Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2026

Sylwester w bacówce

Bacówka na Rycerzowej w Beskidzie Żywieckim, gdzie spędziłam Sylwestra '24. Śniegu było mało, ale wyżej trochę go zobaczyliśmy. A później jeszcze i niżej napadało. 

Jak zwyczajowo spędzacie ostatnią noc w roku? Na balu? Na domówce u znajomych? Czy w gronie najbliższych we własnym domu? A może sami w łóżku?

Dzisiaj mam dla Was wpis Sylwestrowy, a raczej chciałam Wam zaproponować ciekawy sposób spędzania tego czasu. Może za jedenaście miesięcy spotkamy się gdzieś na szlaku?

Takie wieczory tylko w górach.

Od dwóch lat wyjeżdżamy na Sylwestra (plus kilka dni przed / po) w góry. Pierwszy taki pobyt mieliśmy w Beskidzie Żywieckim. W 2025 byliśmy w Beskidzie Sądeckim. 

A to zeszłoroczna (już) Bacówka nad Wierchomlą. Tym razem śniegu było mnóstwo przez cały nasz czterodniowy pobyt.

Nie jestem osobą, która dużo w życiu chodziła po górach. Nie spałam wiele razy w schroniskach, czy bacówkach, więc ciężko mi tu porównywać warunki. Obie bacówki bardzo mi się podobały. Panowała tam sympatyczna, rodzinna atmosfera, jedzenie było bardzo dobre. 
Pobyt Sylwestrowy wykupiliśmy w pakiecie. Była zabawa, śniadania i noclegi. Koszty takiego wyjazdu są bardzo przystępne, oczywiście w każdym miejscu będą one trochę inne. Cena zależy od ilości osób w pokoju (myśmy wzięli dwójkę), czy wykupujecie obiady / śniadania. 
Zapłaciliśmy 1100 zł od osoby za cztery noce / pięć dni ze śniadaniem i pościelą (w tym była całonocna balanga). Do tego trzeba doliczyć jedzenie. Za każde danie obiadowe płaciliśmy ok 30zł. 

Możecie zaoszczędzić zabierając ze sobą napoje, jedzenie, czy przekąski. Schroniska mają obowiązek udostępnić nocującym gorącą wodę oraz możliwość podgrzania własnego posiłku.

Jeśli szukacie noclegu w takim miejscu, to pamiętajcie, że jest to klasa turystyczna. Łóżka są piętrowe, a prysznice wspólne. Osoby przyzwyczajone do większego komfortu mogą się rozczarować.

Spacery, spacery, spacery. Osoby jeżdżące na nartach miały okazję do wypadu na pobliski stok. Ja niestety biegam tylko na biegówkach.

Głównym celem tych wyjazdów jest pobyt w grupie znajomych (było nas sześć par) oraz eksplorowanie szlaków górskich. Zabawa noworoczna jest tu na drugim miejscu. Nie jest to bal z prawdziwego zdarzenia. Większość osób nie ubiera się w stroje wieczorowe - często trzeba samemu wnieść bagaże na górę na plecach. 😉 Im mniej w plecaku tym lepiej. 

Las był bajkowy.


Był też schroniskowy kot - bardzo charakterny.


I dwa schroniskowe psy - bardzo spokojne.

Jeżeli boicie się psów albo macie alergię na zwierzęta, to upewnijcie się, że w wybranym schronisku ich nie ma. Dodatkowo przez schroniska przewija się dużo osób w ciągu dnia. To nie jest wyjazd dla tych, co szukają ciszy i spokoju. Turyści wchodzą i wychodzą. Wieczorami grają na gitarach, robią ogniska, grają w gry na stołówce. 😂 Wszyscy są na "Ty" i mówią sobie "cześć". 

Ale później ubieracie się ciepło (ale niezbyt), zakładacie raczki na buty (koniecznie!), bierzecie kijki, mapę i herbatę w termos (wrzątek w schroniskach zawsze jest bezpłatny) i w drogę! Na szlakach tłumów nie ma. 

I co? Przekonałam Was do takiego wyjazdu?


niedziela, 11 sierpnia 2024

Ferraty na Słowacji

 Ostatnio znajomy zaproponował nam wyjazd na ferraty. Jak nie wiecie, co to jest, to pocieszam Was, że ja też nie byłam pewna, o czym on mówi.
("Via ferrata to specyficzny typ trudnego technicznie szlaku turystycznego, który wyposażono w stalową linę do autoasekuracji. " -źródło: Internet)
Później zobaczyłam sobie w internecie i pomysł mi się spodobał. Na zdjęciach wyglądało to, bardzo łatwo i przyjemnie. Na zdjęciach....

Wymagany jest specjalistyczny sprzęt. Można go pożyczyć, bo na jeden wyjazd zakup wychodzi drogo. Buty miałam z naszego wyjazdu na Islandię.


Tak wyglądała jedna z Dwóch Wież -skała zaplanowana na pierwszy dzień wspinaczki. Widok z bezpłatnego parkingu - nie wydawał się groźny. Wspinaczka jest bezpłatna.

Droga do Krahule zajęła nam sześć godzin. Po drodze zatrzymaliśmy się na lokalne jedzenie. Lubię kuchnię czeską i słowacką.

Zupa kapuśniak, haluszki i knedliczki.

Spanie zarezerwowaliśmy przez booking. Dużego wyboru w dobrej cenie nie było. Wzięliśmy przeciętny pensjonat, ale było czysto i ze smacznym śniadaniem.

Po drodze mijaliśmy ładne domki.

Pierwszy dzień spędziliśmy na Dwóch Wieżach. W okolicy jest podobno kilka miejsc, ale dla początkujących jedna lokalizacja na dzień, to aż nadto.

Przed pierwszą wspinaczką. Szlaki są opisane, ale naszym zdaniem (i innych spotkanych grup) są źle sklasyfikowane. Jedynka wcale nie była najłatwiejsza. Jeżeli tak jak ja, wspinacie się po raz pierwszy, to zacznijcie tutaj od szóstki.

Widok z góry na dół. Nie jest to aktywność dla osób z lękiem wysokości. 😉

Pierwszego dnia pokonałam dwie ferraty i to było dla mnie aż za dużo emocji. Przejście wszystkich (dziewięciu) zajmuje około dwóch godzin, ale to zależy jak szybko się wspinacie i ile czekacie w kolejce.

Drugiego dnia ruszyliśmy na Ferraty na Skałce. Tutaj trzeba zapłacić za parking - 6 euro. Możecie aplikacją, która nie działa z polskim numerem lub w recepcji restauracji znajdującej się przy parkingu.

Ta ferrata zaczyna się od przewieszonego mostu. Może się na nim znajdować maksymalnie trzy osoby. Tutaj również obowiązuje asekuracja w postaci stalowej liny, do której przypinamy się lonżą. (Te na via ferrata są specyficzne, mają dwa "ramiona", dzięki temu, zawsze jest się przypiętym.) 
Po pokonaniu mostu wracamy w to samo miejsce i schodzimy łatwą ferratą w dół. Ta droga jest super! Proste schody (nadal trzeba się przypinać i zachować odstęp między schodzącymi), później zejście po korzeniach 200tu letniego klonu.
Problem jest tylko taki, że aby wrócić do góry, trzeba to zrobić już ferratą wspinaczkową. 😁 Wszystkie te ferraty są jednokierunkowe.
Wybraliśmy najłatwiejszą, opisaną jako C/B. Miejscami było ciasno


Przejście przez jaskinie bardzo mi się podobało. Czułam się bezpiecznie, bo miałam coś z każdej strony. 😉
Całe to zejście / wejście polega na tym, że wykorzystując metalowe stopnie i nierówności terenu trzeba się odpowiednie spuszczać w dół / wspinać w górę. Cały czas trzeba pamiętać, żeby przepinać się lonżą. Można wykorzystać też samą linę.
Najgorszy dla mnie był moment na "dużej ekspozycji", czyli po zboczu góry. Nie czułam się komfortowo, bo za plecami miałam przepaść. Trzeba jednak było iść dalej.
Najpierw po jednej górze, później mostek linowy i znowu skała.

Sama wpakowałam się na to wejście. Mogliśmy iść w lewo "kominem" - trasa o trudności C lub w prawo - po grani - trasa o trudności B. Myślałam, że będzie łatwiej.
A to "komin", czyli niby ta trudniejsza trasa.

Drugiego dnia pokonałam 3 ferraty. I też miałam już dosyć. Trzeba mieć mocne ręce i palce (i rękawiczki).
Cieszę się, że spróbowałam czegoś nowego, ale z pewnością nie będzie to moim nowym hobby.😁



niedziela, 23 czerwca 2024

Neos Air

 W maju rzutem na taśmę (znaczy dzień przed wylotem) zarezerwowaliśmy lot na Madagaskar.  Lecieliśmy z Itaki i myślałam, że tak jak na Sri Lankę, polecimy LOTem. A tu niespodzianka! Zabrał nas włoski Neos Air.

Przed wylotem sprawdziłam sobie na ich stronie, czego można się spodziewać.
Neos to linie założone w 2001 roku. Mają flotę 16 Boeingów: 737 i 787. Na tak długi tak długi rejs był oczywiście Dreamliner. 

Duży samolot, oznacza lot bez międzylądowania. A to duży plus przy 10 godzinach lotu.

Ponieważ był to czarter, to bagaż mieliśmy w cenie. Wydaje mi się ( I tak wyczytałam), że Neos robi tylko loty czarterowe dla biur podróży.

Wyposażenie samolotu raczej skromne. Słuchawki z prośbą o zachowanie na lot powrotny.

Do tego karta bezpieczeństwa i torebka chorobowa. Był spory wybór filmów i muzyki (brak w j.polskim). Na ich stronie było wspomniane, że można przez ten system zamówić dodatkowe napoje i jedzenie, ale jak weszłam w zakładkę "bar", to nie działało.
Jedzenie na plus. Startowaliśmy o 12:50. Podano obiad. Ciekawostka - do picia podano wino, soki, wodę do wyboru, nie można było zamówić nic gazowanego (opròcz wina musującego), bo jest to niezdrowe. Tak było wspomniane w ich PA. Po obiedzie podano jeszcze kawę i herbatę. 
Jeżeli chodzi o załogę, to była tak trochę za karę tam. Sama jestem stewą i wiem, że różne ma się dni w tej pracy, ale cała załoga w ekonomii miała skwaszone miny.
Raz w ciągu lotu przeszedł ktoś z wodą.  Przed lądowaniem podano kanapki na ciepło i ponownie zimne napoje. 

Mundury ładne. Na plus - większość załogi na locie stanowiły osoby starsze wiekiem. 
I jeszcze bardzo fajna rzecz, po safety video puszczono taki filmik. 


O takich sytuacjach możecie przeczytać w dwóch moich książkach. 😀

Z powrotem ponownie lecieliśmy z tą linią i załoga była już zupełnie inna.

Po starcie podano napój i kanapkę grillowaną. A przed lądowaniem śniadanie na ciepło. Jajecznico- omlet był taki sobie. Ja ogólnie nie lubię śniadań w samolocie.

Lot był nocny. Mieliśmy szczęście, bo przemiły steward znalazł nam dodatkowe wolne miejsca. 
Przespaliśmy cały lot i obudziliśmy się na śniadanie.

I tak dodałam nową linię lotniczą do swoich lotów!

niedziela, 10 marca 2024

Frida Kahlo - wystawa multimedialna

 Dzisiejszy wpis powstał dzięki odwiedziną koleżanki w stolicy. Tak to jest, że samej często nie chce mi się ruszać z domu. 🫣 Ale wyjście  z kimś na wystawę, to co innego.

Nasz wybór padł na wystawę w Fabryce Norblina. Przywitała nas taka kompozycja.

Cena w weekend to 75 złoty. Trochę drogo...

W pierwszej sali znajduje się tradycyjny ołtarz. Podobne widzieliśmy w Meksyku.

Dalej była sala poświęcona życiu artystki. Na ścianach wyświetlana była jej biografia i zdjęcia.

Ciekawy, nieszczęśliwy życiorys.

Kolejny pokój najbardziej się nam podobał. Był zdecydowanie najbardziej fotogeniczny.

Zmieniające się ilustracje - symbole z obrazów Fridy, wyświetlane były na ścianach i podłodze.

W jednej sali dzieci mogły pokolorować portrety artyski, a następnie je zeskanować. Ja sobie wzięłam kolorowanki do domu, podobno takie zajęcie dobrze niweluje stress. 😉

Następna sala i więcej zdjęć i ilustracji wyświetlanaych na ścianach i podłodze. 

Oprócz tego, na zakończenie każdy mógł zanurzyć się w VR reality. Czyli po naszemu zakłada się okulary i słuchawki i ogląda trójwymiarowy film. Widziałam ich kilka, ten bardzo mi się podobał. Zaczynał się od siedzącej Fridy i kilku meksykańskich grajków przebranych i umalowanych za kościotrupy. Następnie leżąc na jej łóżku (malarka spędziła większość część życia unieruchomiona przez wypadek) przemieszczamy się przez miasto, aby psychodelicznym korytarzem przez arbuzy i jaskinię skończyć w szczęce kościotrupa. 

Jest jeszcze jedna atrakcja - budka fotograficzna, gdzie wykonany portret przerabiany jest na wzór obrazów Fridy.

Kościotrupy nas pożegnały.

Wystawa mi się podobała, ale uważam, że ta o Van Goghu była lepsza. Tutaj cena była odrobinę zawyżona w stosunku do ilości atrakcji.

Fabryka Norblina to jedno z moich ulubionych obecnie miejsc.

Dobrze było ruszyć się z domu. 😍

niedziela, 3 marca 2024

Dwór w Mościbrodach. Zabawa Walentynkowo - Karnawałowa.

Dziś mam dla Was wpis turystyczny z Polski. 

W lutym mój partner zrobił mi niespodziankę i zaprosił na zabawę Walentynkowo- Karnawałową. Do tej pory nie jeździliśmy na takie bale. Jedyne nasze bale, to były te Sylwestrowe - np. w Białowieży.

Mościbrody znajdują się godzinę drogi od Warszawy. Jest to Mazowsze, chociaż sąsiad z naszego stolika powiedział, że oni bardziej czują się z Podlasia.

Dwór powstał w latach 40 XIX wieku. Jest ładnie odrestaurowany. Można wynająć pokój w samym dworze, w oficynie lub w stodole.

Myśmy ze względu na hałas poprosili o pokój w oficynie. Tak wygląda korytarz na piętrze.
Na ścianach wiszą haftowane obrazki, które mi się bardzo podobają.
Są też wycinanki i kompozycje z suszonych kwiatów.

W okół dworu znajdują się stawy i rozległe tereny rekreacyjne. W lecie musi być tam pięknie.

Sala restauracyjna w oficynie, gdzie podano śniadanie, ozdobiona była porcelaną. Tą pełnowymiarową i taką mini. Podobną widziałam w Muzeum Zabawek w Bazylei.

Nasz bal miał miejsce w dworze. W tym samym czasie odbywała się zabawa integracyjna dla dużej firmy w stodole.

Bardzo ładne wnętrze stodoły wykorzystywane jest na wesela i inne duże uroczystości. We dworze brakowało mi wystroju walentynkowego.

Jedzenie było pyszne i zdecydowanie za dużo. DJ grał dobrze, chociaż dla nas za dużo Disco Polo. I była maszyna 360ͦ, z której filmik możecie zobaczyć w profilu na moim Instagramie.

Dwór widziany od frontu.

Dobrze było ruszyć się gdzieś z domu w karnawale i wytańczyć. 😉


niedziela, 18 czerwca 2023

Długi weekend czerwcowy i mój drugi w życiu spływ kajakowy.

 W zeszłym roku po raz pierwszy w życiu wzięłam udział w spływie kajakowym. Spłynęliśmy Regą do Bałtyku.

Tym razem udaliśmy się z grupą znajomych na Mazury i szlakiem Łaźna Struga płynęliśmy po rzece i jeziorach.

Ponieważ był to spływ 4 dniowy, to zaczęliśmy w Połomie.
Ze względu na wysoką falę nie płyneliśmy po Jeziorze Ełckim. 

W czasie takiej wyprawy najważniejsza jest współpraca w grupie (przenoski) i dobre humory! (No i jeszcze pogoda, bo spanie w namiotach w deszczu, czy wiosłowanie w zimnie i pod wiatr do przyjemnych nie należą.)

Z kajaku zwiedza się inaczej.
Pogoda nam dopisała. Kempingi mógłby być lepsze, ale takie są uroki spływu.
Piękna polsk wieś.

Jedzenie mieliśmy swoje, ale dwa razy zamówiliśmy coś u lokalnej gospodyni. 

Spływy kajakowe są tanie, ale trzeba mieć (lub pożyczyć) sprzęt turystyczny (i koniecznie worki na rzeczy wodoszczelne).
Bardzo udany weekend czerwcowy. Teraz do pracy, a następnie w planach jeszcze jeden spływ! 🤣

niedziela, 19 lutego 2023

Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku

W chłodny lutowy dzień wybrałam się do nowego (otwartego w 2020 roku) muzeum. Inne warszawskie odwiedzone i opisane na blogu placówki:
Muzeum Domków dla Lalek
Muzeum Miasta Warszawy
Muzeum Azji i Pacyfiku
Cosmos Muzeum
Muzeum PRLu
Villa La Fleur (Konstancin Jeziorna)


Muzeum Józefa Piłsudskiego znajduje się w podwarszawskiej miejscowości - w Sulejówku. 

Główny gmach jest bardzo nowoczesny i estetyczny. Czy aż tak duży budynek był tu potrzebny? To już inna sprawa...

Mam wrażenie, że większość ekspozycji to multimedia. Ciekawie przygotowane filmy, nagrania, prezentacje - dodatkowo można wiadomości uzupełnić bezpłatnym audioprzewodnikiem. W środę wstęp jest bezpłatny.

Zwiedzanie rozpoczyna się na poziomie -3. Ekspozycja ułożona jest chronologicznie: od dzieciństwa do śmierci Naczelnika.

Sale mają rozmach.

Dla mnie duża ciekawostka - Medal Orła Białego.

Po zwiedzaniu wystawy stałej udaliśmy się razem z przewodnikiem do dworku Milusin. Jak już pisałam, wstęp do muzeum w środy jest bezpłatny, jedyna opłata to 12 złotych za przewodnika w dworku.

W tym małym dworku podarowanym przez żołnierzy mieszkał Piłsudskim wraz z rodziną.

Gabinet Naczelnika.

Łazienka z maleńką wanną i pięknym bojlerem.

biblioteka
Zwiedzanie dworku trwa około godziny. Milusin bardzo nam się podobał i zdecydowanie mogę go polecić.
Na zwiedzanie wystawy głównej musicie sobie zarezerwować około dwóch godzin. Z plusów: jest kawiarnia i jest ciepło w środku 😉.