niedziela, 6 września 2026

Gulfstream 150

W zeszłą niedzielę mogliście tutaj poczytać o samolocie typu Praetor 600, a dzisiaj mam dla Was jeszcze jeden wpis z lipca, o jeszcze jednej maszynie.

W swojej karierze w prywatnym lotnictwie bardzo mało miałam do czynienia z samolotami typu Gulfstream. Kiedyś, w Stanach, zrobiłam jeden lot - wydaje mi się, że na typie G400. Ale głowy sobie nie dam uciąć, bo to był tylko jeden krótki lot.
I w końcu! Mogę sobie dodać tę amerykańską maszynę do CV.

Gulfstream 150 to starszy typ samolotu. Należy on do "midsize", czyli średniej wielkości jetów i był produkowany do 2017 roku.
Tutaj w hangarze. 


A tak prezentuje się kabina. Zabiera sześciu pasażerów, siedmiu - jeżeli ktoś chce lecieć w toalecie. I tak, jest tam siedzenie z pasami.

Kabina wydaje się bardzo przestrzenna. Podróżujący mogą wygodnie się rozsiąść. Wszyscy mają stoliki, co nie zawsze jest normą. (Gdy w samolocie zamontowana jest kanapa, to część pasażerów musi jeść z tacki na kolanach.)

Tu jeszcze jedno spojrzenie na kabinę. Siedzenia w tym akurat modelu są materiałowe, częściej jednak spotyka się skórzane.


Jak wygląda galley? No nie poszalejecie tutaj z kateringiem. Nie ma mikrofalówki, ani piekarnika. I nie ma też miejsca na takie udogodnienia. Co gorsze, wejście do samolotu i przednia część jest niższa od kabiny. Oznacza to, że w kabinie osoba średniego wzrostu może się wyprostować, a w galley nie.
Przez co, praca jest utrudniona, bo albo robicie wszystko na siedząco (siedząc na składanym krzesełku kempingowym), albo zgięci w pół. 


W każdym samolocie musi znajdować się instrukcja bezpieczeństwa.


Toaleta jest bardzo obszerna, jak na tego typu samolot.

Samolot mi się spodobał, chociaż serwis w nim jest trudny. Chyba najtrudniejszy ze wszystkich samolotów, na których w ostatnim czasie latałam. Za to jest szybki i cichy!

Tutaj znajdziecie filmik na YouTubie.


I tak oto mam nowy typ samolotu! Na czym teraz będę latać? 😍


niedziela, 30 sierpnia 2026

Praetor 600

 Ależ mi się niespodzianka w lipcu trafiła! Nowy samolot do kolekcji! Chyba powinnam zrobić nowy wpis podsumowujący moją karierę i typy samolotów, na których latam, bo sama się już w tym gubię. 😉

Moje samoloty cz. I
Moje samoloty cz. II
Moje samoloty cz. III

Powyższe wpisy opisują moją karierę do roku 2020. A mamy rok 2026! W ciągu ostatnich sześciu lat latałam jeszcze na:

Challenger 350 
Falcon 2000
Cessna Citation Jet 525 
Falcon 8x
Global 6000

I na innych modelach, o których niestety nie powstały posty. Teraz staram się na bieżąco dokumentować swoje samoloty. 😊
I tak, dochodzimy do sedna sprawy, do Praetora 600 z brazylijskiej firmy Embraer. 

Miałam na nim przyjemność pracować w czasie rotacji w lipcu. Wykonałam niestety tylko jeden lot. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja się spotkać. 💓
Samolot jest nowiutki i śliczny. Może pomieścić dziewięciu pasażerów. Sześciu siedzi na fotelach, trzech może podróżować na kanapie.

Tutaj Wikipedia.

W tej dziupli siedzę. Miejsce dla stewy to zawsze duży plus.
 W innych wersjach mogą tam być półki.
W głębi możecie dostrzec nowoczesny kokpit. Pilot bardzo go sobie chwalił.


Monitory i wyświetlane mapy w kabinie są top. 


Łazienka dla pasażerów jest bardzo przestronna i elegancka.


Toaleta. Co ciekawe, w prywatnych jetach, WC często jest również dodatkowym miejscem siedzącym dla stewardesy (ma chowane pasy).


Jeszcze raz. Kto nie zakochałby się w tej kabinie? Jest magia.


A to moja uśmiechnięta buźka. 

No to trzymajcie kciuki za kolejne loty!


niedziela, 23 sierpnia 2026

Spływ Rzeką Šventoji.

 Lipiec, oprócz tego, że dużo się działo w pracy, to też miesiąc, w którym udaliśmy się na Litwę na spływ kajakowy.

Mój pierwszy spływ - w Polsce na Rzece Rega. (Polecam!)
Drugi spływ - tym razem szlak Łaźna Struga (Mazury).
Trzeci spływ - Uła - Mereczanka (Litwa).
I tak dochodzimy do dzisiejszego wpisu. Z tą samą grupą znajomych, na kajakach warto mieć wypróbowaną grupę, ruszyliśmy na Rzekę Śventoji. Zabrali nas tam panowie z KapiKajaki z okolicy Wigier. U nich zostawiliśmy samochody i busikiem (na przyczepie jadą ich kajaki) dojechaliśmy do okolic Żalioji. (Jechaliśmy ok czterech godzin busem.)

Z grupą tą pływamy w pełni załadowani. Mamy namioty, kuchenki, jedzenie.

Część kempingów na trasie jest prywatna (są toalety, prysznice i dodatkowo płatne sauna lub jacuzzi) - te są płatne o 5 do 12 euro za osobę. Z dobrej strony - właściciele podwiozą Was do lokalnego sklepiku, ze złej - może być trochę ludzi na miejscu.

Poszliśmy na kilka spacerów.

Na Litwie w tygodniu pływa mało osób. Spotkaliśmy kajakarzy tylko w weekend. W Polsce szlaki kajakowe w wakacje są jednak bardziej uczęszczane.

Śpi się w okolicy uroczych wiosek lub w lesie (to w Parku Narodowym). 


"Wsi spokojna, wsi wesoła." Cudowne drewniane domy, cudowne ogrody. Warto udać się na spacer po okolicy. Z niektórych kempingów mieliśmy kilka kilometrów do wsi / sklepu. Ale po całym dniu siedzenia i wiosłowania marsz był dobrą opcją.


W drodze po zakupy.
Na trasie są dwie przenioski. W tym jedna, której nie ma na mapie, znajduje się w mieście i jest długa. Poza tym rzeka jest spokojna, w kilku miejscach ma mocniejszy nurt, ale nadaje się dla osób mało doświadczonych. 
Piękne widoki. Przyroda.
Cenowo kajaki wychodzą bardzo tanio (porównując do innych metod spędzania wakacji). Za wynajem i transport zapłaciliśmy 535pln od osoby. Ile wydacie na miejscu, to zależy od tego, ile weźmiecie jedzenia ze sobą, a ile kupicie na miejscu. Na Litwie obowiązuje euro - przez co, jest trochę drożej niż w Polsce. Jeśli traficie do "kołdunarni", to koniecznie tam zjedzcie - jest tanio i smacznie. Inne restauracje mają ceny zbliżone do naszych.

Piękna przyroda, ruch, spokój i odwiedziłam miejsca na Litwie, gdzie inaczej bym nie dotarła.
To czekam na kolejny spływ za rok.😊 
 
Kogo przekonałam, do tak spędzenia wakacji? 

niedziela, 16 sierpnia 2026

"Stewardesa Linda. W rozmowie z Jolantą Tęczą - Ćwierz"

 W lipcu przeczytałam nową lotniczą książkę. Widziałam jej reklamy na Instagramie, gdzie Stewardesa Linda jest bardzo popularna. 

Ładna okładka. Zdecydowanie nie oszczędzano na druku. Powiedziałabym, że nawet za mało treści tu jest. 😉

Stewardesa Linda rozmawia z dziennikarką Jolantą Tęczą -Ćwierz o swoim życiu, pracy w chmurach i byciu Instagramerką (ten rozdział akurat najmniej mi się podobał). 
(Jeżeli chodzi o taki forma książki, to bardziej podobała mi się ta Krzysztofa Pyzia. Jej opis znajdziecie tutaj. Wydaje mi się bardziej autentyczna.)
 
Wywiady rzeka to trudna forma literacka. Obydwie strony muszą mieć wiedzę, pasję, lekkość i nawiązać kontakt. Od razu można przeczytać, czy jest chemia między rozmówcami. Nie może być to sztuczne, na siłę. 

O strachu przed lataniem.


Wiele nowych rzeczy się nie dowiedziałam. 
Z kilkoma się na zgadzam. 
Ostatnio rozmawiałam z pilotami i ci, powiedzieli, że tanie linie nie należą do bezpiecznych. Jak widać, każdy ma swoje zdanie na ten temat.

O seksie zawsze fragment musi być. 😉

Mówiłam, że na papierze nie oszczędzano.


Jeśli Was seks w przestworzach interesuje, to powyżej macie fragment.


Fajne jest to, że widać, że Linda jest fanką latania. Zresztą podkreśla to w wielu miejscach, że "jest magia". I takie osoby lubię.

Dlaczego mam wrażenie, że rozmowa była "ustawiona"? Że pytania były wcześniej znane, a odpowiedzi są dokładnie przemyślane i sprawdzone? (Przez co całość jest w moim odczuciu sztuczna.)

Chyba nikt nie pamięta, w jakich katastrofach ile osób zginęło?
A takich fragmentów jest wiele. 

Powiem tak, nic nowego się nie dowiedziałam, ale osoby nowe w lotnictwie pewnie znajdą dla siebie tutaj sporo ciekawostek. Mnie format wywiadu w tym wypadku przeszkadzał.
Czy polecam? Hmmm. Książkę czyta się szybko. Jeśli szukać lekkiej lektury, chcecie się dowiedzieć czegoś podstawowego o lotnictwie i pracy cabin crew, to przeczytajcie.😉


niedziela, 9 sierpnia 2026

Aerolot - przodek obecnego LOTu.

Kilka tygodni temu mogliście przeczytać na moim blogu wpis o Franciszku Klemensie Długaszewskim, po raz pierwszy wspominam tam firmę Aerolot. 
Dzisiaj w serii "Lotnictwo Retro" wracam do historii początków lotnictwa cywilnego w Polsce.

 

Źródło : Wikipedia.
Co podaje Wikipedia?

Spółka Polska Linia Lotnicza „Aerolloyd SA została założona 3 czerwca 1922, jako pierwsza polska regularna linia lotnicza. Oparta była na kapitale niemieckim. Była ona subwencjonowana przez rząd, który nadto zezwolił na używanie wojskowych lotnisk i infrastruktury oraz wojskowej służby meteorologicznej. 
Pierwszym połączeniem było Wolne Miasto GdańskWarszawaLwów, a w 1923 doszło Warszawa – Kraków. W 1925 dodano pierwsze połączenie zagraniczne: Warszawa – Kraków – Wiedeń oraz linię Kraków – Lwów. Od 1926 wprowadzono też połączenie Warszawa – Łódź oraz lądowanie w Brnie na linii Kraków – Wiedeń.
W maju 1925 zmieniono nazwę na Polska Linia Lotnicza „Aerolot” SA

Pierwszymi samolotami było zakupionych w 1922 sześć metalowych jednosilnikowych dolnopłatów dla 4 pasażerów Junkers F 13.  Łącznie Aerolot posiadał 16 samolotów tego typu.

28 grudnia 1928 połączono Aerolot z linią lotniczą Aero i Śląskim Towarzystwem Lotniczym, tworząc państwową firmę Linie Lotnicze LOT Sp. z o.o.

 Dłuższy artykuł możecie znaleźć pod tym linkiem. 
(Fajna strona - dla miłośników lotnictwa.)

To do usłyszenia za tydzień. 

niedziela, 2 sierpnia 2026

Lipiec '26 - w pracy.

 Moja pierwsza lipcowa rotacja była przedłużeniem czerwcowej. 

Zaczęłam ją od trzech dni na domowym dyżurze. A 4 lipca ruszyłam. I to wcześnie ruszyłam. 

To chyba pierwszy pociąg, który odjeżdża ode mnie na lotnisko. 

SKMką dojechałam do hotelu mojej załogi (oni nie są lokalni) i razem ruszyliśmy Uberem do Modlina. Tam czekała na nas nasza maszyna.

Samolot już znacie.

Pierwszego dnia zrobiliśmy trzy loty.

Dlaczego trzeba bardzo dokładnie sprawdzać katering? Bo takie rzeczy się zdarzają. I tak, ta mrówka żyła. Wyobrażacie sobie, co by było, gdybym zaserwowała ją pasażerom? 
To jest nagietek - kwiat jadalny, służy do dekoracji sałatek itp.


Moxy nasz pierwszy nocleg. O tym hotelu już wiele razy pisałam. Chcecie kolejny hotelowy post?

Po krótkiej nocy i szybkim śniadaniu ruszyliśmy dalej. (Jeszcze po drodze zrobiłam małe zakupy na lotnisku, bo tyle lataliśmy, że nie było czasu podjechać do supermarketu.)

Nie wiem, ile razy już lądowałam/ startowałam z Nicei. Te widoki mi się nie znudzą. 

I w końcu nowe miejsce na mojej mapie - nocowanie w Turku.

O tym mieście mam dla Was osobny wpis.


I o zakupach w Finlandii też możecie w nim poczytać.


A to ja w drodze do pracy.

Po wylądowaniu 6 lipca w Nicei od razu wracałam do domu. Bilet przysłała mi firma w ostatnim momencie, więc nie miałam czasu na odprawę online. 
Szybko posprzątałam samolot, przebrałam się w lotniskowej toalecie i pobiegłam do check-in. A tam...

 

Okazało się, że jestem na liście "Standby", bo lot jest "Oversold". Najadłam się strachu, że tego dnia nie wylecę. 😟 
O takich sytuacjach możecie poczytać w mojej książce "Lotniskowy zawrót głowy".

Przed północą dotarłam do domu. Czekały mnie dwa dni odpoczynku.

Ale to nie był koniec mojej pracy w lipcu! Jeszcze dwa ray było mi dane wylecieć w tym miesiącu. 

Miałam lecieć na Majorkę i tam zmienić stewardesę. Przed lotem wszystko z nią uzgodniłam, zamówiłam jedzenie, napisałam do pilotów i..... 
Tu lądowanie na pięknej Majorce. 

i..... przed wejściem na pokład w Warszawie dostałam telefon od firmy, że są zmiany. W prywatnym lotnictwie, to normalne, trzeba być elastycznym. 
Skończyło się tym, że wylądowałam w Palma de Mallorca, posiedziałam na lotnisku cztery godziny (mają tam sporo sklepów) i poleciałam dalej. 
Po raz pierwszy leciałam liniami Vueling, ale nie mam zdjęć (spałam) 😂. Po półtorej godziny byłam w .... Maladze
Tam czekała mnie krótka noc i wczesny lot.

Siedząc na lotnisku na Majorce udało się nam ogarnąć wszystkie zmiany. Przejmowałam lot od innej dziewczyny.

Duży uśmiech na ustach, bo lecę nowym samolotem. 
Będzie wpis. 

Miałam sześciu pasażerów i ręce pełne roboty. Na nowym samolocie trzeba się szybko zorganizować. Nie ma czasu na poszukiwanie rzeczy.... A każdy samolot inny. 😉

A gdzie wylądowałam? Po raz pierwszy prywatnym jetem w Gdańsku!
Szkoda, że musiałam gnać do domu, bo jak już byłam nad morzem.... 
Spędziłam tu cztery godziny.
Po krótkim opóźnieniu LOT zabrał mnie do domu. 

I już myślałam, że to koniec miesiąca w pracy, a tu niespodzianka.

Poleciałam do Katowic, gdzie lotniskowy Moxy bardzo serdecznie mnie powitał.

Miałam popołudnie w Katowicach dla siebie, umówiłam się z koleżanką (ale ostatecznie nie udało się nam spotkać) i poszłam do ... muzeum.

Muzeum Śląskie - bardzo Wam polecam tam odwiedziny. Dowiedziałam się dużo ciekawego o tym regionie. Zarezerwujcie sobie trzy godziny na zwiedzanie!
Więcej napiszę Wam w osobnym wpisie. (Oj sporo się tego nazbierało. I dobrze! Lubię, gdy się lotniczo i turystycznie dzieje. 😊)

Kolejnego dnia z samego rana ruszyłam na lotnisko i zrobiłam dwa loty z bardzo miłą rodziną.

I ponownie trafiłam na ten śliczny samolot.

Wieczorem wylądowałam na Islandii. Moi piloci zostawali tam na tydzień! Ale im zazdroszczę! Niestety, życie freelancera jest inne. Pozwiedzałam lotnisko w Keflaviku i Wizzair'em przeleciałam do ... Wrocławia. 😂
W lipcu sporo zwiedziłam Polski, głównie lotnisk jednak.
Po baaaaardzo krótkiej nocy ( w hotelu byłam o 2:30 rano, a o 7 wstawałam znowu do pracy) zrobiłam dwa rejsy, żeby ponownie wylądować we Wrocławiu.

Nowy typ samolotu ląduje w moim CV! Gulfstream 150. 😃😍
I tak, zrobię dla Was wpis. Cierpliwości, wpierw muszę poprzednie ogarnąć. 

W jedną stronę zabrałam pasażerów.

A powrót na pusto. Przebrałam się w jeansy, zrobiłam sobie kawy do mojego nowego kubka od My Wind Rose i czytałam książkę.
(To wszystko oczywiście po tym, jak posprzątałam samolot.)

Po kilku godzinach biegłam już na samolot rejsowy do Warszawy.

Kolejne lotnisko na mapie Polski odwiedzone w lipcu. 

I tu niemiła niespodzianka. Miałam bilet LOTem na 21:30, ale że wyrobiliśmy się wcześniej, to chciałam wsiąść na samolot o 18:15. Pamiętam, że kilka lat temu Lufthansa nie miała z tym problemu. (Zresztą opisuję taką sytuację w "Lotniskowy zawrót głowy".) Lot był pusty... ale linie kazały mi dopłacić za zmianę. I to dużo... (jeżeli wziąć pod uwagę, że bilet krajowy jest w miarę tani.)
No cóż, dopłaciłam i wróciłam do domu.

A teraz czekam na rozwój wydarzeń w sierpniu.  


niedziela, 26 lipca 2026

Turku Finlandia

Lipcowa rotacja obfitowała w wiele krótkich lotów. I mówię tu, o wielu krótkich lotach każdego dnia. Lądowaliśmy w Nicei, Katowicach, Warszawie.... ale zawsze późno i na szybki odpoczynek. 
Udało mi się jednak zwiedzić jedno nowe miejsce! Miasto Turku w Finlandii.

Główny deptak miasta.

Turku liczy sobie 197 tys. mieszkańców, ale w ten chłodny wieczór nie było ich widać. W okolicy odbywa się wielki festiwal rockowy, a główną atrakcją jest zamek. Zamek ów widzieliśmy z samochodu.

Po zakwaterowaniu się w lokalnym hotelu, razem z pilotami wyszłam na spacer. Pogoda była raczej średnia, ale po długich godzinach spędzonych w samolocie, warto rozprostować nogi.


Ładna rzeka - Aurajoki.
Wzdłuż jej brzegów toczy się nocne życie. 

Obsługa handlingowa naszego samolotu na lokalnym lotnisku ostrzegała nas przed cenami. Poradziła nam, żebyśmy sobie w supermarkecie kupili jedzenie, a nie szli do restauracji nad rzekę.

Sztuka. Kaczki przed Muzeum Sztuki Współczesnej.


Muzeum Sztuki Współczesnej. Dwie z moich ulubionych sztukaterii (?).


Rodzaj kolażu naklejony na ścianę muzeum.

Jedzenie miałam z pokładu i z walizki. Wiedziałam, że będę w Finlandii, a cała Skandynawia do tanich nie należy. Do supermarketu poszłyśmy (z pilotką, bo pilot wrócił do hotelu), aby zobaczyć, co ciekawego mają. 

A tu taka niespodzianka! Kupiłam ciastka muminkowe, naszywkę zostawiłam.

P.S. Koleżanka powiedziała mi, że te ciastka można dostać w Polsce w Lidlu. 😂

Bardzo przyjemny pobyt. Miasto nie powala, ale to była miła odskocznia od krótkich noclegów. Pospacerowałam, wypoczęłam i zaznaczyłam sobie nowe miejsce na mapie. 💖

To gdzie teraz zabierzesz mnie praco?