Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2026

Idą zmiany na lepsze.

W 2015! Czyli przeszło dziesięć lat temu napisałam post, w którym poruszam wątek wieku. 
"Zostać stewardessą? cz. VIII" - w pytaniu 6 możecie przeczytać: 

6) Jakie są limity wiekowe?

O tym już kiedyś pisałam, ale to pytanie wraca jak bumerang. Opierając się na swojej wiedzy:  minimalny wiek w Europie to 18 lat; w Stanach Zjednoczonych i na Półwyspie Arabskim to 21. Linie przyjmują ludzi bez doświadczenia do około 30-32 lat, z doświadczeniem do 35. Oczywiście od tej reguły są wyjątki! W USA można zacząć pracować jako stewardessa/ steward nawet ok 60-tki, tam też można pracować najdłużej.

(Muszę tutaj sprostować, pytanie odnosi się głównie do osób zaczynających pracę. A o dyskryminacji ze względu na wiek możecie poczytać tutaj.)

Jak wygląda sytuacja dziesięć lat później? Przeczytajcie wpis guru cabin crew.


 




Wspaniała kariera! Dobrze, że i na Bliskim Wschodzie są linie, które pozwalają latać osobom dojrzałym. Może i Emirates kiedyś się do tego przekona. 

 

Na polskim rynku też są zmiany. Kilka miesięcy temu pracę w LOT dostała moja 52 letnia koleżanka! 

Na szczęście te czasy już minęły.
Chociaż szkoda, że glamour latania z lat sześćdziesiątych minął wraz z nimi.

 Z kim się lepiej czujecie na pokładzie? Z młodymi cabin crew? Czy starszymi?

 

niedziela, 5 lipca 2026

Czerwiec '26 w pracy.

Ten miesiąc nie zaczął się dla mnie najlepiej w strefie pracy (na życie prywatne nie mogę narzekać).  Jedyne zapytanie jakie dostałam, było bardzo mało komfortowe. Pominę to milczeniem. Lotnictwo biznesowe ma swoją szarą strefę.

Dopiero 27 czerwca wyleciałam do pracy. Lot dla odmiany miałam z Warszawy!

Samolot już znacie, ale teraz ma inne malowanie.

Na lotnisko dojechałam SKM i dalej Uberem (Terminal VIP jest trochę oddalony).

Szybkie przebieranie się w lotniskowej toalecie - to już znacie.

I już byłam gotowa do pracy. Mieliśmy jeden krótki lot tego dnia.

Poczęstunek powitalny dla pasażerów.

Szybko mi ten rejs zleciał. Razem z załogą udałam się do hotelu - okazało się, że jest położony na odludziu. A ja nastawiłam się już na zwiedzanie Nicei. 😜

Zrobiliśmy drobne zakupy na samolot. Udało mi się kupić też kwiaty. A jak nie ma wazonu w pokoju? To trzeba sobie jakoś radzić.

W okolicach hotelu był tylko supermarket, a myśmy chcieli coś zjeść....

Jedzenie w Moxy do najlepszych nie należy, ale jak kto głodny, to ni wybrzydza. 

Kolejnego dnia zmieniliśmy hotel na taki, znajdujący się przy lotnisku (bo mieliśmy tam wracać po nocnym locie.) 

Po zmianie hotelu pobiegłam do terminalu po kanapkę, przebrałam się w mundur i już w drogę. 


Dowód, że byłam w Nicei. 😉

I czekaliśmy i czekaliśmy. A było gorąco - w samolocie ponad 40 stopni. Klimatyzację można włączyć dopiero, jak pasażerowie są w prywatnym terminalu. Lotnisko w Nicei znajduje się w samym centrum miasta i walczy z hałasem (naszym kosztem).

Nie doczekaliśmy się lotu, ale koleżanka z kokpitu (tak miałam pilotkę) zrobiła mi bardzo ładne zdjęcia. Warto było się tak pocić!

Odczekaliśmy swoje i wróciliśmy do hotelu na krótką noc, bo...
Kolejny dzień to kolejny lot.

Rano, ale po śniadaniu, polecieliśmy do Finlandii.  

Taki cudny pasażer był tym razem z nami (inni też byli).

Na fińskim lotnisku szybko pożegnaliśmy naszych podróżnych i na pusto wróciliśmy do Warszawy.

W czerwcu został mi tylko jeszcze jeden dzień pracy - ostatni dzień miesiąca - 30ty. 
Spędziłam go na dyżurze domowym. 

I takie oto mamy podsumowanie miesiąca. 

A co będzie się działo w lipcu? To się okaże. (Ale będzie latanie.😍)



niedziela, 31 maja 2026

Maj '26 - w pracy.

Siedziałam sobie w domu pochłonięta zbliżającym się remontem i zajęta pracami ogrodowymi, gdy dostałam zapytanie, czy jestem wolna. Oczywiście, że tak!
A gdy jeszcze okazało się, że mam lecieć do Poznania (gdzie studiowałam), to już mój entuzjazm sięgnął zenitu. Tylko, w prywatnym lotnictwie jest tak, że nie należy przywiązywać się do planów....
Zamiast do Poznania w piątek, udałam się do Larnaki w czwartek. Płacą mi od dnia, nie mogłam się smucić tym faktem, ale ...

Z Warszawy jest jeden dziennie bezpośrednio rejs na Cypr. LOTem. 
Po wylądowaniu musiałam poszukać na lotnisku specjalnej wody na pokład (nie było) i udałam się do hotelu. Tam spotkałam moją nową załogę (pierwszy raz w życiu ich widziałam), ale okazali się bardzo sympatyczni. 
Zostawiłam bagaż, przebrałam się i w drogę! Spacerem nad morzem.

I takie słodkie koty tam mają.

Larnace kilka lat temu często bywałam. Miasto od tego czasu się rozrosło, a nasz hotel znajdował się niedaleko lotniska. Na drugi dzień chciałam podejść do centrum, ale pilot poprosił mnie, żebym raczej kręciła się po okolicy, bo możemy dostać "last minute" lot.
To się kręciłam po plaży i po nadmorskiej promenadzie. 

I parę godzin później, zgodnie z przewidywaniami pilota, lecieliśmy już do... Poznania!

Wygodnie, lot na pusto.
Niestety, miałam tylko krótką noc w Polsce. Kolejnego dnia rano ruszyliśmy dalej, już z pasażerami.
O tym samolocie możecie poczytać tutaj.
 Dolecieliśmy do Antalyi, gdzie spędziliśmy prawie 24 godziny.

Po locie udałam się nad basen. Na drugi dzień byłam już tam z FO.
I tak sobie odpoczywamy z pilotem, gdy wpada wiadomość.... jak najszybciej na dole! Jak ja lubię takie zmiany. 😉 Ustaliliśmy, że potrzebujemy 30 min do wyjścia.
 
Po pół godzinie: wykąpana, umalowana, uczesana, spakowana, gotowa! Tak, mam w tym wprawę.
(Możecie o tym poczytać w "Opowieściach pokładowych".)

Wpadł nam lot do Paryża i powrót do Turcji. Bardzo fajnie zachowała się firma, bo ogarnęła mi na lot jedzenie dla pasażera. Ciężko byłoby mi zbierać się na tak szybkie wyjście z hotelu i jeszcze załatwiać katering.

Wylądowaliśmy po północy w tym samym hotelu, ponownie w Antalyi. Szkoda, że nie udało mi się zwiedzić miasta, ale kolejnego dnia, już piątego, po śniadaniu wychodziliśmy na kolejny lot.
Tym razem krótki skok do Ankary i dalej już z pasażerką do Nicei. 

W Nicei pożegnałam się z tym samolotem i załogą. 

Znowu krótka noc w hotelu przy lotnisku. Rano śniadanie i powrót do domu LOTem. 
Jedno mogę powiedzieć, już dawno mi tak szybko rotacja w pracy zleciała! 😀 Przy tak intensywnym lataniu i zmianach, nie było czasu na nudy.

I co dalej? Teraz czekamy na to, co przyniesie nam czerwiec. 



niedziela, 3 maja 2026

Kwiecień '26 - w pracy

 Cóż to był za miesiąc! Pełen niespodziewanych zwrotów akcji. Na samym początku miesiąca zadzwoniła do mnie koleżanka, że jej koleżanki znajoma kogoś szuka. I tak, tak to się odbywa. Znajomości, znajomości...
Dziewczyna musiała wrócić do domu i szukała freelancerki na swoje zastępstwo. Miało to być dwa tygodnie w Afryce Wschodniej. A mi to pasuje! Tam mnie jeszcze nie było. 😉 Czekałam dwa dni na potwierdzenie z prawie spakowaną walizką i niestety, nie nadeszło. Tak też bywa.
Szkoda. (Za czekanie nikt mi nie płaci.)

Po tygodniu odezwała się inna znajoma, że potrzebuje kogoś na już z Paryża do ... Afryki. Krótki wylot, dosłownie dwa dni. Dwa dni to mało, ale innych ofert nie było. Czyli lecę! Lecę? 
Po godzinie, gdy już byłam spakowana, zadzwoniła, że pilot nie ma wymaganych szczepień.... Bez szczepień do Afryki nie polecimy. Bez pilota też nie. Bez komentarza. 😒

 Na szczęście zadzwoniła kolejnego dnia, że potrzebuje na już do Genewy. 

Mieszkam pod Warszawą. Na lotnisko muszę dojechać pociągiem. Dali mi 20 minut do odjazdu. Kolejny był za 30 minut, a to mogłoby spowodować, że spóźnię się na samolot. 
Mój partner musiał gonić pociąg. 😆
I poleciałam LOTem do ... Rzymu.

Lot na pusto, czyli mogę popatrzeć, co gdzie i jak w samolocie.

Do Rzymu, bo tam był samolot, a do Genewy nie było już biletów. 
W Rzymie złapałam Ubera i szybko przemieściłam się na inne lotnisko. Tam już czekali moi piloci i od razu start do Genewy.

Kolejnego dnia w Genewie już w mundurze. Czekamy na pasażerów.


Katering na pokład zamówiony był przez poprzednią stewardessę, bo ja w tym szale bym się nie wyrobiła. Tylko rano zrobiłam małe zakupy, wydrukowałam menu i gotowe.

Czekaliśmy trzy godziny. Piloci mają swoje limity. Okazało się, że po tym czasie ze względów prawnych nie możemy już lecieć... A pasażerów była tylko połowa z planowanych, czyli powrót do hotelu. 

W Genewie było chłodno i deszczowo. Udałam się na krótki spacer, ale zaraz musiałam uciekać do hotelu. Zresztą, gdy o hotelu mowa. 

W mieście odbywały się Targi Zegarków. Możecie sobie wyobrazić, że w Szwajcarii jest to ważne wydarzenie. Tak ważne, że wszystkie hotele była zajęte. W końcu pilotowi udało się znaleźć trzy miejsca. Najprawdopodobniej ktoś anulował rezerwację. Jakie to były miejsca! Kilka lat temu byłam zaproszona z pilotami na kawę do hotelu President Willson w Genewie. Obecnie hotel skrócił nazwę do President. Prestiż pozostał. 
I pamiętam, że sobie w tamtym czasie pomyślałam, że kiedyś tu zanocuję.... 😃

Na moim Instagramie możecie zobaczyć, jak wygląda pokój za 1100 euro. 😆

I zanocowałam. 

Kolejnego dnia znowu w samolocie. I znowu czekamy. I znowu nie polecieliśmy... Bo pasażerowie stwierdzili, że "dziś nie jest dobry dzień na lot". 🙈

Poczekaliśmy dwie godziny. Lot został anulowany. Firma odesłała mnie do domu. I tak skończyła się moja rotacja w kwietniu.
Ciekawe, jaki będzie maj?

P.S. Przypominam o promocji na mój Ebook z Patagonii. To już ostatni moment, żeby kupić go w promocyjnej cenie.


niedziela, 5 kwietnia 2026

Marzec '26 - w pracy

 I tak jakoś mamy już kwiecień. Nie wierzę, jak ten czas szybko leci...

Postanowiłam zrobić małą przerwę w postowaniu o mojej podróży do Patagonii i napisać Wam, jak minął mi marzec w pracy. 
No więc, pamiętacie ten wpis? STBY, czyli "standby", czyli dyżur ? 
Pisałam Wam w nim, o możliwości dyżuru domowego. I że jest to popularne w liniach lotniczych. W moim przypadku jest to rzadkością, ale się zdarza...
I taki właśnie był marzec. Znaczy sobie wykrakałam. 🤣

Mój grafik na ten miesiąc wyglądał następująco: 4 dni dyżuru domowego, dwa dni wolnego, 5 dni dyżuru domowego. W sumie byłam 9 dni w pracy. To znaczy w domu (lub okolicy) pod telefonem.
Te dwa dni w środku były bez sensu, bo blokowały mi możliwość popracowania dla innych firm, ale w sumie innych ofert nie miałam.  🤷‍♀️

 A jak zapowiada się kwiecień? Obecnie cisza... trzymajcie kciuki!

A mnie się marzy taki miesiąc.
Foto: internet.

Przy okazji:

Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam spokojnego czasu w gronie rodziny i znajomych,
Smacznego jajka i mokrego Dyngusa!

 

Foto: Internet

 
 

niedziela, 1 marca 2026

Luty '26 - w pracy.

Po styczniu spędzonym w domu już 5 lutego ruszyłam do pracy. Musiałam zerwać się z łóżka o 4 rano, bo firma chciała, abym jak najwcześniej znalazła się w Bazylei. Miał być lot tego samego dnia. Mieliśmy lecieć do Miami!

LOTem do Zurychu.


I dalej pociągiem do Bazylei. Z plusów: znowu jest bezpośrednie połączenie, więc nie musiałam się przesiadać. A jak się domyślacie z walizką spakowaną na 10 dni, nie jest to takie łatwe.

Po opóźnionym przylocie do Szwajcarii włączyłam telefon, żeby przeczytać wiadomość, że lot został odwołany. 😕 Miałam udać się do hotelu i czekać na kolejny.

I tak zaczął się mój kolejny dyżur w hotelu. Jeżeli czytaliście wpis pod tym linkiem, to wiecie, że w liniach lotniczych są dyżury domowe i lotniskowe. W prywatnym lotnictwie jest jeszcze dyżur hotelowy. Nie wiem, czy takie coś występuje w komercyjnym lotnictwie, nigdy się z tym nie spotkałam, natomiast na samolotach VIP jest to normą. Załoga nie zawsze jest lokalna. Często dolatujemy do bazy z różnych państw. Spotykamy się w hotelu w mieście, gdzie znajduje się samolot. Nie zawsze jest to to samo miejsce. Maszyna może być wszędzie. Miałam zmiany załogi w Londynie i w Makau. Dyżurowałam w Moskwie (i to bardzo dużo) i na Mauritiusie. 
I tak czekamy, czy właściciel chce gdzieś lecieć lub czy firma sprzeda jakiś lot.

O wyprawie do Muzeum Historii Naturalnej przeczytacie w następnym wpisie. 

Musiałam się jakoś zorganizować na tym dyżurze. Z minusów - siłownia w hotelu była zamknięta, pogoda też raczej przeciętna. Z plusów - płacą mi za siedzenie w hotelu. (Tylko, że ja wolę latać 😉. O tym już pewnie nie raz czytaliście i macie tego info dosyć.)

W Warszawie pewnie na koncert organowy w kościele nie chciałoby mi się jechać. A tutaj? Jest? Idę. 
I to był super pomysł. Do teraz jestem pod wrażeniem tego wydarzenia.


Było sporo spacerów po mieście, które dobrze już znam.


Tym razem nie załapałam się na przemarsz z okazji końca karnawału. Ale pooglądałam wystawy.

Nie tylko wystawy są przystrojone.
Przedostatniego dnia mojego pobytu otwarto ponownie siłownię w hotelu. 🫡 W końcu trochę poćwiczyłam. 
Wydarzeniem dnia dziewiątego był powrót owiec na wybieg koło mojego hotelu. Tak, dziewięć dni to długo....
Powrót LOTem, a obok? Taka pięknisia stała. (Samoloty, tak jak statki, są rodzaju żeńskiego.) 

Cóż praca w lutym... hmmm. Dyżur to też praca. 😀

niedziela, 15 lutego 2026

STBY, czyli "standby", czyli dyżur.

W poprzednich wpisach zdarzało mi się użyć słownictwa lotniczego. Pewnie padł też ten skrót "STBY". Oznacza on nic innego jak dyżur. 
W pracy w liniach lotniczych możecie spotkać się z kilkoma jego formami:

1) Dyżur domowy
Zależnie od firmy może trwać nawet dwanaście godzin. W tym czasie macie być w domu (lub jego pobliżu) i macie czekać na wezwanie firmy. 
Ile czasu macie na stawienie się do pracy, zależy od zasad Waszych linii lotniczych. Z tego co wiem, przeważnie jest to dwie godziny, ale bywa (LOT) i godzina. 
Czyli od odebrania telefonu musicie w tym czasie znaleźć się na lotnisku lub w biurze firmy. Pracodawcę nie interesuje, jak się tam dostaniecie. Nie usprawiedliwi Was awaria samochodu, korek w mieście, czy oblodzenie trakcji tramwajowej. Warto wziąć czas dojazdu na lotnisko pod uwagę i zaplanować alternatywne opcje dojazdu z dyżuru.
Znam osoby, które mieszkają daleko od lotniska i na czas dyżuru przenoszą się bliżej. Siedzą w kawiarni na lotnisku albo w samochodzie na parkingu. Nie jest to idealne, ale warto też pamiętać, że w grafikach nie ma ich znowu tak dużo. I że można spróbować zamienić je na lot. (Dzięki temu unikacie niepewności i konieczności warowania pod telefonem.)
Co możecie dostać z dyżuru? Każdy lot, na który jesteście "legalni". Może to też oznaczać, że Wasze kolejne loty zostaną zmienione.
Kiedyś miałam dyżur, a kolejnego dnia dwudniowy Paryż, następnie trzy dni wolnego. Poleciałam na dziewięciodniowy lot. Moje dni wolne zostały mi zwrócone później. Czy można się nie zgodzić na taką zmianę? Można próbować. Pamiętajcie tylko, że w lotnictwie cały czas podkreślana jest potrzeba bycia "elastycznym". A kto elastyczny nie jest, ten jest pierwszy na liście do zwolnienia.😕
I tak, dyżuruje się też w nocy. Można spać. Tylko bardzo głośno ustawcie dźwięk w telefonie. 

Dyżur domowy może zostać zmieniony na lot wcześniej (nawet poprzedniego dnia), dlatego warto sprawdzać grafik. Firma natomiast nie może do Was zadzwonić przed godziną rozpoczęcia Waszego stby. 

Gra w czekanie. Na dyżurze domowym warto być spakowanym na każdą opcję. W mundurze nie musicie siedzieć.
Foto: internet.

2) Dyżur lotniskowy
Dla mnie zawsze była to gorsza opcja. Taki dyżur jest zazwyczaj krótszy, trwa cztery - sześć godzin. (Chyba, że Wasze linie mają inne zasady.) Wygląda on tak, że w pełnej gotowości, spakowani na każdy możliwy lot i ubrani w mundur czekacie na lotnisku lub w siedzibie firmy. Duzi przewoźnicy mają całkiem wygodne pokoje dla załóg, gdzie można spać, pracować na komputerze, czy też czytać książki. Inni mają klitki, albo musicie znaleźć sobie miejsce w hali odlotów i tam przeczekać.
Z takiego dyżuru zostaniecie użyci tylko w ostateczności. Jeżeli ktoś pochoruje się tuż przed lotem, zostanie odesłany z briefingu, albo osoby z dyżuru domowego nie dojadą - Wy ich zastąpicie. 
Jeżeli nic takiego się nie wydarzy, to po upływie wszystkich godzin wracacie do domu.

Dyżury są płatne. W moich liniach te lotniskowe były płatne w 100%, a te domowe w 50%.
I tak wolałam te domowe, bo przynajmniej można było coś w domu zrobić i nie trzeba było siedzieć w makijażu i mundurze kilka godzin.

3) Rezerwa
Rezerwa nie występuje we wszystkich liniach. Takie dni, tygodnie, miesiące  - zależnie od pracodawcy, to czas, gdy nic się nie wie. Można jedynie prosić o zablokowanie dni wolnych. Pozostałe dni mogą zmienić się w dyżury, w loty, w wolne. Firma dowolnie (oczywiście wszystko musi być legalne) bawi się Waszym losem przez określony czas. 
Osobiście nigdy nie miałam rezerwy, bo w moich liniach tego nie było. Koleżanka w Emirates miała i to było jej zdaniem najgorsze, co mogło przytrafić się w grafiku. 

 To jak? Nadal chcecie latać?😊 

 


niedziela, 8 lutego 2026

Pytania i odpowiedzi.

Dawno nie było takiego wpisu. Poprzednie możecie przeczytać tutaj, tutaj.
A waszych pytań nazbierało się całkiem sporo. To zaczynamy!

1) Dlaczego komentarze pod wpisami nie ukazują się od razu?
Przede wszystkim, bardzo dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, wiadomości i opinie. Wszystkie są czytane.
Niestety, wpada też bardzo dużo spamu, dziwnych linków i bardzo nieodpowiednich komentarzy. Nie mam tu na myśli negatywnych, aczkolwiek konstruktywnych opinii o sobie, czy blogu. Są jednak takie  wpisy, które zakrawają na szerzenie nienawiści i propagują treści zakazane.

2) Czy nie nudzi ci się w domu, jak nie latasz?
To pytanie zadano mi wiele razy również osobiście. Tak, czasami mi się nudzi. Ale jak wiecie, piszę, czytam, uprawiam ogród. I zawsze, ale to ZAWSZE szukam lotów. Szukanie pracy, to też praca.

3) Czy płacisz składki i podatek ze swojej pracy?
Tak, jako freelancerka mam zarejestrowaną działalność i opłacam wszystko sobie sama. Moi zleceniodawcy nie płacą nic za mnie.

4) Czy warto przejść ze stałego kontraktu na freelancing?
Nie wiem, jaki masz kontrakt. Jeżeli jesteś zadowolona ze swojej pracy, to bym się wahała. Ja od lat pracuję już na własny rachunek, ale nie wszystkie miesiące są różowe. Do tego trzeba pamiętać, że na własnej działalności nie ma urlopów i L4. Nie latasz, nie zarabiasz. Warto przemyśleć wszystkie za i przeciw. Freelancing jest trudny, wymaga wiecznego szukania zleceń i oszczędzania w dobrych miesiącach na te chude.

Jedno z ładniejszych zdjęć, jakie mam z pracy.

5) Czy szukasz pracy na etat?
Hmm. Tak i nie. 😉 Mało jest ofert, które spełniają moje wymagania. Pamiętajcie, że latam od 20 lat! Czasami pojawia się ogłoszenie, które mi się podoba, a jest na cały etat; wtedy wysyłam. Jak do tej pory, nie dostałam z żadnego z nich pozytywnej odpowiedzi.

6) Jak radzić sobie z brakiem odpowiedzi, odpowiedzią negatywną w czasie rekrutacji? Czy to normalne, że wysyłam zgłoszenia i nikt nie odpisuje?
Niestety tak. Ja też wysyłam i też często nikt nie odpisuje. Nie podoba mi się ten zwyczaj, bo uważam, że pokazuje brak szacunku dla kandydata. Z drugiej strony, rozumiem, że jest tyle zgłoszeń, że rekruterzy nie są w stanie wszystkim odpisać. Trzeba zacisnąć zęby i brnąć dalej.

7) Jak zostać stewardessą?
Ojej, gdyby płacili mi za tak postawione pytanie.... Może zacznij od poczytania mojego bloga? Polecam serię wpisów: "Zostać stewardessą?"  Znajdziecie tam 20 wpisów odpowiadających na większość Waszych pytań.

8) Czy wygląd jest ważny w pracy cabin crew?
Tak, ale:
Cabin crew to nie wybory Miss. Trzeba dobrze wyglądać w mundurze, ale ważniejsze są jednak inne umiejętności, czy  cechy charakteru. 

9) Czy to prawda, że teraz zatrudniają starszych?
Maksymalny wiek zależy od linii lotniczych. Prawdą jest, że został od podwyższony w wielu liniach Bliskiego Wschodu. Z tego co wiem, to również LOT przyjmuje teraz osoby bardziej życiowo doświadczone. 
Z drugiej strony, są lnie low-costowe, które zatrudniają tylko na oferty studenckie.

Ostatnie na dziś:

10) Czy gdybyś zaczynała swoją karierę, to ponownie zostałabyś stewardessą?
TAK!
 

Macie pytania? Piszcie! Odpowiem na nie zbiorczo w kolejnym takim wpisie.  
(Zapraszam też do kontaktu na FB i Instagramie, tam odpowiadam na bieżąco.)

 

niedziela, 21 grudnia 2025

Grudzień '25 - w pracy.

I tak oto dotrwaliśmy do ostatniego miesiąca 2025 roku. Zaczął się on z przytupem! Już pierwszego grudnia leciałam ze Swissem do Zurychu. (Dalej wsiadłam w pociąg i jeszcze jeden pociąg i autobus....)

Dostałam czekoladkę i wodę. Za kawę musiałam zapłacić 4 franki i była ona bardzo słaba.
Jak zawsze, książka leci ze mną. Jeżeli lubicie czytać wspomnienia związane z Afryką, to serdecznie polecam Wam "Gdzie krokodyl zjada słońce".

Dyżur w Bazylei, bo chyba jeszcze nie wspominałam o tym, że znowu tu trafiłam, rozpoczęłam od dwóch dni na miejscu. 

O klimacie świątecznym w tym mieście możecie przeczytać w tym wpisie. 

2 grudnia po tym, jak wróciłam do hotelu ze świątecznego spaceru, zadzwoniła firma i poprosiła mnie o zrobienie zakupów na lot. Okazało się, że kolejnego dnia wylatujemy! Świetnie!

Okazało się jednak, że nie są to nasze standardowe zakupy.
Miałam kupić 4 pary kapci, 2 damskie pidżamy (S i M), 2 męskie (L i XL), szlafrok damski (S), szlafrok męski (XL), 4 pary skarpet i dwie butelki Dom Perignon rocznik 2015. 
Hmm. Był jeden problem: była godzina 17, ja byłam w hotelu przy lotnisku. Sklepy w Bazylei są do godziny 18:30 (tylko supermarkety są dłużej otwarte) i znajdują się w centrum.
Urządziłam bieg przez siedem różnych sklepów i kupiłam wszystko oprócz pidżamy XL, bo nigdzie tak dużej nie było. Wzięłam L i modliłam się, żeby pasażer się w nią zmieścił. (I się udało. 😀)

Oprócz tych dodatkowych zakupów jeszcze zrobiłam standardowe w pobliskim supermarkecie i padłam na noc w hotelu.
A tu już w mundurze wychodzę do pracy. Storczyk tradycyjnie w ręce. W torbie szampany, nie chciałam zostawić ich w recepcji z resztą zakupów, bo jeden kosztuje 240 franków.


Załadowałam Falcona 8x po brzegi i zabrałam się do przygotowywania łóżka. 

3 grudnia wykonałam dwa loty. Wpierw krótki po pasażerów i dalej nocny na Bahamy. 

O tym cudownym pobycie możecie poczytać w poprzednim wpisie.

Nie wiem dlaczego, ale prawie zawsze te super fajne pobyty są krótkie. 😁

4 grudnia już wylatywaliśmy z tych pięknych wysp. I zobaczcie tylko jakie widoki!

Dokąd polecieliśmy? Zrobiłam krótki lot na pusto do Miami. W czasie tego rejsu posprzątałam cały pokład. Poprzedniej nocy zostałam poproszona przez kapitana, żeby wyrzucić jedzenie, ale nie sprzątać. Wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni i chcieliśmy udać się jak najszybciej do hotelu. Nie lubię tak zostawiać samolotu, bo miałam już nieprzyjemności z tym związane. (Jak chcecie, to Wam kiedyś opowiem.) Tym razem jednak kapitan brał to na siebie.
A więc pusty lot = sprzątanie i przygotowywanie nowych łóżek, bo znowu czekała mnie nocka. I tym razem były to łóżka w liczbie mnogiej.

Zaraz po przylocie do Miami udałam się do supermarketu na zakupy. Jeżeli przylatujecie do Stanów, to musicie wyrzucić wszelkie świeże produkty z pokładu. Niestety, mój piękny storczyk podzielił ten los.
Przytachałam wszystkie produkty do pokoju. Upchałam w lodówkę i na tym ten dzień się dla mnie skończył. 😆

W Miami hotel mieliśmy w mało ciekawej okolicy. Trochę sklepów i autostrada w okół nas. Z mojego Instagrama (o takiej samej nazwie jak ten blog) wiecie, że obkupiłam się też sama. 

5 grudnia próbowałam spać przed kolejnym nocnym lotem, ale niestety bezskutecznie. Odhaczyłam więc siłownię. 

Wylecieliśmy ze Stanów wieczorem. Po ośmiu godzinach byliśmy w Europie. Zostawiliśmy pasażerów i znowu na pusto (okazja do posprzątania samolotu po nocnym rejsie) polecieliśmy do Bazylei.

6 grudnia byłam tak wcześnie w pensjonacie (mój standardowy hotel był pełen), że musiałam dopłacić do wczesnego zameldowania - 25 euro, ale dopiszę to do rachunku firmy. 😉
I tak, to jest widok z mojego okna. 
Dobrze się złożyło, że byłam padnięta po nieprzespanej nocy. Szybki prysznic i długa drzemka. Później popołudnie/ wieczór z książką i YouTubem. I wczesna noc.

7 grudnia rano wracałam do domu. Wpierw taksówką na dworzec, później dwa pociągi, samolot, pociąg i samochód. Dotarłam do domu przed 16. 😐A niby byłam tuż obok.

Trzeba przyznać - w Szwajcarii mają czyste i punktualne pociągi. 

I tak minęła mi ta rotacja. Była piękna! 😍


Z okazji zbliżających się Świąt, życzę Wam samych wspaniałych lotów!


P.S. Za tydzień zapraszam na wpis z Gambii!