Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2026

Wrzesień '26 - w pracy.

 W piątek 11 września ruszyłam do pracy. I to był bardzo fajny wylot!

Od początku jednak. Tradycyjnie, na lotnisko w Warszawie udałam się kolejką miejską SKM. I? I już było z przygodami, nie wiem, czy pamiętacie (pewnie nie), że maszyniści we wrześniu strajkowali? Hmm. Zgadnijcie w jaki dzień? Dokładnie w ten, w który musiałam skorzystać z usług kolei. Siedziałam jak na szpilkach, bo wszystkie pociągi, łącznie z moim, były opóźnione.
Wpadłam w ostatniej chwili na lotnisko. 😅 

Następnie spędziłam dwa wspaniałe dni w Maladze, o których będzie następny wpis.

Po takim pobycie miałam zrobić jeden lot powrotny do Polski. Dlaczego przyleciałam dwa dni przed planowanym rejsem? Bo w prywatnym lotnictwie nigdy nie wiadomo, kiedy może wpaść jakiś inny lot. Zawsze musi być załoga na dyżurze, a mi oczywiście w to graj! Płacą mi od dnia i kto by narzekał na dwa dni spędzone na południu Hiszpanii???

Przed lotem poszłam ze swoją pilotką na śniadanie. I kupiłyśmy sobie kanapki na drogę. W tej firmie jest jedzenie dla załogi tylko powyżej określonego czasu w pracy. A my nie lubimy być głodne. 😉

Wracając do hotelu zrobiłam jeszcze małe zakupy na pokład. 

Przebrałam się w swój obecnie ulubiony mundur z kieszeniami i w drogę. 

Jest takie powiedzenie w środowisku lotniczym: za długo latasz, gdy ekscytuje cię nowy rodzaj lodu.😂😂😂

Takie kosteczki mi dali!

Leciałam na samolocie typu Learjet 60. Czy ja Wam już go opisywałam? Czy tylko o nim wspominałam?
(Jeśli go nie znajdę, to obiecuję napisać.) 

Drobny poczęstunek i czekamy na pasażerów.

Wieczorem skończyłam pracę w Katowicach, w których zostałam na noc. Następnego dnia rano wsiadłam w pociąg i znowu z przygodami (pociąg się zepsuł i przesiadaliśmy się w środku lasu na inny), wróciłam do domu. 

I znowu myślałam, że to na tyle, a tu wpadł jeszcze jeden dzień. 

Bardzo wczesny start z Modlina. Ale jaką fotkę uszczeliłam!
Zrobiłam dwa loty (na znanym już nam samolocie) i wylądowałam w ... Maladze. 🤣 Tym razem nie zostawałam na noc.

Piję kawę i szykuję poczęstunek przed lotem.

Jak wygląda taki dzień? Poniżej macie moją rozpiskę.


I już do domu z LOTem.

30 września jeszcze raz wyleciałam do pracy. Ale musiałam tylko jako pasażer się przebazować do Katowic.😊 Ten wylot i dalszy ciąg rotacji znajdziecie w październikowym podsumowaniu.


niedziela, 27 września 2026

Cessna Citation XLS

W lipcu latałam na dwóch nowych typach samolotu. A w sierpniu? Na jednym!
Jak tak dalej pójdzie, to pod koniec roku zostaną mi tylko rakiety do odkrywania. 😉

Zrobiłam siedmiodniowy freelance dla firmy, dla której kiedyś pracowałam na cały etat. Tak, zawsze to powtarzam, większość zleceń dostaję po znajomości. 

Cessna Citation XLS to amerykański samolot typu midsize. Może pomieścić siedmiu / ośmiu pasażerów. 
Przy ośmiu jedna siedzi na siedzeniu w toalecie. Nie na toalecie, tak jak np. w Gulfstreamie 150, ale na siedzeniu naprzeciw. 


Nie ma tu zbyt wiele miejsca.


Toaleta całkiem jednak przyzwoitych rozmiarów. Moje siedzenie znajdowało się na przeciwko, wyglądało tak samo, tylko miało pasy bezpieczeństwa. Co ciekawe, na prywatnych jetach pasy zapina się takt, jak w samochodach, a nie jak na dużych samolotach. 
Te drzwi z klamką to mała szafa.

W samolotach średniej wielkości największy problem to miejsce w galley (czyli bufecie). Ciężko pracuje się na tak ograniczonej powierzchni. A jak pasażerowie widzą stewardesę na pokładzie, to oczekują serwisu. 😉

Oto całe moje królestwo. Kawa z termosu i zimny serwis. Na nic więcej nie ma tu miejsca.

Czekam na kolejne typy!

niedziela, 20 września 2026

Sierpień '26 - w pracy.

Co się działo u mnie w sierpniu? Początek był bardzo spokojny. Nikt nie miał zapotrzebowania na Freelancerkę... Tak bywa.😒 Co w sumie, dobrze się złożyło, bo miałam krioterapię zaplanowaną na pierwsze dwa tygodnie miesiąca. 

W połowie sierpnia wyleciałam do pracy. Na krótko. Na dwa dni, ale zawsze to coś.

Zaczęłam od przebazowania się do Wrocławia. 

Samolot stał w hangarze, a ja miałam sporo czasu. Moi piloci mieli się zjawić dopiero za dwie godziny.
Był to dobry moment, żeby sobie wszytko na spokojnie posprawdzać i poczyścić.
I jeszcze starczyło mi czasu, aby nagrać dla Was kilka rolek. (Zapraszam na mojego FB i Instagrama.)

Zrobiliśmy dwa odcinki i późno w nocy znaleźliśmy się w Paryżu. Czekała nas noc w stolicy Francji i mieliśmy wracać do domu.

Hotel okazał się niesamowity!
Hilton Opera powala!


Hotel (początkowo nazwany Grand Hotel Terminus) stoi w tym miejscu od 1889roku.

Nastawiłam budzik na wczesną godzinę. Zjadłam śniadanie i w drogę! Na spacer po tym przepięknym mieście. Do zbiórki przed lotem miałam 40 minut - postanowiłam je wykorzystać na obejrzenie najbliższej okolicy.

Bo jak być w Paryżu i nie wyjść z hotelu?
(Była już kilkakrotnie w tym mieście, ale i tak zawsze mnie zachwyca.)


Uroczy skwerek w okolicy.


I te wszystkie kawiarnie.

Wróciłam do hotelu, żeby zabrać swoje rzeczy i dostałam wiadomość, że lecimy później, gdzie indziej i na dodatek z pasażerami.

I musiałam szybko znaleźć dodatkowe obrusy na lot! 
Zara Home w Paryżu to jakiś inny wymiar. 

Zakupiłam obrusy i serwetki. Zamówiłam katering i już trzeba było się szykować na lot.

A oto i mój nowy mundur, i ma kieszenie. 😍


Mały poczęstunek przed startem.


Samolot znacie z tego wpisów.

Zrobiłam dwa loty i wylądowałam znowu we Wrocławiu. 

LOTem wracałam do domu. Miałam dobre dwie godziny do odlotu. Na szczęście mam wstęp do saloniku VIP. I muszę Wam powiedzieć, że ten we Wrocławiu jest bardzo fajny. Zarówno wystrój, jak i poczęstunek - pierwsza klasa. 

Wróciłam do domu i wzięłam się ponownie do prac ogrodowych. 

A tu: na forum dla VIP Flight Attendants wpada wiadomość, że szukają kogoś z Wiednia i okolic na 5 dni. Czy Warszawa jest w okolicach Wiednia? Ehhh... ale czy szkodzi wysłać CV? 

Błyskawiczne pakowanie i już byłam w drodze do pracy. Okazało się, że nikogo w okolicach Wiednia nie było.😊 Zawsze warto ryzykować. 

Po krótkiej nocy w Wiedniu poleciałam z pasażerkami, na nowym typie samolotu, do Pafos.

W Pafos byłam wiele lat temu, jeszcze ten blog nie istniał! 
Będę miała dla Was oddzielny wpis z tego miasta.

 - "Pamiętaj tylko, że oni zawsze coś sprzedadzą" - powiedział mi pilot.
I co? I nie sprzedali nic przez następne cztery dni!

I tak trafiły mi się mini wakacje. Było bardzo słonecznie i gorąco. Na plażę wychodziłam o godzinie 17. 
I tak było cudnie!

Lot powrotny mieliśmy zaplanowany na niedzielę. W sobotę zrobiłam małe zakupy i przygotowałam się do drugiego, w ciągu tygodnia, dnia pracy.

Figi na przywitanie pasażerów. 

30 sierpnia zrobiłam dwa odcinki na prywatnym jecie, a później sama z Lauda wróciłam do Warszawy. 

Bardzo fajny miesiąc mi wyszedł. W sumie byłam dziewięć dni w pracy. Miałam wspaniałe rano w Paryżu i opłacone wakacje na Cyprze. 
Do tego poznałam kolejny typ samolotu i nową linię lotniczą. (Lauda należy do Ryanair.)

I czego tu nie lubić?

No to teraz czekamy na wrzesień. 



 

niedziela, 6 września 2026

Gulfstream 150

W zeszłą niedzielę mogliście tutaj poczytać o samolocie typu Praetor 600, a dzisiaj mam dla Was jeszcze jeden wpis z lipca, o jeszcze jednej maszynie.

W swojej karierze w prywatnym lotnictwie bardzo mało miałam do czynienia z samolotami typu Gulfstream. Kiedyś, w Stanach, zrobiłam jeden lot - wydaje mi się, że na typie G400. Ale głowy sobie nie dam uciąć, bo to był tylko jeden krótki lot.
I w końcu! Mogę sobie dodać tę amerykańską maszynę do CV.

Gulfstream 150 to starszy typ samolotu. Należy on do "midsize", czyli średniej wielkości jetów i był produkowany do 2017 roku.
Tutaj w hangarze. 


A tak prezentuje się kabina. Zabiera sześciu pasażerów, siedmiu - jeżeli ktoś chce lecieć w toalecie. I tak, jest tam siedzenie z pasami.

Kabina wydaje się bardzo przestrzenna. Podróżujący mogą wygodnie się rozsiąść. Wszyscy mają stoliki, co nie zawsze jest normą. (Gdy w samolocie zamontowana jest kanapa, to część pasażerów musi jeść z tacki na kolanach.)

Tu jeszcze jedno spojrzenie na kabinę. Siedzenia w tym akurat modelu są materiałowe, częściej jednak spotyka się skórzane.


Jak wygląda galley? No nie poszalejecie tutaj z kateringiem. Nie ma mikrofalówki, ani piekarnika. I nie ma też miejsca na takie udogodnienia. Co gorsze, wejście do samolotu i przednia część jest niższa od kabiny. Oznacza to, że w kabinie osoba średniego wzrostu może się wyprostować, a w galley nie.
Przez co, praca jest utrudniona, bo albo robicie wszystko na siedząco (siedząc na składanym krzesełku kempingowym), albo zgięci w pół. 


W każdym samolocie musi znajdować się instrukcja bezpieczeństwa.


Toaleta jest bardzo obszerna, jak na tego typu samolot.

Samolot mi się spodobał, chociaż serwis w nim jest trudny. Chyba najtrudniejszy ze wszystkich samolotów, na których w ostatnim czasie latałam. Za to jest szybki i cichy!

Tutaj znajdziecie filmik na YouTubie.


I tak oto mam nowy typ samolotu! Na czym teraz będę latać? 😍


niedziela, 30 sierpnia 2026

Praetor 600

 Ależ mi się niespodzianka w lipcu trafiła! Nowy samolot do kolekcji! Chyba powinnam zrobić nowy wpis podsumowujący moją karierę i typy samolotów, na których latam, bo sama się już w tym gubię. 😉

Moje samoloty cz. I
Moje samoloty cz. II
Moje samoloty cz. III

Powyższe wpisy opisują moją karierę do roku 2020. A mamy rok 2026! W ciągu ostatnich sześciu lat latałam jeszcze na:

Challenger 350 
Falcon 2000
Cessna Citation Jet 525 
Falcon 8x
Global 6000

I na innych modelach, o których niestety nie powstały posty. Teraz staram się na bieżąco dokumentować swoje samoloty. 😊
I tak, dochodzimy do sedna sprawy, do Praetora 600 z brazylijskiej firmy Embraer. 

Miałam na nim przyjemność pracować w czasie rotacji w lipcu. Wykonałam niestety tylko jeden lot. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja się spotkać. 💓
Samolot jest nowiutki i śliczny. Może pomieścić dziewięciu pasażerów. Sześciu siedzi na fotelach, trzech może podróżować na kanapie.

Tutaj Wikipedia.

W tej dziupli siedzę. Miejsce dla stewy to zawsze duży plus.
 W innych wersjach mogą tam być półki.
W głębi możecie dostrzec nowoczesny kokpit. Pilot bardzo go sobie chwalił.


Monitory i wyświetlane mapy w kabinie są top. 


Łazienka dla pasażerów jest bardzo przestronna i elegancka.


Toaleta. Co ciekawe, w prywatnych jetach, WC często jest również dodatkowym miejscem siedzącym dla stewardesy (ma chowane pasy).


Jeszcze raz. Kto nie zakochałby się w tej kabinie? Jest magia.


A to moja uśmiechnięta buźka. 

No to trzymajcie kciuki za kolejne loty!


niedziela, 2 sierpnia 2026

Lipiec '26 - w pracy.

 Moja pierwsza lipcowa rotacja była przedłużeniem czerwcowej. 

Zaczęłam ją od trzech dni na domowym dyżurze. A 4 lipca ruszyłam. I to wcześnie ruszyłam. 

To chyba pierwszy pociąg, który odjeżdża ode mnie na lotnisko. 

SKMką dojechałam do hotelu mojej załogi (oni nie są lokalni) i razem ruszyliśmy Uberem do Modlina. Tam czekała na nas nasza maszyna.

Samolot już znacie.

Pierwszego dnia zrobiliśmy trzy loty.

Dlaczego trzeba bardzo dokładnie sprawdzać katering? Bo takie rzeczy się zdarzają. I tak, ta mrówka żyła. Wyobrażacie sobie, co by było, gdybym zaserwowała ją pasażerom? 
To jest nagietek - kwiat jadalny, służy do dekoracji sałatek itp.


Moxy nasz pierwszy nocleg. O tym hotelu już wiele razy pisałam. Chcecie kolejny hotelowy post?

Po krótkiej nocy i szybkim śniadaniu ruszyliśmy dalej. (Jeszcze po drodze zrobiłam małe zakupy na lotnisku, bo tyle lataliśmy, że nie było czasu podjechać do supermarketu.)

Nie wiem, ile razy już lądowałam/ startowałam z Nicei. Te widoki mi się nie znudzą. 

I w końcu nowe miejsce na mojej mapie - nocowanie w Turku.

O tym mieście mam dla Was osobny wpis.


I o zakupach w Finlandii też możecie w nim poczytać.


A to ja w drodze do pracy.

Po wylądowaniu 6 lipca w Nicei od razu wracałam do domu. Bilet przysłała mi firma w ostatnim momencie, więc nie miałam czasu na odprawę online. 
Szybko posprzątałam samolot, przebrałam się w lotniskowej toalecie i pobiegłam do check-in. A tam...

 

Okazało się, że jestem na liście "Standby", bo lot jest "Oversold". Najadłam się strachu, że tego dnia nie wylecę. 😟 
O takich sytuacjach możecie poczytać w mojej książce "Lotniskowy zawrót głowy".

Przed północą dotarłam do domu. Czekały mnie dwa dni odpoczynku.

Ale to nie był koniec mojej pracy w lipcu! Jeszcze dwa ray było mi dane wylecieć w tym miesiącu. 

Miałam lecieć na Majorkę i tam zmienić stewardesę. Przed lotem wszystko z nią uzgodniłam, zamówiłam jedzenie, napisałam do pilotów i..... 
Tu lądowanie na pięknej Majorce. 

i..... przed wejściem na pokład w Warszawie dostałam telefon od firmy, że są zmiany. W prywatnym lotnictwie, to normalne, trzeba być elastycznym. 
Skończyło się tym, że wylądowałam w Palma de Mallorca, posiedziałam na lotnisku cztery godziny (mają tam sporo sklepów) i poleciałam dalej. 
Po raz pierwszy leciałam liniami Vueling, ale nie mam zdjęć (spałam) 😂. Po półtorej godziny byłam w .... Maladze. 
Tam czekała mnie krótka noc i wczesny lot.

Siedząc na lotnisku na Majorce udało się nam ogarnąć wszystkie zmiany. Przejmowałam lot od innej dziewczyny.

Duży uśmiech na ustach, bo lecę nowym samolotem. 
Będzie wpis. 

Miałam sześciu pasażerów i ręce pełne roboty. Na nowym samolocie trzeba się szybko zorganizować. Nie ma czasu na poszukiwanie rzeczy.... A każdy samolot inny. 😉

A gdzie wylądowałam? Po raz pierwszy prywatnym jetem w Gdańsku!
Szkoda, że musiałam gnać do domu, bo jak już byłam nad morzem.... 
Spędziłam tu cztery godziny.
Po krótkim opóźnieniu LOT zabrał mnie do domu. 

I już myślałam, że to koniec miesiąca w pracy, a tu niespodzianka.

Poleciałam do Katowic, gdzie lotniskowy Moxy bardzo serdecznie mnie powitał.

Miałam popołudnie w Katowicach dla siebie, umówiłam się z koleżanką (ale ostatecznie nie udało się nam spotkać) i poszłam do ... muzeum.

Muzeum Śląskie - bardzo Wam polecam tam odwiedziny. Dowiedziałam się dużo ciekawego o tym regionie. Zarezerwujcie sobie trzy godziny na zwiedzanie!
Więcej napiszę Wam w osobnym wpisie. (Oj sporo się tego nazbierało. I dobrze! Lubię, gdy się lotniczo i turystycznie dzieje. 😊)

Kolejnego dnia z samego rana ruszyłam na lotnisko i zrobiłam dwa loty z bardzo miłą rodziną.

I ponownie trafiłam na ten śliczny samolot.

Wieczorem wylądowałam na Islandii. Moi piloci zostawali tam na tydzień! Ale im zazdroszczę! Niestety, życie freelancera jest inne. Pozwiedzałam lotnisko w Keflaviku i Wizzair'em przeleciałam do ... Wrocławia. 😂
W lipcu sporo zwiedziłam Polski, głównie lotnisk jednak.
Po baaaaardzo krótkiej nocy ( w hotelu byłam o 2:30 rano, a o 7 wstawałam znowu do pracy) zrobiłam dwa rejsy, żeby ponownie wylądować we Wrocławiu.

Nowy typ samolotu ląduje w moim CV! Gulfstream 150. 😃😍
I tak, zrobię dla Was wpis. Cierpliwości, wpierw muszę poprzednie ogarnąć. 

W jedną stronę zabrałam pasażerów.

A powrót na pusto. Przebrałam się w jeansy, zrobiłam sobie kawy do mojego nowego kubka od My Wind Rose i czytałam książkę.
(To wszystko oczywiście po tym, jak posprzątałam samolot.)

Po kilku godzinach biegłam już na samolot rejsowy do Warszawy.

Kolejne lotnisko na mapie Polski odwiedzone w lipcu. 

I tu niemiła niespodzianka. Miałam bilet LOTem na 21:30, ale że wyrobiliśmy się wcześniej, to chciałam wsiąść na samolot o 18:15. Pamiętam, że kilka lat temu Lufthansa nie miała z tym problemu. (Zresztą opisuję taką sytuację w "Lotniskowy zawrót głowy".) Lot był pusty... ale linie kazały mi dopłacić za zmianę. I to dużo... (jeżeli wziąć pod uwagę, że bilet krajowy jest w miarę tani.)
No cóż, dopłaciłam i wróciłam do domu.

A teraz czekam na rozwój wydarzeń w sierpniu.