycznia 1929. 31 marca 1930 osiągnął wynik 500 tys. przemierzonych kilometrów jako pilot, a 17 czerwca 1936 jako drugi po Kazimierzu Burzyńskim, Polak osiągnął 1 milion przelecianych kilometrów.

Podczas II wojny światowej służył jako pilot przy transportach transatlantyckich, a od 1940 w strukturach organizacji ATA. Był porucznikiem Royal Air Force. Po wojnie w 1946 powrócił do Polski i ponownie pracował w PLL „LOT”, do 1950 jako szef pilotów i rzeczoznawca, następnie ponownie jako pilot. Dwa miliony przemierzonych kilometrów lotów osiągnął w 1954. Łącznie legitymował się wynikiem 4 mln km i 22 tys. godzin. Od 1957 był przedstawicielem PLL „LOT” w Kopenhadze, od 1959 w Belgradzie Od 1961 był instruktorem nawigacji w PLL „LOT”. Odszedł na emeryturę w 1964.

Zmarł 3 lipca 1985. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie."  

Nie wiem jak Was, ale mnie zaintrygował fakt pseudonimu "Double Whiskey" oraz fakt istnienia przed LOTem firmy "Aerolot".
 
 
tugazeta.pl

Jak podaje Ireneusz Grądziel w artykule zamieszczonym na powyższym portalu:

"Pierwszym Polakiem w ATA, od 21 czerwca 1940roku, był  pilot LOT-u, por. Royal Air Force (RAF), Klemens Długaszewski, wśród lotniczej braci dobrze znany jako „Double Whisky”, gdyż  Jego nazwisko, nie do wymówienia dla Brytyjczyków, przerobiono na podobnie brzmiące przezwisko - „Double Whisky”

Myślałam, że to przezwisko miało inne podstawy. A tu proszę, nie mogli się nauczyć? 

Co do linii "Aerolot", to o tym napiszę w kolejnym poście z tej serii. 
(I nie ukaże się on za kilka lat, ale zdecydowanie wcześniej. 😉) 

niedziela, 28 czerwca 2026

"City in the Sky" - dokument

Jeżeli macie ochotę obejrzeć dobry dokument o lotnictwie, to dzisiaj polecam Wam BBC "City in the Sky". Idealny na zostanie w domu w ten upał.

Znaleznione na Insta (nie pamiętam od kogo 🫣). Do obejrzenia w Internecie, wystarczy, że wgooglujecie tytuł i BBC.

BBC słynie z dobrych reportaży, nie rozczarujecie się. Film w języku angielskim. Polecam wszystkim fanom awiacji.

niedziela, 21 czerwca 2026

"Niebo jest nasze"

Dziś - ostatni z moich najnowszych nabytków - Brendan I. Koerner:  "Niebo jest nasze. Miłość i terror w złotym wieku piractwa powietrznego".
Tak, porwania samolotów miały swój złoty wiek. 😈

Wydawnictwo Czarne słynie z ładnych wydań. Porządny papier, twarda okładka, zdjęcia i ciekawa treść.

"Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w USA porywano co najmniej jeden samolot tygodniowo. Początkowo porywacze zwykle chcieli dostać się na Kubę (..)" 

Na pokładzie porwanych samolotów były i stewardesy. 


Talon do pralni i schemat bomby.


Dlaczego dochodziło do tak częstych porwań? Bo pasażerowie nie przechodzili żadnej kontroli. Do samolotu mógł się dostać każdy. Były nawet linie, które sprzedawały bilety na pokładzie. Wsiadało się do maszyny (jeśli były wolne miejsca) i prosiło o bilet, tak jak w pociągu.

Wiele porwań z tamtego okresu to była całkowita improwizacja, a i powody były śmieszne. 

Jest i o Polakach. Tylko nie wiem, czy być dumnym? Przynajmniej powód mieli dobry.


Co ciekawe, często porywacze nie mieli konkretnego planu. Chcieli się dostać na Kubę, bo mieli nadzieję, że zostaną tam powitani z otwartymi rękami. Jak czytamy dalej, Castro wcale ich chętnie u siebie nie gościł. Początkowo był rad z dodatkowej twardej waluty (za oddanie samolotu brał dolary), ale nie uśmiechało mu się zatrzymywanie porywaczy u siebie. 


Już w 60tych pewien senator proponował wprowadzenie kontroli pasażerów na lotniskach. Zarówno linie lotnicze, jak i rząd odrzucili ten pomysł ze względu na koszty i opóźnienia.

W książce jest wiele historii o porwaniach tych bardziej i mniej udanych. Główny wątek jednak życiorys dwójki Amerykanów - pary, która postanowiła spróbować swych sił. Czy im się udało? Jakie były motywy? I ich dalsze losy? Przeczytajcie sami. 
(Naprawdę bardzo ciekawa historia.)

A po lekturze już nigdy nie będziecie narzekać na uciążliwą kontrolę bezpieczeństwa na lotniskach.

Widzimy się w następną niedzielę. 

niedziela, 14 czerwca 2026

"Kobiety w kokpicie"

 I jak podobało się Wam "Przymrużonym okiem pilota prywatnego"

Jeśli nadal mało Wam książek o tematyce lotniczej, to trafiliście w odpowiednie miejsce.
(Bo jak nie latam, to czytam o lotnictwie. 😉)

Pięknie wydana. Gruby papier. Twarda okładka. Brytyjski autor - co ciekawe, tytuł oryginalny tej książki brzmi" Spitfire Women of World War II. I mam wrażenie, że lepiej oddaje jej tematykę.


Zresztą można to wywnioskować z powyższego fragmentu, dlaczego "Spitfire Women" jest lepszym odpowiednikiem. Powyżej przeczytacie też, dlaczego Giles Whittell zdecydował się napisać tę książkę.


Bardzo ciekawa pozycja dotycząca historii lotnictwa, walki o równouprawnienie, Drugiej Wojny Światowej i rozwoju awiacji. Do tego zdjęcia, anegdoty, plotki.


Kobiety w Wielkiej Brytanii tworzyły jednostkę ATA (ale należały do niej nie tylko Brytyjki). Odpowiadały za dostarczanie i przemieszczanie samolotów. Nie brały udziału w działaniach bojowych, chociaż część z nich tego chciała.

Fakt, jak bardzo była to niebezpieczna praca, pomimo tego, że nie samoloty nie włączały się w walkę (latały bez uzbrojenia), wielokrotnie podkreśla autor.

Co dziesiąta pilotka zginęła w służbie Ojczyzny (nie koniecznie swojej).


A wielu mężczyzn w wojsku i nie tylko, widziało ich miejsce w kuchni.


Giles Whittell opisuje kilkanaście z nich, inne wspomina z imienia. Miały one inne pochodzenie, doświadczenie, narodowość i inną przyszłość. Wszystkie łączyła pasja do latania i chęć przysłużenia się pokojowi na świecie. Możecie poznać tutaj Amy Johnson i Pauline Gower, ale także Polki - Jadwigę Piłsudską, Annę Leskę i Stefanię Wojtulanis.
Słyszeliście o nich? 
Ja o Piłsudskiej (córce Marszałka) tak, o dwóch pozostałych paniach nie. Chociażby z tego względu warto sięgnąć po "Kobiety w kokpicie".

Z minusów. Jest trochę błędów - niejasności. Nie wiem, czy wynika to z tłumaczenia, czy redaktor nie zauważył w rękopisie nieścisłości. Autor zaczyna coś i nie kończy, ale jest to tak minimalne, że pomimo tego, książkę czyta się ekspresowo.


I jeszcze jeden Polak, o którym dowiedziałam się dzięki tej lekturze.

Chcecie wiedzieć więcej? Przeczytajcie książkę. Polecam!



niedziela, 24 maja 2026

"For the Love of Flight" - dokument

I jeszcze jeden ciekawy film dokumentalny, który znajdziecie na YouTube. (I na chwilę żegnam się z tą serią. Ale pewnie jeszcze do niej kiedyś wrócę.)

 

Przede wszystkim jest bardzo estetyczny. Świetne ujęcia z nieba i z ziemi. Zobaczycie część Stanów, której pewnie przeciętny turysta nie ogląda. 
Dodatkowo opowiada o pracy pilota małego samolotu - a o tym nie znalazłam innego dokumentu. Znajdziecie w nim rozmowy z pilotami, którzy podzielą się z Wami swoją pracą/pasją/ hobby. 
Poznacie inne lotnictwo, takie trochę "wiejskie". 😉 Małe lotniska, całe społeczności, które łączy ta pasja. Miałam przyjemność lądować w takich miejscach kilkakrotnie. Mogę Wam powiedzieć, że jest to zupełnie inne przyjęcie, niż w dużych międzynarodowych portach. Widać, że ludzie tam są zakochani, w tym co robią.

Bardzo ciekawe doświadczenie i zdecydowanie nie jest to lotnictwo, o którym wszyscy myślimy i które wszyscy znamy.
Polecam zainteresowanym tematem. (Dobre też do przećwiczenia angielskiego słownictwa.)

P.S. A wszystkich przyszłych cabin crew zachęcam do zakupu mojego Ebooka!

Za tydzień zapraszam na podsumowanie miesiąca maja '26  - w pracy! 

niedziela, 17 maja 2026

"Living in the Age of Airplanes"- dokument

Dziś wracam do Was z drugim (tutaj znajdziecie pierwszy),  przepięknym dokumentem. Ujęcia, montaż, komentarz (Harrison Ford). Wszystko tu zachwyca.

Do zobaczenia na YouTube.

Koniecznie zobaczcie, żeby docenić wszystko to, co daje nam dziś lotnictwo! (I dla samych efektów audiowizualnych.)


niedziela, 10 maja 2026

"Fly With Me" - dokument

Po tylu wpisach podróżniczych (i Ebookowych), co powiecie na serię wpisów o filmach dokumentalnych o stewardessach?
Przypominam, że były już wpisy o reklamach i piosenkach.

Zacznijmy od "Fly With Me", dokumencie, który możecie znaleźć na kanale YouTube w odcinkach. 

Wspomniana jest w nim historia pierwszej stewardessy - Ellen Church, pierwsze loty pasażerskie i samoloty. 
Ciekawostka: przy pierwszych rejsach nie można było wykupić ubezpieczenia na życie. Towarzystwa ubezpieczeniowe nie wierzyły, że latanie jest bezpieczne.

Dalej jest jeszcze lepiej. Pokazane są realia zawodu w latach 50 tych. A wspominają stewardessy z amerykańskich linii lotniczych, które faktycznie to przeżyły.
"Stewardesses were glamorous, they were beautiful, they were poised. It just looked like the world was theirs and I wanted that life."

Znalazłam informację o tym filmie na profilu na Instagramie. Przepraszam autorkę, ale nie pamiętam Twojego imienia.😔

Panie wspominają również o seksizmie, o tym, że wymagano, aby obsługa pokładowa była młoda, piękna i niezamężna. 
(Podobne relacje, ale dużo bardziej ubarwione możecie przeczytać w "Coffee, Tea or Me?")

Mnie ten dokument bardzo przypadł do gustu. Lubię takie wspominki. Pierwsze loty, szkolenia, te przygody! 😊 W programie wykorzystano wiele zdjęć i filmów z epoki. Zdecydowanie warto go zobaczyć.
 


niedziela, 8 marca 2026

Muzeum Historii Naturalnej w Bazylei.

Jeszcze jeden wpis z lutowej rotacji.😁

I tak, znowu siedziałam w Bazylei....

(Biorąc pod uwagę, że w styczniu nie miałam pracy, to dyżur ten mnie wielce uradował.) 

Wielokrotnie przechodziłam obok tych drzwi.

W tym szwajcarskim mieście byłam już kilkanaście razy. Z każdą wizytą lista miejsc, których jeszcze nie widziałam kurczy się. Poniżej mam dla Was zestawienie wszystkich odwiedzonych przeze mnie muzeów (i miejsc turystycznych) tutaj.
Spielzeug Welten  - jedno z pierwszych miejsc, które odwiedziłam w Bazylei i które bardzo Wam polecam. Wystawy zmieniają się z porami roku.
Kunstmuseum - Muzeum Sztuki - mają kilka obrazów, które mi się podobają (Dali, Bruegel). Dopiero teraz zorientowałam się, że nie mam osobnego wpisu o tym muzeum. 😐
Muzeum Kultur - mają ciekawe ekspozycje czasowe - trzeba sprawdzać na bieżąco. Stała mnie nie zachwyciła.
Ogród Botaniczny - odwiedziłam przynajmniej pięć razy. Wstęp bezpłatny.
ZOO - byłam raz. Na spacer pingwinów nie trafiłam, ale mają ładne ptaszarnie.
Antikenmuseum - całkiem, całkiem. (I też mają wystawy czasowe.)
Muzeum Historyczne - ma trzy lokalizacje w mieście. Pierwszą, którą odwiedziłam Haus Zum Kirschgarten, mogę Wam śmiało polecić. Piękne wnętrza, porcelana i zegary.
Muzeum Tinguely - bardzo polecam. Fascynujące miejsce i zupełnie inna sztuka. 
Muzeum Historyczne - czyli kolejne dwie lokalizacje, które odwiedziłam. Polecam tą w starym kościele, muzeum instrumentów muzycznych możecie sobie podarować. Chyba, że jest bezpłatna sobota, albo bezpłatna godzina.

I tutaj dobrnęliśmy do sedna sprawy. Państwowe muzea w Bazylei mają jedną bezpłatną sobotę w miesiącu i ostatnią godzinę otwarcia za darmo.
 

Muzeum Historii Naturalnej znajduje się niedaleko Katedry. Sam budynek mnie zachwycił.

Nie jestem osobą zainteresowaną historią naturalną, skamieniałościami, czy wypchanymi zwierzętami. Ale jestem na dyżurze w mieście, w którym byłam już wiele razy. 😂 Od 16 do 17 wstęp bezpłatny. Duży minus - na ostatnią godzinę nie dają słuchawek z audioprzewodnikiem, a wszystkie opisy są po niemiecku. A mój niemiecki..... 😒

Muzeum należy do tych tradycyjnych.


Są szkielety, kości i wypchane zwierzęta. Również te dawno wymarłe są prezentowane, jak prawdopodobnie wyglądały.


Można zobaczyć, jak zapewne wyglądał mamut.


I obejrzeć ogromną prehistoryczną żyrafę.

Podłogi skrzypią. Tylko w kilku miejscach są jakieś ekrany i nowsze instalacje. Dla mnie takie miejsca mają swój urok. Takie muzea pamiętam z dzieciństwa.

Jest sala poświęcona gatunkom, które wyginęły już w czasach współczesnych. 
Na Mauritiusie miałam jeden z najlepszych pobytów w życiu, a tam kiedyś żyło dodo.


Są też sale poświęcone insektom, pajęczakom i innym małym okazom. Pokazano też, jak dawniej przechowywano eksponaty.


Kto z Was miał motyla przebitego szpilką za szybką? 


Są sale poświęcone historii ziemi, procesom naturalnym, erupcjom, wulkanom... 
Można by się dowiedzieć sporo, ale bez bardzo dobrej znajomości niemieckiego, nie da rady.


Największe wrażenie wywołują oczywiście szkielety dinozaurów. A te i bez znajomości języka się zauważy. 😉


Albo mamutów.


I takie skamienieliny. 

Miło spędziłam godzinę. Za dużo się nie dowiedziałam, ale budynek mają bardzo ładny. Zrobiłam kilka zdjęć i nakręciłam kilka filmików (do zobaczenia na moim Insta). Czy polecam? Jeżeli ktoś jest zainteresowany taką tematyką, to tak. Tylko weźcie sobie słuchawki! 😊


niedziela, 15 lutego 2026

STBY, czyli "standby", czyli dyżur.

W poprzednich wpisach zdarzało mi się użyć słownictwa lotniczego. Pewnie padł też ten skrót "STBY". Oznacza on nic innego jak dyżur. 
W pracy w liniach lotniczych możecie spotkać się z kilkoma jego formami:

1) Dyżur domowy
Zależnie od firmy może trwać nawet dwanaście godzin. W tym czasie macie być w domu (lub jego pobliżu) i macie czekać na wezwanie firmy. 
Ile czasu macie na stawienie się do pracy, zależy od zasad Waszych linii lotniczych. Z tego co wiem, przeważnie jest to dwie godziny, ale bywa (LOT) i godzina. 
Czyli od odebrania telefonu musicie w tym czasie znaleźć się na lotnisku lub w biurze firmy. Pracodawcę nie interesuje, jak się tam dostaniecie. Nie usprawiedliwi Was awaria samochodu, korek w mieście, czy oblodzenie trakcji tramwajowej. Warto wziąć czas dojazdu na lotnisko pod uwagę i zaplanować alternatywne opcje dojazdu z dyżuru.
Znam osoby, które mieszkają daleko od lotniska i na czas dyżuru przenoszą się bliżej. Siedzą w kawiarni na lotnisku albo w samochodzie na parkingu. Nie jest to idealne, ale warto też pamiętać, że w grafikach nie ma ich znowu tak dużo. I że można spróbować zamienić je na lot. (Dzięki temu unikacie niepewności i konieczności warowania pod telefonem.)
Co możecie dostać z dyżuru? Każdy lot, na który jesteście "legalni". Może to też oznaczać, że Wasze kolejne loty zostaną zmienione.
Kiedyś miałam dyżur, a kolejnego dnia dwudniowy Paryż, następnie trzy dni wolnego. Poleciałam na dziewięciodniowy lot. Moje dni wolne zostały mi zwrócone później. Czy można się nie zgodzić na taką zmianę? Można próbować. Pamiętajcie tylko, że w lotnictwie cały czas podkreślana jest potrzeba bycia "elastycznym". A kto elastyczny nie jest, ten jest pierwszy na liście do zwolnienia.😕
I tak, dyżuruje się też w nocy. Można spać. Tylko bardzo głośno ustawcie dźwięk w telefonie. 

Dyżur domowy może zostać zmieniony na lot wcześniej (nawet poprzedniego dnia), dlatego warto sprawdzać grafik. Firma natomiast nie może do Was zadzwonić przed godziną rozpoczęcia Waszego stby. 

Gra w czekanie. Na dyżurze domowym warto być spakowanym na każdą opcję. W mundurze nie musicie siedzieć.
Foto: internet.

2) Dyżur lotniskowy
Dla mnie zawsze była to gorsza opcja. Taki dyżur jest zazwyczaj krótszy, trwa cztery - sześć godzin. (Chyba, że Wasze linie mają inne zasady.) Wygląda on tak, że w pełnej gotowości, spakowani na każdy możliwy lot i ubrani w mundur czekacie na lotnisku lub w siedzibie firmy. Duzi przewoźnicy mają całkiem wygodne pokoje dla załóg, gdzie można spać, pracować na komputerze, czy też czytać książki. Inni mają klitki, albo musicie znaleźć sobie miejsce w hali odlotów i tam przeczekać.
Z takiego dyżuru zostaniecie użyci tylko w ostateczności. Jeżeli ktoś pochoruje się tuż przed lotem, zostanie odesłany z briefingu, albo osoby z dyżuru domowego nie dojadą - Wy ich zastąpicie. 
Jeżeli nic takiego się nie wydarzy, to po upływie wszystkich godzin wracacie do domu.

Dyżury są płatne. W moich liniach te lotniskowe były płatne w 100%, a te domowe w 50%.
I tak wolałam te domowe, bo przynajmniej można było coś w domu zrobić i nie trzeba było siedzieć w makijażu i mundurze kilka godzin.

3) Rezerwa
Rezerwa nie występuje we wszystkich liniach. Takie dni, tygodnie, miesiące  - zależnie od pracodawcy, to czas, gdy nic się nie wie. Można jedynie prosić o zablokowanie dni wolnych. Pozostałe dni mogą zmienić się w dyżury, w loty, w wolne. Firma dowolnie (oczywiście wszystko musi być legalne) bawi się Waszym losem przez określony czas. 
Osobiście nigdy nie miałam rezerwy, bo w moich liniach tego nie było. Koleżanka w Emirates miała i to było jej zdaniem najgorsze, co mogło przytrafić się w grafiku. 

 To jak? Nadal chcecie latać?😊 

 


niedziela, 11 stycznia 2026

Podsumowanie roku 2025.

Witajcie w Nowym Roku! 

I tak nadszedł czas podsumowania roku 2025. Czy Wam też on tak szybko zleciał? Podobno, im człowiek jest starszy, tym szybciej upływa mu czas....

Od początku zatem!

styczeń 2025 
Rok 2025 witałam w Beskidzie Żywieckim. 

A po powrocie do domu udało nam się wyjść dwukrotnie na biegówki.

Oprócz tego, styczeń nie był wyjątkowym miesiącem.

luty 2025 

W lutym poleciałam z nowym zleceniodawcą do pracy. Odwiedziłam Budapeszt, Mediolan i Londyn.

marzec 2025

Miałam przyjemność wziąć udział w spotkaniu autorskim w moim rodzinnym mieście - w Strzelcach Opolskich.


Do tego wyleciałam do pracy. Latałam na Falconie 2000 i odwiedziłam Dubaj i Taszkient. 

kwiecień 2025
Miesiąc, w którym nie wydarzyło się nic. (Za to odwiedziłam bardzo dużo lekarzy. Dbajcie o siebie!)

maj 2025 
Wpierw miałam dziwny lot z Wrocławia. Pierwszy raz leciałam Cessną Citation Jet 525.
Później przewijali się dalej lekarze 😒. A na koniec miesiąca?

 

Koniec maja to nasz wylot na Bali.


A przede wszystkim na Komodo, które mnie urzekło. 

czerwiec 2025
Zastał nas na Komodo.

I jeszcze ślub (nie mój) był.

lipiec 2025
W tym miesiącu się działo. Bardzo pozytywnie się działo. 😍

Był weekend w Lublinie i Zamościu.

Był wylot do pracy z Genewą i Budapesztem w roli głównej.

I wydałam swój pierwszy Ebook!
(Do kupienia na naffy.)

  

Znowu w swoim żywiole! 

sierpień 2025
Krótki wylot do pracy i dyżur w domu. 

A później kilka pięknych dni nad polskim morzem i Skansen w Olsztynku w drodze powrotnej.

wrzesień 2025
Moja eks szefowa prosi mnie o pomoc na pokładzie i dzięki niej mam wspaniałą przygodę w Agadirze. 

Lato fajnie mi minęło.

październik 2025
Październik to początek mojej ulubionej pory roku i miesiąc moich urodzin.

Urodzinowa wprawa i Korea Południowa - mój 99 kraj!

listopad 2025


Miesięczna przerwa w lataniu jest fajna. Dwu, już niekoniecznie. W listopadzie spotkałam dwie wspaniałe pisarki.


Spadł śnieg. A ja siedzę i szukam pracy.

grudzień 2025
Grudzień i wracam do gry!

Lecę na Bahamy (z pracą)

A później rzutem na taśmę rezerwujemy wakacje w Gambii (kraj 100). I odwiedzamy jeszcze Senegal (kraj 101).

Z radości skaczę na plaży.


podsumowanie
Jak wygląda moja mapa po tym roku?
TripAdvisor trochę ostatnio szwankuje, ale mam tam zaznaczone wszystkie miejsca. 😐 (Albo prawie wszystkie, bo Senegalu nie udaje mi się wpisać.)

101 na mapie!

 

Rok 2025 uważam za średni. (Już chyba tak pisałam o którymś mijającym roku na tym blogu. 😏). 
Na plusie: 3 nowe kraje na mapie
                 79 przeczytanych książek
                 1 nowy zleceniodawca
                 wydany ebook
                 wiele spotkań ze znajomymi, teatr, koncerty, wystawy
Na minusie: finanse (bo więcej podróżowałam niż pracowałam)
                    odwiedziny u różnych lekarzy 
                    dziesiątki wysłanych maili/ wiadomości/ telefonów, żeby dostać zlecenie (ale to już norma w 
                    mojej freelancerskiej codzienności)
                    kłótnia z wydawcą
                
Nie pozostaje mi nic innego, jak trzymać kciuki za 2026!