niedziela, 15 marca 2026

Air France do Ameryki Południowej i z powrotem.

W lutym ruszyłam na podbój nowego kraju, a właściwie trzech.🥰

Od początku:

Naszą wyprawę do Ameryki Południowej rozpoczęliśmy od lotu Air France do Paryża - trwał niecałe trzy godziny. Podano napoje, w tym wino, i kanapki. 

Po 3 godzinach przerwy na lotnisku Charles de Gaulle ruszyliśmy dalej. Przed nami był najdłuższy lot w moim życiu - jako pasażer, bo jako cabin crew wykonywałam dłuższe.

Czas lotu - 14:20, faktycznie było 13:50

Start mieliśmy o godzinie 23:20 - późno, ale wyszło nam to na dobre. Byliśmy tak zmęczeni całym dniem i kilkoma go poprzedzającymi, że przespaliśmy prawie całą noc. A wygodnie nie było... Lot był pełen. Lecieliśmy ekonomią.

Na siedzeniach czekały na nas koce, poduszki i słuchawki. Nie dostaliśmy kosmetyczek. 😪 Przed serwisem rozniesiono mokre chusteczki. 

Serwowano kolację. Był makaron lub ryba do wyboru i wszyscy chcieli makaron. Na szczęście siedzieliśmy blisko galley'a i dla nas jeszcze wystarczyło. Air France ma bogatą ofertę alkoholi i to jest na plus. Kolacja była ok, ale nic specjalnego.

Inny plus tych linii - mapa, kamerki, dużo filmów i bezpłatne wifi na pokładzie. Z kartą lojalnościową macie łącze szybkie, bez wolniejsze, ale nadal jest.

W czasie lotu miano podać przekąski, nie wiem, czy podano. Spaliśmy. 
Zbudziliśmy się po dziewięciu godzinach. (Ja budziłam się dwa razy i poszłam do toalety, na długich rejsach dobrze jest chodzić!)

Rano udaliśmy się na poczęstunek do galley'a. Były kanapki, słodkie cukierki, czekoladki, napoje. Można było poprosić o kawę i herbatę. Mieliśmy bardzo fajną załogę. 👍
Różnica czasu między Polską i Chile wynosi cztery godziny. Byliśmy już głodni, ale lokalnie trwała jeszcze noc. Na śniadanie trzeba było poczekać.

Przed lądowaniem podano śniadanie. Takie francuskie. 🤷‍♀️

Jak dla mnie poranny posiłek był słaby, ale my jemy duże śniadania. Linie podają posiłki według własnych standardów.😏

Dodatkowo mocno nas wytrzęsło. Pilot uprzedzał o tym jeszcze przed startem, że będzie dużo turbulencji i że na tej trasie to normalne. 

Lot Buenos Aires - Paryż
Po trzech tygodniach przyszedł czas powrotu. Wracaliśmy ze stolicy Argentyny przez Paryż do Warszawy. Ponownie na pokładzie Air France.
Pierwszy lot trwał 12:15 godzin. Ponownie start był bardzo późno w nocy.

Nocne rejsy mają swoje plusy. Niestety, nawet jeśli dobrze śpicie w samolocie, to po takiej nocce nie będziecie wypoczęci.
Chyba, że lecicie w biznesie. 😉

Lot powrotny nie różnił się niczym od lotu w tamtą stronę. Podano takie same jedzenie (zamiast ryby był kurczak do wyboru). Filmy były te same, ale jest ich na tyle dużo, że znajdziecie coś dla siebie na wiele odcinków. Na siedzeniach były koce, poduszki i słuchawki.

Załoga Air France okazała się ponownie bardzo sympatyczna. 
P.S. Zobaczcie na YouTube ich nowe safety demo. Moim zdanie jest top!

Koszt wszystkich czterech lotów to 5290pln od osoby z bagażem podręcznym.
Miejsca dostaliśmy obok siebie. Chciałam zamienić na jedno przy oknie, ale taka modyfikacja kosztuje 120pln od osoby. 🫣 A to uważam za przesadę.
Na wszystkich odcinkach mieliśmy środek i przejście. Trudno.

Zapraszam już w środę na pierwszy wpis z Chile!

niedziela, 8 marca 2026

Muzeum Historii Naturalnej w Bazylei.

Jeszcze jeden wpis z lutowej rotacji.😁

I tak, znowu siedziałam w Bazylei....

(Biorąc pod uwagę, że w styczniu nie miałam pracy, to dyżur ten mnie wielce uradował.) 

Wielokrotnie przechodziłam obok tych drzwi.

W tym szwajcarskim mieście byłam już kilkanaście razy. Z każdą wizytą lista miejsc, których jeszcze nie widziałam kurczy się. Poniżej mam dla Was zestawienie wszystkich odwiedzonych przeze mnie muzeów (i miejsc turystycznych) tutaj.
Spielzeug Welten  - jedno z pierwszych miejsc, które odwiedziłam w Bazylei i które bardzo Wam polecam. Wystawy zmieniają się z porami roku.
Kunstmuseum - Muzeum Sztuki - mają kilka obrazów, które mi się podobają (Dali, Bruegel). Dopiero teraz zorientowałam się, że nie mam osobnego wpisu o tym muzeum. 😐
Muzeum Kultur - mają ciekawe ekspozycje czasowe - trzeba sprawdzać na bieżąco. Stała mnie nie zachwyciła.
Ogród Botaniczny - odwiedziłam przynajmniej pięć razy. Wstęp bezpłatny.
ZOO - byłam raz. Na spacer pingwinów nie trafiłam, ale mają ładne ptaszarnie.
Antikenmuseum - całkiem, całkiem. (I też mają wystawy czasowe.)
Muzeum Historyczne - ma trzy lokalizacje w mieście. Pierwszą, którą odwiedziłam Haus Zum Kirschgarten, mogę Wam śmiało polecić. Piękne wnętrza, porcelana i zegary.
Muzeum Tinguely - bardzo polecam. Fascynujące miejsce i zupełnie inna sztuka. 
Muzeum Historyczne - czyli kolejne dwie lokalizacje, które odwiedziłam. Polecam tą w starym kościele, muzeum instrumentów muzycznych możecie sobie podarować. Chyba, że jest bezpłatna sobota, albo bezpłatna godzina.

I tutaj dobrnęliśmy do sedna sprawy. Państwowe muzea w Bazylei mają jedną bezpłatną sobotę w miesiącu i ostatnią godzinę otwarcia za darmo.
 

Muzeum Historii Naturalnej znajduje się niedaleko Katedry. Sam budynek mnie zachwycił.

Nie jestem osobą zainteresowaną historią naturalną, skamieniałościami, czy wypchanymi zwierzętami. Ale jestem na dyżurze w mieście, w którym byłam już wiele razy. 😂 Od 16 do 17 wstęp bezpłatny. Duży minus - na ostatnią godzinę nie dają słuchawek z audioprzewodnikiem, a wszystkie opisy są po niemiecku. A mój niemiecki..... 😒

Muzeum należy do tych tradycyjnych.


Są szkielety, kości i wypchane zwierzęta. Również te dawno wymarłe są prezentowane, jak prawdopodobnie wyglądały.


Można zobaczyć, jak zapewne wyglądał mamut.


I obejrzeć ogromną prehistoryczną żyrafę.

Podłogi skrzypią. Tylko w kilku miejscach są jakieś ekrany i nowsze instalacje. Dla mnie takie miejsca mają swój urok. Takie muzea pamiętam z dzieciństwa.

Jest sala poświęcona gatunkom, które wyginęły już w czasach współczesnych. 
Na Mauritiusie miałam jeden z najlepszych pobytów w życiu, a tam kiedyś żyło dodo.


Są też sale poświęcone insektom, pajęczakom i innym małym okazom. Pokazano też, jak dawniej przechowywano eksponaty.


Kto z Was miał motyla przebitego szpilką za szybką? 


Są sale poświęcone historii ziemi, procesom naturalnym, erupcjom, wulkanom... 
Można by się dowiedzieć sporo, ale bez bardzo dobrej znajomości niemieckiego, nie da rady.


Największe wrażenie wywołują oczywiście szkielety dinozaurów. A te i bez znajomości języka się zauważy. 😉


Albo mamutów.


I takie skamienieliny. 

Miło spędziłam godzinę. Za dużo się nie dowiedziałam, ale budynek mają bardzo ładny. Zrobiłam kilka zdjęć i nakręciłam kilka filmików (do zobaczenia na moim Insta). Czy polecam? Jeżeli ktoś jest zainteresowany taką tematyką, to tak. Tylko weźcie sobie słuchawki! 😊


niedziela, 1 marca 2026

Luty '26 - w pracy.

Po styczniu spędzonym w domu już 5 lutego ruszyłam do pracy. Musiałam zerwać się z łóżka o 4 rano, bo firma chciała, abym jak najwcześniej znalazła się w Bazylei. Miał być lot tego samego dnia. Mieliśmy lecieć do Miami!

LOTem do Zurychu.


I dalej pociągiem do Bazylei. Z plusów: znowu jest bezpośrednie połączenie, więc nie musiałam się przesiadać. A jak się domyślacie z walizką spakowaną na 10 dni, nie jest to takie łatwe.

Po opóźnionym przylocie do Szwajcarii włączyłam telefon, żeby przeczytać wiadomość, że lot został odwołany. 😕 Miałam udać się do hotelu i czekać na kolejny.

I tak zaczął się mój kolejny dyżur w hotelu. Jeżeli czytaliście wpis pod tym linkiem, to wiecie, że w liniach lotniczych są dyżury domowe i lotniskowe. W prywatnym lotnictwie jest jeszcze dyżur hotelowy. Nie wiem, czy takie coś występuje w komercyjnym lotnictwie, nigdy się z tym nie spotkałam, natomiast na samolotach VIP jest to normą. Załoga nie zawsze jest lokalna. Często dolatujemy do bazy z różnych państw. Spotykamy się w hotelu w mieście, gdzie znajduje się samolot. Nie zawsze jest to to samo miejsce. Maszyna może być wszędzie. Miałam zmiany załogi w Londynie i w Makau. Dyżurowałam w Moskwie (i to bardzo dużo) i na Mauritiusie. 
I tak czekamy, czy właściciel chce gdzieś lecieć lub czy firma sprzeda jakiś lot.

O wyprawie do Muzeum Historii Naturalnej przeczytacie w następnym wpisie. 

Musiałam się jakoś zorganizować na tym dyżurze. Z minusów - siłownia w hotelu była zamknięta, pogoda też raczej przeciętna. Z plusów - płacą mi za siedzenie w hotelu. (Tylko, że ja wolę latać 😉. O tym już pewnie nie raz czytaliście i macie tego info dosyć.)

W Warszawie pewnie na koncert organowy w kościele nie chciałoby mi się jechać. A tutaj? Jest? Idę. 
I to był super pomysł. Do teraz jestem pod wrażeniem tego wydarzenia.


Było sporo spacerów po mieście, które dobrze już znam.


Tym razem nie załapałam się na przemarsz z okazji końca karnawału. Ale pooglądałam wystawy.

Nie tylko wystawy są przystrojone.
Przedostatniego dnia mojego pobytu otwarto ponownie siłownię w hotelu. 🫡 W końcu trochę poćwiczyłam. 
Wydarzeniem dnia dziewiątego był powrót owiec na wybieg koło mojego hotelu. Tak, dziewięć dni to długo....
Powrót LOTem, a obok? Taka pięknisia stała. (Samoloty, tak jak statki, są rodzaju żeńskiego.) 

Cóż praca w lutym... hmmm. Dyżur to też praca. 😀

niedziela, 22 lutego 2026

Książki o lotnictwie w mojej kolekcji.

Przyszedł czas na wpis podsumowujący dotychczasowe wpisy literackie (o tematyce lotniczej) na tym blogu.
A było tego już całkiem sporo. 😁 

Wszystkie książki, które stoją na mojej "lotniczej półce".
(Stan na wiosnę '25. Dotrwajcie do końca wpisu, a okaże się, że sporo ich jeszcze dokupiłam.)

Zacznijmy od autoreklamy (bo jak się sama nie pochwalę, to kto mnie pochwali?).

1. "Etat w chmurach" - Teresa Grzywocz 
I wpis, który rozpoczął ten blog. "Etat w chmurach".

2. "Opowieści pokładowe" - Teresa Grzywocz
Rok 2018 to moja trzecia książka "Opowieści pokładowe"

3. "Lotniskowy zawrót głowy" - Teresa Grzywocz
Czwarta w kolejce "Lotniskowy zawrót głowy". 

Te trzy książki możecie kupić w antykwariatach i na platformach sprzedażowych.
(Jeżeli chcecie mnie wspomóc, to polecam "Hotelowy zawrót głowy". Moja ostatnia książka nadal jest dostępna w sprzedaży.) 😊

A co mam po polsku?

5. "Nieograniczone horyzonty" - Julia Cooke.
Wpis znajdziecie tutaj. 

6. "Leci z nami pilot" - Sebastian Mikosz.
Tutaj biegnijcie po więcej informacji. 

7."Wniebowzięte" - Anna Sulińska.
Zdecydowanie za krótki wpis tutaj.  Chyba muszę ponownie przeczytać tę książkę i napisać Wam coś więcej.😁

8."Stewardesa Justyna" - Tadeusz Zakrzewski. 
Zapraszam Was na ten wpis. 

Mój zbiór po polsku.

I tak dotarliśmy do mojego zbioru angielskojęzycznego.

9."Hey, Lady!" - Jeanne Webb.
Długi opis tej książki znajdziecie tutaj.

10. "Cockpit Confidential" - Patrick Smith
Znowu krótki opis.  🙀 Chyba dawniej mniej pisałam. 

11. "Coffee, Tea or Me" - Trudy Baker & Rachel Jones
Recenzję przeczytacie tutaj.

 

12. "Air Confidential " -Elliott Hester.
W zeszłym roku ponownie, na potrzeby tego wpisu, przeczytałam tę książkę. Zapraszam na wpis recenzyjny.

13. "Air Babylon" - Imogen Edwards - Jones.
I tak jak "Air Confidential" powyżej, tak i tę książkę czytałam ponownie po latach. Kliknij tutaj.

Uwaga!
Wpis edytowany - pozycje zakupione jesienią '25.


Kupiłam i przeczytałam jeszcze te trzy książki. Wszystkie w języku polskim.

14. "Cała prawda o lataniu. Stewardesy w rozmowie z Krzysztofem Pyzią" - Krzysztof Pyzia.
 Kliknij tutaj po recenzję.

15. "Stewardesa" - Chris Bohjalian.
Zapraszam tutaj.

16. "Dziennik Stewardesy" - Marika Mikusova
Długi wpis znajdziecie pod tym linkiem. 

Ciekawe, jakie kolejne pozycje wpadną w moje ręce w 2026! Polecicie coś?

niedziela, 15 lutego 2026

STBY, czyli "standby", czyli dyżur.

W poprzednich wpisach zdarzało mi się użyć słownictwa lotniczego. Pewnie padł też ten skrót "STBY". Oznacza on nic innego jak dyżur. 
W pracy w liniach lotniczych możecie spotkać się z kilkoma jego formami:

1) Dyżur domowy
Zależnie od firmy może trwać nawet dwanaście godzin. W tym czasie macie być w domu (lub jego pobliżu) i macie czekać na wezwanie firmy. 
Ile czasu macie na stawienie się do pracy, zależy od zasad Waszych linii lotniczych. Z tego co wiem, przeważnie jest to dwie godziny, ale bywa (LOT) i godzina. 
Czyli od odebrania telefonu musicie w tym czasie znaleźć się na lotnisku lub w biurze firmy. Pracodawcę nie interesuje, jak się tam dostaniecie. Nie usprawiedliwi Was awaria samochodu, korek w mieście, czy oblodzenie trakcji tramwajowej. Warto wziąć czas dojazdu na lotnisko pod uwagę i zaplanować alternatywne opcje dojazdu z dyżuru.
Znam osoby, które mieszkają daleko od lotniska i na czas dyżuru przenoszą się bliżej. Siedzą w kawiarni na lotnisku albo w samochodzie na parkingu. Nie jest to idealne, ale warto też pamiętać, że w grafikach nie ma ich znowu tak dużo. I że można spróbować zamienić je na lot. (Dzięki temu unikacie niepewności i konieczności warowania pod telefonem.)
Co możecie dostać z dyżuru? Każdy lot, na który jesteście "legalni". Może to też oznaczać, że Wasze kolejne loty zostaną zmienione.
Kiedyś miałam dyżur, a kolejnego dnia dwudniowy Paryż, następnie trzy dni wolnego. Poleciałam na dziewięciodniowy lot. Moje dni wolne zostały mi zwrócone później. Czy można się nie zgodzić na taką zmianę? Można próbować. Pamiętajcie tylko, że w lotnictwie cały czas podkreślana jest potrzeba bycia "elastycznym". A kto elastyczny nie jest, ten jest pierwszy na liście do zwolnienia.😕
I tak, dyżuruje się też w nocy. Można spać. Tylko bardzo głośno ustawcie dźwięk w telefonie. 

Dyżur domowy może zostać zmieniony na lot wcześniej (nawet poprzedniego dnia), dlatego warto sprawdzać grafik. Firma natomiast nie może do Was zadzwonić przed godziną rozpoczęcia Waszego stby. 

Gra w czekanie. Na dyżurze domowym warto być spakowanym na każdą opcję. W mundurze nie musicie siedzieć.
Foto: internet.

2) Dyżur lotniskowy
Dla mnie zawsze była to gorsza opcja. Taki dyżur jest zazwyczaj krótszy, trwa cztery - sześć godzin. (Chyba, że Wasze linie mają inne zasady.) Wygląda on tak, że w pełnej gotowości, spakowani na każdy możliwy lot i ubrani w mundur czekacie na lotnisku lub w siedzibie firmy. Duzi przewoźnicy mają całkiem wygodne pokoje dla załóg, gdzie można spać, pracować na komputerze, czy też czytać książki. Inni mają klitki, albo musicie znaleźć sobie miejsce w hali odlotów i tam przeczekać.
Z takiego dyżuru zostaniecie użyci tylko w ostateczności. Jeżeli ktoś pochoruje się tuż przed lotem, zostanie odesłany z briefingu, albo osoby z dyżuru domowego nie dojadą - Wy ich zastąpicie. 
Jeżeli nic takiego się nie wydarzy, to po upływie wszystkich godzin wracacie do domu.

Dyżury są płatne. W moich liniach te lotniskowe były płatne w 100%, a te domowe w 50%.
I tak wolałam te domowe, bo przynajmniej można było coś w domu zrobić i nie trzeba było siedzieć w makijażu i mundurze kilka godzin.

3) Rezerwa
Rezerwa nie występuje we wszystkich liniach. Takie dni, tygodnie, miesiące  - zależnie od pracodawcy, to czas, gdy nic się nie wie. Można jedynie prosić o zablokowanie dni wolnych. Pozostałe dni mogą zmienić się w dyżury, w loty, w wolne. Firma dowolnie (oczywiście wszystko musi być legalne) bawi się Waszym losem przez określony czas. 
Osobiście nigdy nie miałam rezerwy, bo w moich liniach tego nie było. Koleżanka w Emirates miała i to było jej zdaniem najgorsze, co mogło przytrafić się w grafiku. 

 To jak? Nadal chcecie latać?😊 

 


niedziela, 8 lutego 2026

Pytania i odpowiedzi.

Dawno nie było takiego wpisu. Poprzednie możecie przeczytać tutaj, tutaj.
A waszych pytań nazbierało się całkiem sporo. To zaczynamy!

1) Dlaczego komentarze pod wpisami nie ukazują się od razu?
Przede wszystkim, bardzo dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, wiadomości i opinie. Wszystkie są czytane.
Niestety, wpada też bardzo dużo spamu, dziwnych linków i bardzo nieodpowiednich komentarzy. Nie mam tu na myśli negatywnych, aczkolwiek konstruktywnych opinii o sobie, czy blogu. Są jednak takie  wpisy, które zakrawają na szerzenie nienawiści i propagują treści zakazane.

2) Czy nie nudzi ci się w domu, jak nie latasz?
To pytanie zadano mi wiele razy również osobiście. Tak, czasami mi się nudzi. Ale jak wiecie, piszę, czytam, uprawiam ogród. I zawsze, ale to ZAWSZE szukam lotów. Szukanie pracy, to też praca.

3) Czy płacisz składki i podatek ze swojej pracy?
Tak, jako freelancerka mam zarejestrowaną działalność i opłacam wszystko sobie sama. Moi zleceniodawcy nie płacą nic za mnie.

4) Czy warto przejść ze stałego kontraktu na freelancing?
Nie wiem, jaki masz kontrakt. Jeżeli jesteś zadowolona ze swojej pracy, to bym się wahała. Ja od lat pracuję już na własny rachunek, ale nie wszystkie miesiące są różowe. Do tego trzeba pamiętać, że na własnej działalności nie ma urlopów i L4. Nie latasz, nie zarabiasz. Warto przemyśleć wszystkie za i przeciw. Freelancing jest trudny, wymaga wiecznego szukania zleceń i oszczędzania w dobrych miesiącach na te chude.

Jedno z ładniejszych zdjęć, jakie mam z pracy.

5) Czy szukasz pracy na etat?
Hmm. Tak i nie. 😉 Mało jest ofert, które spełniają moje wymagania. Pamiętajcie, że latam od 20 lat! Czasami pojawia się ogłoszenie, które mi się podoba, a jest na cały etat; wtedy wysyłam. Jak do tej pory, nie dostałam z żadnego z nich pozytywnej odpowiedzi.

6) Jak radzić sobie z brakiem odpowiedzi, odpowiedzią negatywną w czasie rekrutacji? Czy to normalne, że wysyłam zgłoszenia i nikt nie odpisuje?
Niestety tak. Ja też wysyłam i też często nikt nie odpisuje. Nie podoba mi się ten zwyczaj, bo uważam, że pokazuje brak szacunku dla kandydata. Z drugiej strony, rozumiem, że jest tyle zgłoszeń, że rekruterzy nie są w stanie wszystkim odpisać. Trzeba zacisnąć zęby i brnąć dalej.

7) Jak zostać stewardessą?
Ojej, gdyby płacili mi za tak postawione pytanie.... Może zacznij od poczytania mojego bloga? Polecam serię wpisów: "Zostać stewardessą?"  Znajdziecie tam 20 wpisów odpowiadających na większość Waszych pytań.

8) Czy wygląd jest ważny w pracy cabin crew?
Tak, ale:
Cabin crew to nie wybory Miss. Trzeba dobrze wyglądać w mundurze, ale ważniejsze są jednak inne umiejętności, czy  cechy charakteru. 

9) Czy to prawda, że teraz zatrudniają starszych?
Maksymalny wiek zależy od linii lotniczych. Prawdą jest, że został od podwyższony w wielu liniach Bliskiego Wschodu. Z tego co wiem, to również LOT przyjmuje teraz osoby bardziej życiowo doświadczone. 
Z drugiej strony, są lnie low-costowe, które zatrudniają tylko na oferty studenckie.

Ostatnie na dziś:

10) Czy gdybyś zaczynała swoją karierę, to ponownie zostałabyś stewardessą?
TAK!
 

Macie pytania? Piszcie! Odpowiem na nie zbiorczo w kolejnym takim wpisie.  
(Zapraszam też do kontaktu na FB i Instagramie, tam odpowiadam na bieżąco.)

 

niedziela, 1 lutego 2026

"Dziennik Stewardesy"

Jeżeli czekacie na wpis: "Styczeń '26 - w pracy", to donoszę, że nie miałam ani jednego zlecenia. 😪 (Chociaż raz wieczorem się pakowałam. Lot odwołano rano.)

Mam za to dla Was kolejny wpis literacki. 😊

Jakiś już czas temu zobaczyłam reklamę tych książek (bo są trzy części, ale dzisiaj prezentuję Wam pierwszą) na Facebooku. 
Zapytałam na swojej stronie na FB (nazywa się tak, jak ten blog), czy ktoś czytał. Ponieważ nikt się nie zgłosił, to postanowiłam sama sprawdzić z czym mamy tu do czynienia.

Książkę znalazłam w promocyjnej cenie na portalu sprzedażowym.
Okładka mało mi się podoba. 
Z tego co czytałam, jest to wydanie autorskie. Oznacza to, że Marika opublikowała książkę na własny koszt. Jest ona drukowana oszczędnie, ale całkiem porządnie.

Jak przy każdym wpisie recenzenckim, tak i tutaj chcę podkreślić, że zawarte tutaj opinie są subiektywne i tylko i wyłącznie moje. 😁

Spis treść, czyli będzie dużo się działo. Widać też, że jest trochę historii z pieprzykiem. Nie wiem, czy wszystkie historie są prawdziwe....


Autorka pięć lat latała w Emirates. Kilka razy poleca swojego Instagrama, gdzie można znaleźć zdjęcia jednoznacznie wskazujące na linię.
Można też znaleźć dużo innych zdjęć o charakterze.... no trochę kontrowersyjnym (jak dla mnie). Wiadomo, co najlepiej się sprzedaje, a dziewczyna jest zgrabna.


Ach te początki.


Jak przejść rozmowę o pracę, znajdziecie tutaj sporo wskazówek. W książce jest wyjątkowo dużo informacji i jest to zdecydowanie na jej plus.


Niestety, mam wrażenie, że kilka razy tłumaczenie zawiodło. Nie wydaje mi się, żeby wymagano zdjęcia w kostiumie kąpielowym, a w "kostiumie" (czyli marynarce i spódnicy). Chyba, że był jakiś dziwny moment w historii tych linii, że kazali wysyłać inne zdjęcia. (?)
Później też Marika pisze, że idzie na plażę, więc ubiera kąpielówki. Przypuszczam, że tłumacz się ponownie pomylił i tym razem ubierała kostium kąpielowy.


Muszę dopytać koleżanek, które latały w Emirates o badania u ginekologa. O tym nigdy nie słyszałam.


To też mnie zdziwiło. Londyn jako turnaround? To jest długi lot. 😕
W książce znajdziecie wytłumaczenie wielu lotniczych terminów. Zdecydowanie jest to pozycja dla tych, którzy chcą latać na Bliskim Wschodzie i nie mają jeszcze wiedzy lotniczej.
I dla tych, co szukają plotek i skandali. W innym fragmencie autorka przyznaje się (między wierszami) do seksu w kokpicie.

Ogólnie bardzo dużo jest tu seksu. Nie wiem, czy to już to pokolenie? Książka była pisana dziesięć lat po mojej. Tu miejsce na autoreklamę - "Etat w chmurach" - gorąco polecam.
W moich liniach nie pamiętam, żebyśmy tylko o tym rozmawiali i tylko szukali z kim się przespać. Oczywiście były romanse między załogowe, ale nie na taką skalę.

Kolejne zaskoczenie - nam nie dawano listy pytań, na które trzeba odpowiedzieć w czasie briefingu. Wszystko trzeba było mieć wykute na pamięć. Cały manual. 😆

Znajdziecie w tym dzienniku sporo zabawnych (i mniej) historii z pasażerami i załogą. Część z nich jest bardzo specyficzna, trzeba polatać z danymi narodowościami, żeby je zrozumieć.

Mogłabym jeszcze wiele fragmentów tutaj dodać, ale wolę pozostawić Wam pewien niedosyt.
Zachęcam do lektury. Dla mnie książka na "tak", ale z przymrużeniem oka na pewne fragmenty.

(Tylko pamiętajcie proszę, że ja do tamtej strony świata i tamtych linii mam sentyment.)



niedziela, 25 stycznia 2026

Sylwester w bacówce

Bacówka na Rycerzowej w Beskidzie Żywieckim, gdzie spędziłam Sylwestra '24. Śniegu było mało, ale wyżej trochę go zobaczyliśmy. A później jeszcze i niżej napadało. 

Jak zwyczajowo spędzacie ostatnią noc w roku? Na balu? Na domówce u znajomych? Czy w gronie najbliższych we własnym domu? A może sami w łóżku?

Dzisiaj mam dla Was wpis Sylwestrowy, a raczej chciałam Wam zaproponować ciekawy sposób spędzania tego czasu. Może za jedenaście miesięcy spotkamy się gdzieś na szlaku?

Takie wieczory tylko w górach.

Od dwóch lat wyjeżdżamy na Sylwestra (plus kilka dni przed / po) w góry. Pierwszy taki pobyt mieliśmy w Beskidzie Żywieckim. W 2025 byliśmy w Beskidzie Sądeckim. 

A to zeszłoroczna (już) Bacówka nad Wierchomlą. Tym razem śniegu było mnóstwo przez cały nasz czterodniowy pobyt.

Nie jestem osobą, która dużo w życiu chodziła po górach. Nie spałam wiele razy w schroniskach, czy bacówkach, więc ciężko mi tu porównywać warunki. Obie bacówki bardzo mi się podobały. Panowała tam sympatyczna, rodzinna atmosfera, jedzenie było bardzo dobre. 
Pobyt Sylwestrowy wykupiliśmy w pakiecie. Była zabawa, śniadania i noclegi. Koszty takiego wyjazdu są bardzo przystępne, oczywiście w każdym miejscu będą one trochę inne. Cena zależy od ilości osób w pokoju (myśmy wzięli dwójkę), czy wykupujecie obiady / śniadania. 
Zapłaciliśmy 1100 zł od osoby za cztery noce / pięć dni ze śniadaniem i pościelą (w tym była całonocna balanga). Do tego trzeba doliczyć jedzenie. Za każde danie obiadowe płaciliśmy ok 30zł. 

Możecie zaoszczędzić zabierając ze sobą napoje, jedzenie, czy przekąski. Schroniska mają obowiązek udostępnić nocującym gorącą wodę oraz możliwość podgrzania własnego posiłku.

Jeśli szukacie noclegu w takim miejscu, to pamiętajcie, że jest to klasa turystyczna. Łóżka są piętrowe, a prysznice wspólne. Osoby przyzwyczajone do większego komfortu mogą się rozczarować.

Spacery, spacery, spacery. Osoby jeżdżące na nartach miały okazję do wypadu na pobliski stok. Ja niestety biegam tylko na biegówkach.

Głównym celem tych wyjazdów jest pobyt w grupie znajomych (było nas sześć par) oraz eksplorowanie szlaków górskich. Zabawa noworoczna jest tu na drugim miejscu. Nie jest to bal z prawdziwego zdarzenia. Większość osób nie ubiera się w stroje wieczorowe - często trzeba samemu wnieść bagaże na górę na plecach. 😉 Im mniej w plecaku tym lepiej. 

Las był bajkowy.


Był też schroniskowy kot - bardzo charakterny.


I dwa schroniskowe psy - bardzo spokojne.

Jeżeli boicie się psów albo macie alergię na zwierzęta, to upewnijcie się, że w wybranym schronisku ich nie ma. Dodatkowo przez schroniska przewija się dużo osób w ciągu dnia. To nie jest wyjazd dla tych, co szukają ciszy i spokoju. Turyści wchodzą i wychodzą. Wieczorami grają na gitarach, robią ogniska, grają w gry na stołówce. 😂 Wszyscy są na "Ty" i mówią sobie "cześć". 

Ale później ubieracie się ciepło (ale niezbyt), zakładacie raczki na buty (koniecznie!), bierzecie kijki, mapę i herbatę w termos (wrzątek w schroniskach zawsze jest bezpłatny) i w drogę! Na szlakach tłumów nie ma. 

I co? Przekonałam Was do takiego wyjazdu?