Poniżej możecie przeczytać cały wywiad. Zapraszam.
Teresa, you have made a transition from a cabin crew
in national Airline of UAE, Etihad, to a cabin crew in private jets. Tell us
more about this change and how did it impact your life?
From
beginning flying for me was supposed to be short-term adventure. After two
years in Etihad I had quitted, moved back to Poland, finished my studies and
worked in my field. But then I started missing flying and through short career
in charter airline and military operation I had moved to business aviation.
Flying
private is completely different from flying commercial. When I first started I
did not realise that. As a private Flight Attendant I have completely different
life style and different responsibilities comparing to commercial cabin crew.
What are the challenges of working in private
aviation?
I am the person
responsible for over all experience on board. I plan menus, order food, do
shopping, clean plane, and write reports and handovers. I have to take care as
well of myself. By that I mean I am finding my own plane tickets, booking taxis
and sometimes hotels. As self employed I have to send invoices to company, pay
taxes, health insurance, etc. You really need to be well organised on board and
in your private life doing this job.
What inspired you to write a book? Tell us
more about the experience of becoming an author and a blogger.
I had written my
first book while having a break from flying. The aviation market is very
unstable one and it happened few times to me that I was left without the job. Therefore
I had a lot of free time and lot of fading memories that I wanted to preserve.
I have to say as well that I like writing and while flying I was missing a
hobby that I could do everywhere. This way I have written three more books so
far and that is why I keep on blogging about my adventures.
How to you manage to combine writing books, running
your blog with your job? Do you have any productivity hacks or tips you would
like to share?
I keep a list of
things to do. I am using Bullet Journal for tracking my daily activities. I
tick off the items from my list and that makes me strangely very happy. I plan
every day with time for sport, writing and learning languages. Of course due to
my unpredictable job I cannot always tick all of them off but I try to squeeze
as many as I can before, after or even during the flight.
Working as a
cabin, CREW especially for private jets requires a lot of adaptability
ambiguity tolerance. What is your secret to be fearless of the unknown future?
Why am I not
afraid of my future? I have learned in the past that I might loose my job very
easily. That is way I have savings that will allow me to be without the job for
few months. It gives me peace of mind. I have as well higher education and
knowledge of few languages. In case I cannot continue flying I can work in
those fields. And there is always writing for me.
Jeżeli chcielibyście przeczytać więcej takich wywiadów lub myślicie o zmianie kariery, to kliknijcie na link poniżej. Life After Career
Z historią miasta Friedrichshafen nierozłącznie jest związana historia statków powietrznych - aerostatów. Na początku XX wieku Ferdinand von Zeppelin skonstruował tutaj nowy rodzaj sterowców, nazwany od jego imienia Zeppelin.
Współcześnie są wykorzystywane jako atrakcja turystyczna i w celach reklamowych. 30 minut lotu Zeppelinem przedstawionym na zdjęciu to koszt 255 euro. Chętnych nie brakuje.
Konstruktor był najznakomitszym mieszkańcem miasta, a jego wynalazkowi poświęcone jest muzeum. Bilet kosztuje 11 euro, rzeczy należy zostawić w szafce (1 lub 2 euro depozyt).
Duża część wystawy poświęcona jest największemu na świecie statkowi powietrznemu. Dla porównania model A380. Hindenburg rozbił się w 1937 roku. Niestety ciężko zrobić dobre zdjęcie przez szybę.
Takim sterowcem można było udać się w podróż przez Atlantyk. Rejs do Rio de Janerio trwał ponad 80 godzin. Pasażerowie podróżowali jednak w luksusowych warunkach. Muzeum urządzone jest tak, że ma się wrażenie, że jest się wewnątrz statku.
Kabina dwuosobowa. Prysznice i toalety były na korytarzu.
Salon dla pasażerów. O komfort gości dbało 8 stewardów i jedna stewardesa.
Ulotki zachęcające do kupna biletu.
A tak wyglądało wnętrze sterowca. Wszystkie powłoki i mocowania były stale sprawdzane (nawet w locie) przez mechaników. Musieli oni przechodzić po tych rusztowaniach.
Zeppeliny były dumą kraju. Produkowano zabawki i inne przedmioty z ich wizerunkiem.
Przewoziły one pasażerów - nie było jeszcze samolotów komercyjnych - oraz cargo i pocztę.
Katastrofa w Stanach Zjednoczonych z 1937 roku (Hindenburg podchodził już do lądowania po kilkudniowym rejsie z Niemiec) przyczyniła się do zaprzestania rejsów tymi sterowcami. Innym powodem był rozwój samolotów pasażerskich.
Muzeum jest bardzo ciekawe i multimedialne. Mogę śmiało polecić Wam wizytę tutaj.
Czasami moja praca zabiera mnie do bardzo dziwnych miejsc. Do państw i miast, do których normalnie bym się nie wybrała. Mówiłam Wam już, że byłam w Pakistanie? Wiele lat temu. Z pracą oczywiście.
Tym razem znalazłam się dużo bliżej, bo u naszych zachodnich sąsiadów. Dokładnie mówiąc w Friedrichshafen nad Jeziorem Bodeńskim.
Jezioro Bodeńskie w języku niemieckim nazywane jest "Morzem Bodeńskim", jest tak duże, że często nie widać drugiego brzegu.
Po jeziorze pływają promy, ale oczywiście my będąc na wiecznym standby'u (dyżurze) nie możemy wsiąść na łódkę. Za to z całą resztą emerytów możemy wędrować nabrzeżem ciesząc się ciepłą jesienią i pięknymi widokami.
Piękny park położony tuż przy promenadzie.
W lecie w jeziorze można pływać. Można też wynająć kajaki i rowery wodne. Jesienią można gonić łabędzie i straszyć mewy.
Nie żartuję, jeżeli chodzi o tych emerytów. O godzinie 20 miasto już śpi.
Ciekawe instalacje i spokojna tafla wody.
W mieście znajduje się również pałac, którego nie można zwiedzać.
Zgadnijcie na ile dni tu ugrzęźliśmy? 4! Zawsze to lepiej niż w Luton. W następnym poście przedstawię Wam ciekawą historię z tego miejsca.
Co oznacza lot na pusto? Ferry flight, czy też empty leg? A po polsku również przebazowanie? Mniej więcej tyle, że z jakiś względów firma musi przestawić samolot na inne lotnisko - czasami bardzo odległe. Taki rejs odbywa się bez pasażerów na pokładzie.
W niektórych firmach nawet na loty bez pasażerów trzeba mieć ubrany mundur. W mojej obecnej w taki dzień latamy po cywilnemu. Zasadniczo jednak, ze względów bezpieczeństwa, nie latamy w klapkach, sandałach i szortach.
Dlaczego wykonuje się takie rejsy? Powodów jest wiele. Jak przeczytałam w komentarzu pod moim postem na FB - w linach czarterowych często zabiera się samolot na koniec sezonu, gdy już nie ma turystów. Osobiście w liniach komercyjnych zrobiłam tylko jeden taki lot. Samolot był zarezerwowany dla rodziny królewskiej udającej się na pielgrzymkę. Wysadziliśmy wszystkich pasażerów w Arabii Saudyjskiej i wróciliśmy pustą maszyną. Oczywiście mieliśmy na sobie mundury, ale oprócz tradycyjnych obowiązków związanych z bezpieczeństwem (uzbrojenie drzwi), nie mieliśmy nic innego do roboty na pokładzie. Cały lot leżeliśmy rozłożeni na fotelach i czytaliśmy książki lub oglądaliśmy filmy.
Jak to wygląda w mojej obecnej pracy na prywatnym jecie? Po pierwsze wykonuję dużo więcej takich lotów. Najdłuższy taki lot był z Europy na Seszele. Dlaczego tak się dzieje? W lataniu biznesowym, dyspozycyjnym często odbieramy pasażerów by zabrać ich w inne miejsce. Następnie przenosimy się w kolejne, aby tam zabrać inny podróżnych. Oczywiście zdarza się, że czekamy w danym porcie nawet kilka dni na tych samych ludzi, ale zdarza się też, że w międzyczasie firma sprzeda kolejny lot z pobliskiego miejsca i musimy tam dolecieć. Lot ten może być tego samego dnia albo kolejnego. Może też się tak zdarzyć, że lecimy rano na pusto, zabieramy pasażerów, odstawiamy w nowe miejsce, po czym wracamy na pierwsze lotnisko znowu puści (lub lecimy na kolejne, bo następnego dnia jest już inny lot z innego portu).
Na moim obecnym samolocie często przestawiamy naszą lady (samolot, to kobieta) na nieodległe lotnisko z powodów opłat parkingowych. Wychodzi taniej przelecieć kilkadziesiąt minut i zaparkować na kilka dni w innym miejscu, niż trzymać samolot na droższym lotnisku.
Prywatny jet musi lśnić!
Gdy zaczynam pracę na nowej rotacji lub na nowym samolocie, to lubię mieć taki pusty lot na początku. Mogę sobie wtedy wszystko dokładnie posprawdzać, poukładać i posprzątać. Jeżeli natomiast mam ich kilka w czasie pracy, to zazwyczaj wykorzystuję je na spanie i czytanie książek. Dla mnie ferry flight to zawsze frajda!
Po tym jak cztery dni spędziłam prosząc o lot w depresyjnym Luton, polecieliśmy do Rygi.
To zdjęcie znalazło się na moim Instagramie. Piękna pogoda, piękne miasto i miś. A powinien być kot.
Ryga to stolica Łotwy, miałam przyjemność już raz ją odwiedzić wiele lat temu. Wtedy zostaliśmy tylko kilkanaście godzin i zawsze żałowałam, że tak krótko. Tym razem mieliśmy trzy dni.
Najsłynniejszy kot Łotwy. Trudno go wypatrzyć na dachu, ale w sklepach z pamiątkami możecie znaleźć go na każdej półce.
Po krótkim odpoczynku udaliśmy się z pilotami na jesienny spacer po starym mieście. Charakterystyczna zabudowa odzwierciedla przeszłość portu hanzeatyckiego oraz jest jednym z największych skupisk architektury secesyjnej.
Plac ratuszowy i dom Bractwa Czarnogłowych z XIV wieku - stowarzyszenia bogatych i nieżonatych kupców pochodzenia niemieckiego.
Trzej Bracia - najstarszy, ten po prawej pochodzi z XV wieku i jest najstarszym mieszkalnym budynkiem miasta. Nazwa nawiązuje do Trzech Sióstr - kompleksu podobnych budynków w Tallinie, który jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia.
Piękne secesyjne drzwi Muzeum Farmacji, je również mogliście już podziwiać na moim Instagramie.
Stare Miasto jest bardzo ładne, w czasie tego pobytu wybrałam się dwukrotnie na spacer po jego uliczkach. A co z kuchnią? Ryga to miasto nadbałtyckie, więc mogłam zjeść swoje ulubione śledzie. 😊
W mojej pracy zdarzają się wyczerpujące chwile. Miałam rotacje, że chciałam usiąść i płakać ze zmęczenia. I takie, że zaczynałam pisać podanie o rezygnację.
Dla odmiany są też takie chwile, że wraz z całą załogą bardzo chętnie gdzieś byśmy polecieli. I naprawdę nie ma znaczenia gdzie. Byleby tylko ruszyć się z hotelu. Byleby tylko zmienić otoczenie. Byleby tylko coś zrobić. A w moim przypadku również byleby tylko zdjąć pidżamę.
Kącik do pracy w deszczowym Luton. Hotel obok lotniska. Do Londynu nie można się udać, co robić?
Oczywiście przerwy w lataniu są jak najbardziej mile widziane. Nikt z nas nie lubi latać w te i we wte bez odpoczynku. Wszyscy cenimy sobie wygodne łóżko, kilka dni na relaks, hotel z dostępem do siłowni i podane śniadanie.
Gorzej, gdy zaczyna się rotację i trafia na trzy takie dni w Luton.
Kiedy zaczynam swój dyżur, to zazwyczaj jestem pełna energii do pracy i stęskniona za lataniem. Dlatego na kilka dni przed wylotem sprawdzam już swój grafik, czy aby nic się tam zaplanowanego nie pojawiło. Dwa lata temu, gdy latałam jeszcze na czarterach, to często miałam sporo ciekawych pobytów zaplanowanych. To bardzo motywowało mnie do opuszczenia swoich bliskich i wyruszenia na kolejną przygodę. Muszę powiedzieć, że tęsknię do tamtych czasów. Praca dla właściciela jest dużo nudniejsza. Wystarczy powiedzieć, że modlimy się o lot.
Pamiętacie Stellę? Poniżej znajdziecie jej kolejny filmik, tym razem odpowiada na najczęściej zadawane nam pytania.
youtube
Postanowiłam również na nie odpowiedzieć (bo mam dużo czasu i zero pomysłów na kolejne wpisy).
1) Jak zostałaś stewardessą?
Dokładnie opisuję to w swojej pierwszej książce. Tutaj pokrótce powiem, że znalazłam ogłoszenie o pracę w gazecie i udałam się na Dzień Otwarty.
Stella radzi patrzeć na stronach danych linii lotniczych, ja Wam mogę jeszcze poradzić, aby sprawdzać strony z ogłoszeniami o pracę dla cabin crew oraz śledzić takie profile na FB.
2) Czy masz sposoby na jet lag i puchnięcie (bloating)?
O tym będziecie mogli przeczytać więcej w mojej kolejnej książce, która ukaże się w przyszłym roku.
Teraz powiem tylko, że metody Stelli sprawdzają się i u mnie.
3) Ile dni wolnych dostajesz?
Ponieważ pracuję na pokładzie prywatnego jetu, to mam tyle samo wolnego ile przepracuję. Oznacza to, że jeżeli pracuję teraz 14 dni, to będę następnie miała 14 dni wolnych. Mogą być pewne odstępstwa od tej zasady. Jeżeli samolot znajduje się gdzieś daleko albo moja zmienniczka jest chora, to muszę zostać dłużej. Dodatkowe dni odbiorę sobie później, po uzgodnieniu tego z koleżanką, z którą dzielę samolot.
W liniach lotniczych grafik wygląda inaczej, jednak w Europie, czy na Bliskim Wschodzie zasady opisane przez Stellę są mało popularne. Nie znam linii lotniczych (poza USA), gdzie można wybierać sobie ilość dni pracujących. Jako senior w dużych liniach typu Lufthansa, czy Air France można mieć pewnie wpływ na swój grafik, ale to w Stanach Zjednoczonych jest największa swoboda.
4) Ile trwa rezerwa w twoich liniach lotniczych?
U mnie nie ma czegoś takiego, ponieważ w pracy zawsze jestem na dyżurze. Co do linii europejskich, to z tego co wiem są to poszczególne dni. W Emirates natomiast mają miesiąc w roku na standby.
5) Czy możesz wybrać swoją bazę?
W swojej pracy przebywam tam, gdzie znajduje się mój samolot. Może to być Moskwa, może to być Tahiti.
O wyborze bazy pisałam tutaj. Większość linii ma tylko jedną bazę i nie ma możliwości wyboru. Z popularnych linii wiem, że Ryanair ma wiele baz i aplikując tam wybiera się w której chce się mieszkać. Jak podkreśla to Stella, niekoniecznie dostanie się tą wymarzoną.
6) Jak wysokim trzeba być?
W mojej obecnej pracy nie można być za wysokim, bo latam na małych samolotach. W liniach lotniczych zazwyczaj proszą o dotknięcie zaznaczonego punktu na ścianie. Ja mam 166cm wzrostu i zawsze udało mi się ten test przejść.
7) Ile lat doświadczenia w obsłudze klienta jest potrzebne?
Aplikując na stanowisko stewardessy trzeba mieć doświadczenie w pracy z innym człowiekiem, ale niekoniecznie muszą być to lata. Ja miałam minimalne (prace w czasie wakacji) i dostałam swoją pierwszą prace.
8) Twoje wskazówki jak przejść rozmowę o pracę?
Tutaj zgadzam się w 100 procentach z Stellą. Uśmiech, bycie sobą, pozytywne nastawienie.
9) Dlaczego chciałaś zostać stewardessą?
Nigdy nie chciałam. Zadecydował przypadek. I jakoś tak pokochałam tą pracę, że zostałam na lata.
Niedawno robiłam ankietę po locie z Lufthansą. Końcowe pytanie brzmiało: "Która z poniższych linii jest twoją ulubioną?" Oczywiście, że wybrałam LOT 😄
Nie chodzi o punktualność, czy jej brak - jak zarzucają niektórzy; czy też o serwis, bo wiadomo, że przewoźnik nie umywa się do bliskowschodnich konkurentów. Chodzi o fakt, że jak widzę żurawia na ogonie, to znaczy że lecę do domu. (W tym przypadku z domu, ale mi się zawsze on kojarzy z powrotami.)
Charakterystyczne logo firmy zaprojektował na przełomie roku 1929/30 Tadeusz Gronowski.
Z polskimi liniami latam dość często. W obecnej pracy są to zazwyczaj krótkie rejsy, chociaż zdarzyło mi się też lecieć do Stanów Zjednoczonych. Na dłuższych lotach serwis wygląda oczywiście inaczej, niż na tych krótszych.
Na lotach europejskich standardem był poczęstunek wafelkiem i napojem. Obecnie jest to mniej przeze mnie lubiany wafelek. Prince -Polo rules! A tu niespodzianka! Wczoraj dostałam jeszcze mini drożdżówkę z ulubionej piekarni.
Sklep Putki znajduje się na mojej ulicy i jest moim pierwszym wyborem jeżeli chodzi o pieczywo.
Dużym plusem dla mnie jest fakt, że LOT należy do sojuszu Star Alliance, dzięki któremu udało mi się wykupić kiedyś bilety do Kopenhagi. Obecnie znowu zbieram punkty na kolejne bezpłatne podróże.
Do tego nie trzeba mieć wydrukowanego biletu i można wybrać sobie miejsce. Z bagażem natomiast jest już różnie, bo linie wprowadziły najtańszą taryfę - bez nadawanej walizki.
Lot z LOTem do Londynu upłynął mi w bardzo miłej atmosferze. Teraz zaczyna się czekanie, co dalej?
Pierwszy weekend po powrocie z ostatniej rotacji spędziłam na Dolnym Śląsku. Wyjazd nie był przypadkowy, znajomy miał zjazd szkolny, a ja postanowiłam zabrać się z nim.
Tak się złożyło, że trafiła nam się jeszcze super pogoda, która dała nam okazję do obejrzenia kilku miejsc.
Początki jesieni, wspinaczka na Twierdzę Srebrna Góra i kilka dni z dala od miasta.
twierdza nigdy nie była zdobyta, warto ją zwiedzać z przewodnikiem. Oprowadzanie trwa około godziny i kosztuje 25 złotych.
A kilkanaście kilometrów dalej można podziwiać wspaniały Pałac Marianny Orańskiej.
Pałac w Kamieńcu Ząbkowickim zwiedza się tylko z przewodnikiem.
Budynek przetrwał obie wojny, ale został rozgrabiony i spalony w późniejszych czasach. Niestety wnętrza są dużo mniej atrakcyjne niż budowla z zewnątrz.
A na koniec zwiedzania udaliśmy się do Złotego Stoku, gdzie znajduje się kopalnia złota ( i arszeniku).
Krótka przeprawa łódką wymaga założenia twarzowego kasku. Następnie obchodzi się sztolnię na piechotę. Całość zajmuje prawie dwie godziny, a temperatura pod ziemią to 8 stopni.