niedziela, 20 września 2026

Sierpień '26 - w pracy.

Co się działo u mnie w sierpniu? Początek był bardzo spokojny. Nikt nie miał zapotrzebowania na Freelancerkę... Tak bywa.😒 Co w sumie, dobrze się złożyło, bo miałam krioterapię zaplanowaną na pierwsze dwa tygodnie miesiąca. 

W połowie sierpnia wyleciałam do pracy. Na krótko. Na dwa dni, ale zawsze to coś.

Zaczęłam od przebazowania się do Wrocławia. 

Samolot stał w hangarze, a ja miałam sporo czasu. Moi piloci mieli się zjawić dopiero za dwie godziny.
Był to dobry moment, żeby sobie wszytko na spokojnie posprawdzać i poczyścić.
I jeszcze starczyło mi czasu, aby nagrać dla Was kilka rolek. (Zapraszam na mojego FB i Instagrama.)

Zrobiliśmy dwa odcinki i późno w nocy znaleźliśmy się w Paryżu. Czekała nas noc w stolicy Francji i mieliśmy wracać do domu.

Hotel okazał się niesamowity!
Hilton Opera powala!


Hotel (początkowo nazwany Grand Hotel Terminus) stoi w tym miejscu od 1889roku.

Nastawiłam budzik na wczesną godzinę. Zjadłam śniadanie i w drogę! Na spacer po tym przepięknym mieście. Do zbiórki przed lotem miałam 40 minut - postanowiłam je wykorzystać na obejrzenie najbliższej okolicy.

Bo jak być w Paryżu i nie wyjść z hotelu?
(Była już kilkakrotnie w tym mieście, ale i tak zawsze mnie zachwyca.)


Uroczy skwerek w okolicy.


I te wszystkie kawiarnie.

Wróciłam do hotelu, żeby zabrać swoje rzeczy i dostałam wiadomość, że lecimy później, gdzie indziej i na dodatek z pasażerami.

I musiałam szybko znaleźć dodatkowe obrusy na lot! 
Zara Home w Paryżu to jakiś inny wymiar. 

Zakupiłam obrusy i serwetki. Zamówiłam katering i już trzeba było się szykować na lot.

A oto i mój nowy mundur, i ma kieszenie. 😍


Mały poczęstunek przed startem.


Samolot znacie z tego wpisów.

Zrobiłam dwa loty i wylądowałam znowu we Wrocławiu. 

LOTem wracałam do domu. Miałam dobre dwie godziny do odlotu. Na szczęście mam wstęp do saloniku VIP. I muszę Wam powiedzieć, że ten we Wrocławiu jest bardzo fajny. Zarówno wystrój, jak i poczęstunek - pierwsza klasa. 

Wróciłam do domu i wzięłam się ponownie do prac ogrodowych. 

A tu: na forum dla VIP Flight Attendants wpada wiadomość, że szukają kogoś z Wiednia i okolic na 5 dni. Czy Warszawa jest w okolicach Wiednia? Ehhh... ale czy szkodzi wysłać CV? 

Błyskawiczne pakowanie i już byłam w drodze do pracy. Okazało się, że nikogo w okolicach Wiednia nie było.😊 Zawsze warto ryzykować. 

Po krótkiej nocy w Wiedniu poleciałam z pasażerkami, na nowym typie samolotu, do Pafos.

W Pafos byłam wiele lat temu, jeszcze ten blog nie istniał! 
Będę miała dla Was oddzielny wpis z tego miasta.

 - "Pamiętaj tylko, że oni zawsze coś sprzedadzą" - powiedział mi pilot.
I co? I nie sprzedali nic przez następne cztery dni!

I tak trafiły mi się mini wakacje. Było bardzo słonecznie i gorąco. Na plażę wychodziłam o godzinie 17. 
I tak było cudnie!

Lot powrotny mieliśmy zaplanowany na niedzielę. W sobotę zrobiłam małe zakupy i przygotowałam się do drugiego, w ciągu tygodnia, dnia pracy.

Figi na przywitanie pasażerów. 

30 sierpnia zrobiłam dwa odcinki na prywatnym jecie, a później sama z Lauda wróciłam do Warszawy. 

Bardzo fajny miesiąc mi wyszedł. W sumie byłam dziewięć dni w pracy. Miałam wspaniałe rano w Paryżu i opłacone wakacje na Cyprze. 
Do tego poznałam kolejny typ samolotu i nową linię lotniczą. (Lauda należy do Ryanair.)

I czego tu nie lubić?

No to teraz czekamy na wrzesień. 



 

niedziela, 13 września 2026

Muzeum Śląskie

 Dziś mam dla Was ostatni wpis z lipca!

W to lato latałam głównie po Polsce i nieodległej Europie. Latałam dużo, a zwiedzałam mało. No trudno, dobrze, że była praca. 
W lipcu miałam możliwość zwiedzenia Turku w Finlandii i ... Katowic. 

A konkretnie, miałam popołudnie dla siebie w tym mieście. Mój wybór padł na Muzeum Śląskie. (Z polecenia koleżanki z ... Poznania. 😆 Dziwne są te sploty okoliczności.) 

Muzeum widać z daleka, bo jest taka oto wieża widokowa - dodatkowo płatna. 
Bilet wstępu kosztuje 29 zł i od razu napiszę Wam, że to są bardzo dobrze wydane pieniądze.

Z mojego hotelu przy lotnisku miałam bezpośredni autobus. Samo dojście do muzeum jest obecnie skomplikowane, bo trwają remonty. 

Zwiedzanie zaczyna się od galerii sztuki. Jest kilka obrazów, które przykuły moją uwagę (a do tej pory o nich nie słyszałam).
Tutaj: Aleksander Jędrzejewski "Łuk Triumfalny w Paryżu"


Znalazłam jeden obraz Beksińskiego. 

Galerie są dwie: "Galeria polskiej sztuki nowoczesnej 1800- 1945" oraz "Galeria plastyki nieprofesjonalnej". Z jednej do drugiej przechodzi się płynnie. 
Mnie ta druga może nawet bardziej się podobała, bo ma dzieła wielu lokalnych artystów. Te obrazy poświęcone Śląskowi najbardziej przypadły mi do gustu.😍

Marek Idziaszek "Dzielnica śmieciarzy"


Ewald Gawlik "Balkan Express"


Byłam w środę popołudniu i tłumów nie było. Wiele sal miałam dla siebie.

Muzeum znajduje się na terenie dawnej kopalni "Katowice", część poświęcona pracy pod ziemią oraz historii tego regionu, spodobała mi się dużo bardziej od galerii malarstwa. 
Jeżeli macie ograniczony czas, to polecam Wam skupić się na "Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów" - wystawa stała na -4. 

Zaczyna się od przejścia przez kopalnię.


Aby cofnąć się do początków historii Górnego Śląska. 


Do arystokracji.


Dalej do robotników.


Poprzez powstanie, wojny, dochodzimy do czasów PRL, strajków i kończymy na problemach współczesności.

Po obejrzeniu głównego gmachu budynku polecam wizytę w maszynowni szybu "Bartosz", gdzie przekonacie się, jak wielka jest to maszyna parowa. I tu mi się podobało.

Podobno było tu bardzo głośno i bardzo gorąco.

Oprócz tego w budynku dawnej "Łaźni" znajduje się wystawa zdjęć lokalnego reportera - ciekawe. W budynku "Gwarka" znajdziecie wiele innych maszyn, obrabiarek i nawet dwa małe Fiaty są. Ale ta część akurat najmniej mnie zainteresowała, bo się na takich urządzeniach nie znam. Niby wszystko podpisane, ale i tak musiałam Googlować, do czego owe ustrojstwa służyły. Może oprowadzanie z przewodnikiem byłoby tu wskazane?
Cały teren muzeum jest ładny. Można usiąść na powietrzu, wypić kawę i kontynuować zwiedzanie. 
Jedno z ładniejszych miejsc tego typu, w których ostatnio byłam. 

P.S.Zapraszam na Instagrama, gdzie znajdziecie rolkę z tego wpisu z filmikami i większą ilością zdjęć. Jest w zapisanych "Polska 2". 


niedziela, 6 września 2026

Gulfstream 150

W zeszłą niedzielę mogliście tutaj poczytać o samolocie typu Praetor 600, a dzisiaj mam dla Was jeszcze jeden wpis z lipca, o jeszcze jednej maszynie.

W swojej karierze w prywatnym lotnictwie bardzo mało miałam do czynienia z samolotami typu Gulfstream. Kiedyś, w Stanach, zrobiłam jeden lot - wydaje mi się, że na typie G400. Ale głowy sobie nie dam uciąć, bo to był tylko jeden krótki lot.
I w końcu! Mogę sobie dodać tę amerykańską maszynę do CV.

Gulfstream 150 to starszy typ samolotu. Należy on do "midsize", czyli średniej wielkości jetów i był produkowany do 2017 roku.
Tutaj w hangarze. 


A tak prezentuje się kabina. Zabiera sześciu pasażerów, siedmiu - jeżeli ktoś chce lecieć w toalecie. I tak, jest tam siedzenie z pasami.

Kabina wydaje się bardzo przestrzenna. Podróżujący mogą wygodnie się rozsiąść. Wszyscy mają stoliki, co nie zawsze jest normą. (Gdy w samolocie zamontowana jest kanapa, to część pasażerów musi jeść z tacki na kolanach.)

Tu jeszcze jedno spojrzenie na kabinę. Siedzenia w tym akurat modelu są materiałowe, częściej jednak spotyka się skórzane.


Jak wygląda galley? No nie poszalejecie tutaj z kateringiem. Nie ma mikrofalówki, ani piekarnika. I nie ma też miejsca na takie udogodnienia. Co gorsze, wejście do samolotu i przednia część jest niższa od kabiny. Oznacza to, że w kabinie osoba średniego wzrostu może się wyprostować, a w galley nie.
Przez co, praca jest utrudniona, bo albo robicie wszystko na siedząco (siedząc na składanym krzesełku kempingowym), albo zgięci w pół. 


W każdym samolocie musi znajdować się instrukcja bezpieczeństwa.


Toaleta jest bardzo obszerna, jak na tego typu samolot.

Samolot mi się spodobał, chociaż serwis w nim jest trudny. Chyba najtrudniejszy ze wszystkich samolotów, na których w ostatnim czasie latałam. Za to jest szybki i cichy!

Tutaj znajdziecie filmik na YouTubie.


I tak oto mam nowy typ samolotu! Na czym teraz będę latać? 😍


niedziela, 30 sierpnia 2026

Praetor 600

 Ależ mi się niespodzianka w lipcu trafiła! Nowy samolot do kolekcji! Chyba powinnam zrobić nowy wpis podsumowujący moją karierę i typy samolotów, na których latam, bo sama się już w tym gubię. 😉

Moje samoloty cz. I
Moje samoloty cz. II
Moje samoloty cz. III

Powyższe wpisy opisują moją karierę do roku 2020. A mamy rok 2026! W ciągu ostatnich sześciu lat latałam jeszcze na:

Challenger 350 
Falcon 2000
Cessna Citation Jet 525 
Falcon 8x
Global 6000

I na innych modelach, o których niestety nie powstały posty. Teraz staram się na bieżąco dokumentować swoje samoloty. 😊
I tak, dochodzimy do sedna sprawy, do Praetora 600 z brazylijskiej firmy Embraer. 

Miałam na nim przyjemność pracować w czasie rotacji w lipcu. Wykonałam niestety tylko jeden lot. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja się spotkać. 💓
Samolot jest nowiutki i śliczny. Może pomieścić dziewięciu pasażerów. Sześciu siedzi na fotelach, trzech może podróżować na kanapie.

Tutaj Wikipedia.

W tej dziupli siedzę. Miejsce dla stewy to zawsze duży plus.
 W innych wersjach mogą tam być półki.
W głębi możecie dostrzec nowoczesny kokpit. Pilot bardzo go sobie chwalił.


Monitory i wyświetlane mapy w kabinie są top. 


Łazienka dla pasażerów jest bardzo przestronna i elegancka.


Toaleta. Co ciekawe, w prywatnych jetach, WC często jest również dodatkowym miejscem siedzącym dla stewardesy (ma chowane pasy).


Jeszcze raz. Kto nie zakochałby się w tej kabinie? Jest magia.


A to moja uśmiechnięta buźka. 

No to trzymajcie kciuki za kolejne loty!


niedziela, 23 sierpnia 2026

Spływ Rzeką Šventoji.

 Lipiec, oprócz tego, że dużo się działo w pracy, to też miesiąc, w którym udaliśmy się na Litwę na spływ kajakowy.

Mój pierwszy spływ - w Polsce na Rzece Rega. (Polecam!)
Drugi spływ - tym razem szlak Łaźna Struga (Mazury).
Trzeci spływ - Uła - Mereczanka (Litwa).
I tak dochodzimy do dzisiejszego wpisu. Z tą samą grupą znajomych, na kajakach warto mieć wypróbowaną grupę, ruszyliśmy na Rzekę Śventoji. Zabrali nas tam panowie z KapiKajaki z okolicy Wigier. U nich zostawiliśmy samochody i busikiem (na przyczepie jadą ich kajaki) dojechaliśmy do okolic Żalioji. (Jechaliśmy ok czterech godzin busem.)

Z grupą tą pływamy w pełni załadowani. Mamy namioty, kuchenki, jedzenie.

Część kempingów na trasie jest prywatna (są toalety, prysznice i dodatkowo płatne sauna lub jacuzzi) - te są płatne o 5 do 12 euro za osobę. Z dobrej strony - właściciele podwiozą Was do lokalnego sklepiku, ze złej - może być trochę ludzi na miejscu.

Poszliśmy na kilka spacerów.

Na Litwie w tygodniu pływa mało osób. Spotkaliśmy kajakarzy tylko w weekend. W Polsce szlaki kajakowe w wakacje są jednak bardziej uczęszczane.

Śpi się w okolicy uroczych wiosek lub w lesie (to w Parku Narodowym). 


"Wsi spokojna, wsi wesoła." Cudowne drewniane domy, cudowne ogrody. Warto udać się na spacer po okolicy. Z niektórych kempingów mieliśmy kilka kilometrów do wsi / sklepu. Ale po całym dniu siedzenia i wiosłowania marsz był dobrą opcją.


W drodze po zakupy.
Na trasie są dwie przenioski. W tym jedna, której nie ma na mapie, znajduje się w mieście i jest długa. Poza tym rzeka jest spokojna, w kilku miejscach ma mocniejszy nurt, ale nadaje się dla osób mało doświadczonych. 
Piękne widoki. Przyroda.
Cenowo kajaki wychodzą bardzo tanio (porównując do innych metod spędzania wakacji). Za wynajem i transport zapłaciliśmy 535pln od osoby. Ile wydacie na miejscu, to zależy od tego, ile weźmiecie jedzenia ze sobą, a ile kupicie na miejscu. Na Litwie obowiązuje euro - przez co, jest trochę drożej niż w Polsce. Jeśli traficie do "kołdunarni", to koniecznie tam zjedzcie - jest tanio i smacznie. Inne restauracje mają ceny zbliżone do naszych.

Piękna przyroda, ruch, spokój i odwiedziłam miejsca na Litwie, gdzie inaczej bym nie dotarła.
To czekam na kolejny spływ za rok.😊 
 
Kogo przekonałam, do tak spędzenia wakacji? 

niedziela, 16 sierpnia 2026

"Stewardesa Linda. W rozmowie z Jolantą Tęczą - Ćwierz"

 W lipcu przeczytałam nową lotniczą książkę. Widziałam jej reklamy na Instagramie, gdzie Stewardesa Linda jest bardzo popularna. 

Ładna okładka. Zdecydowanie nie oszczędzano na druku. Powiedziałabym, że nawet za mało treści tu jest. 😉

Stewardesa Linda rozmawia z dziennikarką Jolantą Tęczą -Ćwierz o swoim życiu, pracy w chmurach i byciu Instagramerką (ten rozdział akurat najmniej mi się podobał). 
(Jeżeli chodzi o taki forma książki, to bardziej podobała mi się ta Krzysztofa Pyzia. Jej opis znajdziecie tutaj. Wydaje mi się bardziej autentyczna.)
 
Wywiady rzeka to trudna forma literacka. Obydwie strony muszą mieć wiedzę, pasję, lekkość i nawiązać kontakt. Od razu można przeczytać, czy jest chemia między rozmówcami. Nie może być to sztuczne, na siłę. 

O strachu przed lataniem.


Wiele nowych rzeczy się nie dowiedziałam. 
Z kilkoma się na zgadzam. 
Ostatnio rozmawiałam z pilotami i ci, powiedzieli, że tanie linie nie należą do bezpiecznych. Jak widać, każdy ma swoje zdanie na ten temat.

O seksie zawsze fragment musi być. 😉

Mówiłam, że na papierze nie oszczędzano.


Jeśli Was seks w przestworzach interesuje, to powyżej macie fragment.


Fajne jest to, że widać, że Linda jest fanką latania. Zresztą podkreśla to w wielu miejscach, że "jest magia". I takie osoby lubię.

Dlaczego mam wrażenie, że rozmowa była "ustawiona"? Że pytania były wcześniej znane, a odpowiedzi są dokładnie przemyślane i sprawdzone? (Przez co całość jest w moim odczuciu sztuczna.)

Chyba nikt nie pamięta, w jakich katastrofach ile osób zginęło?
A takich fragmentów jest wiele. 

Powiem tak, nic nowego się nie dowiedziałam, ale osoby nowe w lotnictwie pewnie znajdą dla siebie tutaj sporo ciekawostek. Mnie format wywiadu w tym wypadku przeszkadzał.
Czy polecam? Hmmm. Książkę czyta się szybko. Jeśli szukać lekkiej lektury, chcecie się dowiedzieć czegoś podstawowego o lotnictwie i pracy cabin crew, to przeczytajcie.😉