Z Santiago przelecieliśmy na południe liniami Sky Airlines. Lot trwał trzy godziny, napoje i przekąski były płatne. Na pokład w ramach biletu możecie zabrać tylko przedmiot osobisty, dlatego musiliśmy dokupić bagaż podręczny. Zapłaciliśmy 737pln od osoby.
Na koniec zrobię podsumowanie kosztów (i już sama się boję).
Z lotniska wzięliśmy Ubera, jest w terminalu bezpłatne WiFI. Szukałam autobusu, ale nie znalazłam.
Zatrzymaliśmy się w Hostel Entre Ventos. W miasteczku jest sporo miejsc do spania. Jest hotel za kilkaset $ i tańsze opcje noclegu w pokojach wieloosobowych. Mieliśmy prywatny pokój z łazienką i śniadaniem. Za noc zapłaciliśmy 51$. Tutaj jest taniej płacić w dolarach. Karty nie były akcpetowane. Przy meldunku trzeba podać paszport i znowu kartkę, którą dają na przejściu granicznym. Nie zgubcie tej karty, bo wszędzie w Chile o nią pytają.
Punta Arenas jest nazywane stolicą Patagonii. Mają nawet własną flagę. Przylecieliśmy tutaj, bo stąd odchodzą autobusy do kolejnych miejscowości i można tu udać się na bardzo ciekawą wycieczkę łodzią.
 |
| Pierwszy przystanek Wyspa Marty. Tutaj się nie wysiada. Podpływacie blisko do morsów i je obserwujecie z pokładu. |
Biuro znalazłam na TripAdvisor. Jest ich kilka, program mają taki sam. Spotkanie w miejscu odbioru (środek miast), transport autobusem do miejsca wypłynięcia (to nie jest ten port w mieście), łódka, opłynięcie Marta Isla i spacer po Isla Magdalena. Koszt 140 $ od osoby. Czas pięć godzin. Podają kawę/ herbatę i ciasteczka.
 |
| Zimno nie było, ale tu już wieje. To jest Patagonia! Kraina wiatru! Kamizelki są obowiązkowe. |
 |
| Główna atrakcja wycieczki: pingwiny Magellana. Spacer po wyspie trwa godzinę. Odbywa się po ściśle określonych trasach. |
Jedyny minus tej wycieczki? Wczesna pobudka. Nasz hostel przygotował nam kanapki na śniadanie, ale zaraz po powrocie i tak poszliśmy na małe jedzenie.
 |
W hostelu przeczytałam, że lokalny cmentarz zalicza się do 10 najpiękniejszych na świecie. Znajduje się w centrum miasta. Coś było o biletach, ale pani przy kasie powiedziała, że wstęp bezpłatny. 🤷♀️
|
 |
| Pięknie przycięte jałowce tworzą aleje. |
Ja lubię spacerować po cmentarzach. Ten podobał się nawet mojemu partnerowi.
W mieście jest też podobno ciekawe muzeum statków. Myśmy po pobudce o 5 rano i po poranku na łodzi nie mieli już na to sił.
Poszliśmy za to na spacer po plaży. Były kormorany i .... śpiący mors. 😍
 |
| Kormorany przypominają z daleka pingwiny. |
 |
| Początkowo myślałam, że nie żyje i już chciało mi się płakać. Ale podrapał się po brzuchu, sapnął i poszedł dalej spać. I tak, to było centrum miasta. |
Na kolację pierwszego dni poszliśmy do lokalnej restauracji. Drugiego do baru. Możecie żywić się empanadas lub kupić coś do odgrzania w hostelu - i tak zaoszczędzić.
 |
| To jest porcja na jedną osobę. Wzięliśmy na pół. Plus wino lokalne i piwo wyszło 47 000 Pesos. Czyli prawie 200pln. Od razu doliczają 10% napiwku. |
W barze zjedliśmy super hamburgery. Ja wypiłam Calafate Sour (z pisco, czyli lokalną brandy). Koszt 54 000 pesos.
Jak pisałam już, tanio nie było. Ceny takie wielkomiejskie. Nie ma co przeliczać, to wyprawa życia. 😂 Płakać będziecie po przyjeździe, jak spojrzycie na konto.
P.S. Zastanawiam się nad Ebookiem z tej wyprawy. Dajcie znać, co myślicie i trzymajcie kciuki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz