czwartek, 20 lipca 2017

Widoki z okna - daleka Norwegia

Kolejny lot i kolejna wspaniała przygoda. Poniżej przedstawiam Wam widoki na Svalbard.

z okna kokpitu
i wylądowaliśmy
Mówię: "do widzenia" swoim pasażerom i wybiegam na płytę. Temperatura 30 czerwca - 7 stopni.
Pstrykam zdjęcia jak szalona podczas gdy nasz samolot jest tankowany.
Niespełna czterdzieści minut na ziemi i już uciekamy.
Moi pasażerowie wybrali się tam na rejs łódką. Lot prywatnym jetem i rejs wokół dalekiej Norwegi.... tacy to pożyją.

Ale przynajmniej sobie popatrzę przez okno.

niedziela, 16 lipca 2017

Ottawa

Ottawa, czyli stolica Kanady. Nie Vancouver, Montreal, czy też Toronto; ale właśnie Ottawa jest stolicą kraju. Chyba większość z nas słyszała więcej o pozostałych miastach, niż o tej czwartej co do wielkości aglomeracji.
-"Zobaczysz, jak powinna wyglądać stolica" - powiedział mój kanadyjski (ale urodzony w Kolumbii) kapitan.
Jedno popołudnie w Ottawie trafiło nam się po wizycie w Waszyngtonie. Na szczęście kapitan wziął sprawy w swoje ręce i wybrał dla nas hotel położony w centralnym punkcie miasta.

mój widok ze śniadania
Po szybkim prysznicu po locie zebraliśmy się we czwórkę (tym razem byłam z jeszcze jedną FA) i ruszyliśmy na spacer. Wprawdzie wszyscy byliśmy zmęczeni, ale takiej okazji się nie przepuszcza. Jeżeli przylecicie do nowego miejsca, które chcecie zwiedzić, to nie kładźcie się nawet na chwilkę! Bo już nie wstaniecie! Więcej możecie o tym możecie przeczytać tutaj.

gmach parlamentu
Kanada w tym roku świętuje 150-lecie niepodległości.
-"To ta niepodległość liczy się jak?" - zapytałam tak z ciekawości.
-"Jak to jak?" - powiedział ten sam dumny naturalizowany kanadyjski kapitan.
-"No od wygonienia Francuzów, czy Anglików?" - spytałam, bo pamiętałam coś tam z mojego pobytu w Montrealu.
-"Hmmm" - zamyślił się on.
Jak podaje google, i jak łatwo sobie obliczyć, Kanada jako państwo istnieje od 1867 roku; czyli długo po wojnie francusko - brytyjskiej (wygranej przez tych drugich).

kanał miejski
Miasto wydaje się bardzo ładne i przyjazne, ale w drodze powrotnej trafiliśmy na kilka opuszczonych miejsc - jak to w każdej dużej metropolii. Dzięki tej wizycie odwiedziłam kolejną stolicę świata!

wtorek, 11 lipca 2017

Zostać stewardessą? - cz.XVI

Ostatnio dużo dostaję zapytań o swoją pracę. A dokładniej: jak dostać się do prywatnego latania?

foto: internet
Zaznaczam na początku, że nie jestem specjalistą od rekrutacji i mogę Wam odpowiedzieć na Wasze pytania tylko na podstawie własnego doświadczenia (i doświadczenia moich koleżanek).

Najłatwiej jest się dostać do tej branży mając już jakieś doświadczenie w lotnictwie. Najbardziej cenione jest to z klas premium (czyli biznes i pierwszej). Wiele pracodawców przychylnym okiem patrzy na osoby, które pracowały u gigantów Bliskiego Wschodu. Inni oczekują jeszcze więcej, a mianowicie doświadczenia w sektorze prywatnym. "Czyli koło się zamyka" - mógłby ktoś pomyśleć. I tak i nie.

Widziałam ogłoszenia, gdzie w rubryce "wymagane doświadczenie" było wpisane "w obsłudze klienta VIP". Oznacza to, że wystarczy być zatrudnionym w dobrej restauracji, hotelu, czy też na jachcie. Moja bardzo dobra koleżanka właśnie na dużym statku zaczynała swoją karierę. Nigdy nie latała w liniach lotniczych, a została przyjęta od razu na prywatny jet.

Widziałam też ogłoszenie, gdzie o doświadczenie nie pytano wcale. Liczyła się chęć pracy i znajomość języka. Wprawdzie warunki kontraktu były kiepskie, ale czasami warto się przemęczyć kilka miesięcy i zrobić ten pierwszy krok.

Jeżeli już latacie w liniach lotniczych i na dodatek jesteście na Półwyspie Arabskim, to rozejrzyjcie się za prywatnymi firmami tam. Na pustyni są setki małych operatorów, którzy wiecznie szukają załóg. Powód jest oczywisty, nie wiele osób zostaje długo na kontrakcie w Arabii Saudyjskiej. Jeżeli wytrzymacie tam rok, to będzie to dobrze wyglądało na Waszym CV.

I pamiętajcie, wysyłać podania można zawsze. Pewnie wiele z nich pozostanie na początku bez odpowiedzi, ale w końcu dostaniecie swoją szansę. Trzymam kciuki!



sobota, 8 lipca 2017

Waszyngton

W końcu udało mi się odwiedzić stolicę Stanów Zjednoczonych! W załodze mieliśmy jedną Amerykankę, więc wydawać by się mogło, że dowiemy się wiele o historii miasta i kraju..... Hmmm.

ogromny posąg Lincolna
Podjechaliśmy Uberem do National Mall, a stamtąd już wszędzie było blisko. National Mall to obszar odwiedzany przez dziesiątki milionów turystów rocznie, obejmuje on powyższy Memoriał Lincolna i Kapitol oraz park pomiędzy nimi.

Pomnik Waszyngtona
Memoriał Lincolna
Kapitol, czyli rodzaj ratusza.
Nasza koleżanka nie była w stanie nam dużo powiedzieć. Jak udało mi się wyszukać w wikipedii, plany tego miejsca powstały już w 1791 roku; a jego głównym celem jest bycie "sercem stolicy".

Po krótkim spacerze udaliśmy się do największego na świecie kompleksu muzeów - Instytutu Smithsona. Założony w 1864 roku Instytut obejmuje dziewiętnaście muzeów, jednostki badawcze oraz ZOO. Było oczywiste, że w jedno popołudnie nie zobaczymy nawet ułamka tego. I na co padł nasz wybór?

Jak się zbiorą trzy osoby związane z lotnictwem, no to gdzie pójdą?
Do Narodowego Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej wstęp jest bezpłatny (podobno do wszystkich jednostek tak jest). Jedyne co, to trzeba odstać trochę w kolejce, prześwietlić torbę i przedzierać się przez tłumy w czasie zwiedzania.

samoloty, samoloty
Można tutaj zobaczyć między innymi: pierwszy na świecie samolot silnikowy, Concorde, samolot Spirit of St. Louis (polecam książkę Bill'a Bryson'a "One Summer: America, 1927"), kapsułę Friendship 7 i wiele innych.
Dla mnie najciekawsza okazała się część związana bezpośrednio z zawodem stewardessy.

W latach pięćdziesiątych selekcji bym nie przeszła.
wnętrze DC-7
przykładowe mundury ze złotego okresu lotnictwa
W tamtych czasach używano jeszcze nazwy "stewardess". Obecnie wiele osób się na nią oburza.
Mam nadzieję, że jeszcze mi się trafi tu lot, bo chętnie odwiedzę jeszcze kilka muzeów. :)

środa, 5 lipca 2017

Skalne Miasto

Po wizycie w Książu kontynuowaliśmy nasz wyjazdowy weekend. Skalne Miasto w Czechach było  głównym celem całej wyprawy. Z Wałbrzycha dojazd zajął nam jakieś 40 min.

Tak teraz mija się granice kraju.
Na miejscu za parking, bilet wstępu, czy też jedzenie w restauracji można płacić w złotówkach. Po opłaceniu 12 złotych w kasie otrzymuje się również mapkę w języku polskim. I już można ruszać na szlak. Warto ze sobą mieć dobre buty, wodę i aparat fotograficzny!

"Skład serów"
Większość trasy pokonuje się po płaskim i równym terenie, jedynie wspinaczka na "Strzemię" wymaga dużego wysiłku (i odwagi). "Strzemię" to średniowieczny zameczek strażniczy. Sęk w tym, że go nie ma; a wspinaczka po 300 stopniach kończy się w punkcie widokowym. Widok piękny, ale schody tylko początkowo są mocne - metalowe, ostatni fragment pokonuje się po drabinach.

Drabiny niby są przymocowane do skały, ale ja coś takim wynalazkom nie ufam.
foto:interent
Po takich emocjach dalej było już bardzo spokojnie. Część trasy była zamknięta, ale i tak zeszło nam cztery godziny.

Środek wiosny a w wąskich przejściach pomiędzy skałami leży śnieg.
Widoki są super.
Wędrując między takimi skałami czułam się jak we "Władcy Pierścieni"
Po pokonaniu całej trasy zaczęliśmy szukać czegoś do jedzenia. Pan w kasie odradził nam posiłek w parkingowych restauracjach i skierował nas do pobliskiego miasteczka.

w Mezimesti "U Szwejka" knedliczki z gulaszem
 a na deser ciepłe śliwki z lodami piernikowymi
Jeżeli zastanawiacie się jak spędzić aktynie kilka dni, to polecam trasę Szczawno Zdrój - Książ - Wałbrzych -Skalne Miasto. Zajęło nam to cztery dni, koszty nie były wysokie, a wrażenia bardzo pozytywne.

Uwaga: Dziś startuje moje konto na Instagramie. Zapraszam!

sobota, 1 lipca 2017

Książ

Dziś mam dla Was pomysł na ciepły weekend - wyprawę do zamku w Książu. Z Warszawy to 420km, nocleg w Wałbrzychu można znaleźć poniżej 200zł ze śniadaniem. Bilet na zwiedzanie z przewodnikiem (a warto) to 39zł.

Zamek jest przykładem połączenia wielu stylów architektonicznych.
Zamek jest trzecim co do wielkości w Polsce po Malborku i Wawelu. Pierwotnie był warownią obronną wzniesioną w XIII w. Wielokrotnie zmieniał właścicieli, aż do 1509 roku kiedy to Konrad von Hochberg otrzymał go w zastaw. Następnie był on w posiadaniu tej rodziny przez kolejne cztery wieki. Najsławniejsi posiadacze to Jan Henryk XI, który sprawił, że rodzina Hochbergów stała się jedną z najbogatszych w Europie oraz Jan Henryk XV, który przepuścił cały majątek, ale za to miał przepiękną żonę - Księżnę Marię Teresę Oliwię zw. Daisy.

W czasie wojny i już po niej zamek został całkowicie zniszczony. Zwiedzane wnętrza są więc nowe.
Hitler chciał z Książa uczynić warownię nie do zdobycia. Kazał drążyć tunele w litej skale, na której stoi budynek i wylewać je betonem. Część tuneli można zwiedzać.
 Po zwiedzaniu wnętrz koniecznie wybierzcie się do ogrodów. Zamek otoczony jest tarasami, którymi można spacerować.



Oprócz tarasów zamek otacza duży park. W końcówce maja kwitną w nim rododendrony.


A w następnym wpisie podpowiem Wam gdzie udać się w dalszą drogę.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Marc Chagall

Od dłuższego już czasu obiecywałam sobie, że jeżeli będę miała dzień w Nicei to wybiorę się do muzeum Marc'a Chagall'a. I w końcu po kilku latach obiecanek udało mi się dotrzymać słowa.


Muzeum znajdowało się dwadzieścia minut od mojego centralnie położonego hotelu. Udałam się tam spacerem. Nikt z załogi nie był zainteresowany poznaniem dzieł tego malarza.
Muzeum nie jest duże, ale jest ładnie urządzone - przez samego mistrza. Budynek znajduje się na małym wzniesieniu, ale nie widać go z głównej ulicy. Droga jest dobrze oznaczano, trzeba jednak trochę powspinać się po schodach. Wstęp kosztuje 10 euro, po zostawieniu dowodu lub paszportu otrzymuje się bezpłatnie audioprzewodnik. Pani w recepcji ustawiła mi go na język rosyjski, pomimo tego że mówiłam do niej po francusku.... hmmm.


W sali kinowej kilka razy dziennie wyświetlany jest film biograficzny - tylko w języku francuskim, a sporo zwiedzających jest spoza tego obszaru. Zdecydowanie powinny zostać dołożone napisy.

piękne witraże w sali kinowej
Zabrzmi to może jak herezja, ale nie do końca przekonałam się do tego miejsca. Miałam nadzieję na więcej obrazów związanych z wczesnymi latami malarza i kulturą żydowska. W muzeum przeważają motywy biblijne, a jedna sala poświęcona jest miłości (w sumie na historii opartej ze Starego Testamentu). Film i witraże mi się podobały. Jeżeli lubicie tego typu sztukę i macie wolny czas w Nicei, to polecam; ale nie ma się co zabijać.