W poprzednich wpisach zdarzało mi się użyć słownictwa lotniczego. Pewnie padł też ten skrót "STBY". Oznacza on nic innego jak dyżur.
W pracy w liniach lotniczych możecie spotkać się z kilkoma jego formami:
1) Dyżur domowy
Zależnie od firmy może trwać nawet dwanaście godzin. W tym czasie macie być w domu (lub jego pobliżu) i macie czekać na wezwanie firmy.
Ile czasu macie na stawienie się do pracy, zależy od zasad Waszych linii lotniczych. Z tego co wiem, przeważnie jest to dwie godziny, ale bywa (LOT) i godzina.
Czyli od odebrania telefonu musicie w tym czasie znaleźć się na lotnisku lub w biurze firmy. Pracodawcę nie interesuje, jak się tam dostaniecie. Nie usprawiedliwi Was awaria samochodu, korek w mieście, czy oblodzenie trakcji tramwajowej. Warto wziąć czas dojazdu na lotnisko pod uwagę i zaplanować alternatywne opcje dojazdu z dyżuru.
Znam osoby, które mieszkają daleko od lotniska i na czas dyżuru przenoszą się bliżej. Siedzą w kawiarni na lotnisku albo w samochodzie na parkingu. Nie jest to idealne, ale warto też pamiętać, że w grafikach nie ma ich znowu tak dużo. I że można spróbować zamienić je na lot. (Dzięki temu unikacie niepewności i konieczności warowania pod telefonem.)
Co możecie dostać z dyżuru? Każdy lot, na który jesteście "legalni". Może to też oznaczać, że Wasze kolejne loty zostaną zmienione.
Kiedyś miałam dyżur, a kolejnego dnia dwudniowy Paryż, następnie trzy dni wolnego. Poleciałam na dziewięciodniowy lot. Moje dni wolne zostały mi zwrócone później. Czy można się nie zgodzić na taką zmianę? Można próbować. Pamiętajcie tylko, że w lotnictwie cały czas podkreślana jest potrzeba bycia "elastycznym". A kto elastyczny nie jest, ten jest pierwszy na liście do zwolnienia.😕
I tak, dyżuruje się też w nocy. Można spać. Tylko bardzo głośno ustawcie dźwięk w telefonie.
Dyżur domowy może zostać zmieniony na lot wcześniej (nawet poprzedniego dnia), dlatego warto sprawdzać grafik. Firma natomiast nie może do Was zadzwonić przed godziną rozpoczęcia Waszego stby.
![]() |
| Gra w czekanie. Na dyżurze domowym warto być spakowanym na każdą opcję. W mundurze nie musicie siedzieć. Foto: internet. |
2) Dyżur lotniskowy
Dla mnie zawsze była to gorsza opcja. Taki dyżur jest zazwyczaj krótszy, trwa cztery - sześć godzin. (Chyba, że Wasze linie mają inne zasady.) Wygląda on tak, że w pełnej gotowości, spakowani na każdy możliwy lot i ubrani w mundur czekacie na lotnisku lub w siedzibie firmy. Duzi przewoźnicy mają całkiem wygodne pokoje dla załóg, gdzie można spać, pracować na komputerze, czy też czytać książki. Inni mają klitki, albo musicie znaleźć sobie miejsce w hali odlotów i tam przeczekać.
Z takiego dyżuru zostaniecie użyci tylko w ostateczności. Jeżeli ktoś pochoruje się tuż przed lotem, zostanie odesłany z briefingu, albo osoby z dyżuru domowego nie dojadą - Wy ich zastąpicie.
Jeżeli nic takiego się nie wydarzy, to po upływie wszystkich godzin wracacie do domu.
Dyżury są płatne. W moich liniach te lotniskowe były płatne w 100%, a te domowe w 50%.
I tak wolałam te domowe, bo przynajmniej można było coś w domu zrobić i nie trzeba było siedzieć w makijażu i mundurze kilka godzin.
3) Rezerwa
Rezerwa nie występuje we wszystkich liniach. Takie dni, tygodnie, miesiące - zależnie od pracodawcy, to czas, gdy nic się nie wie. Można jedynie prosić o zablokowanie dni wolnych. Pozostałe dni mogą zmienić się w dyżury, w loty, w wolne. Firma dowolnie (oczywiście wszystko musi być legalne) bawi się Waszym losem przez określony czas.
Osobiście nigdy nie miałam rezerwy, bo w moich liniach tego nie było. Koleżanka w Emirates miała i to było jej zdaniem najgorsze, co mogło przytrafić się w grafiku.
To jak? Nadal chcecie latać?😊

Tak!
OdpowiedzUsuńPrzydatny wpis. Dzięki. Rozjaśniłaś mi trochę w głowie.
OdpowiedzUsuńU mnie w firmie (mała europejska) dyżur domowy może teoretycznie trwać max. 16 godzin - nigdy mi się nie zdarzyło, ale teoretycznie jest taka możliwość.
OdpowiedzUsuńOsobiście zawsze lubiłam te dyżury z nutką niepewności, oczywiście tylko do momentu aż telefon zadzwonił i wyzwał na lot ;)
16 godzin? 😵💫 O czymś takim nie słyszałam.
UsuńCiekawe, jak to jest w ogóle legalnie?
Ja akurat za dyżurami nie przepadałam. 😉