poniedziałek, 16 lipca 2018

2Ciels Hotel

To ciekawe, że jak nie latam do Marrakeszu, to nie latam do Marrakeszu. A jak dostanę jeden lot, to po dwóch tygodniach w grafiku pojawia się następny. 😀
Dziś chcę Wam pokazać w jakim hotelu spałam w czasie swojego ostatniego pobytu.

Restauracja, gdzie jadłam śniadania.
2Ciels Hotel, to tak zwany hotel butikowy; jak podaje Wikipedia: "Hotel butikowy (ang. boutique hotel, czasem design hotel lub lifestyle hotel) – hotel wysokiego standardu, zaspokajający nierzadko wyszukane, luksusowe i wyrafinowane potrzeby. Grupą docelową odbiorców usług tego rodzaju hoteli są stosunkowo zamożne osoby ceniące sobie kameralność, spokój i intymność, unikające pośpiechu."
Uhuuuu. 😅 Jak firma chce, aby moje "wyszukane, luksusowe i wyrafinowane potrzeby" były zaspokajane, to proszę bardzo.

widok na jadalnię z góry
Jeden z dwóch basenów, ten znajdował się na parterze.
Drugi basen, przy którym spędziłam sporo czasu, znajduje się na dachu hotelu.
Duże i wygodne łóżko w moim pokoju, tu stan po drzemce.
Lustro w łazience bardzo przypadło mi do gustu.
Hotel jak dla mnie na piątkę z plusem. Czysto, miła obsługa; mogę tylko przyczepić się do ich SPA. Okazało się, że wejście do sauny jest bezpłatne tylko w wypadku zamówienia masażu. Co nie byłoby wielkim problemem, bo ten i tak sobie zafundowałam, ale obsługa mnie nie poinformowała, że mogę korzystać ze strefy SPA tylko bezpośrednio przed lub po zabiegu. Przyszłam kilka minut przed planowanym masażem, a zaraz po - SPA było zamykane.
No i nie zostało mi nic innego, jak zrelaksować się w barze z moją załogą.

lampy i magiczne oświetlenie na dachu

środa, 11 lipca 2018

Paryż

Będę nieoryginalna, gdy powiem, że Paryż jest moim zdaniem najpiękniejszym miastem na ziemi. Gdybym tylko mogła, to chętnie bym się tam przeprowadziła.

W piękny słoneczny dzień Uber wyrzucił nas w okolicach Luwru.
Pierwszy raz zwiedzałam miasto pracując jeszcze dla linii lotniczych z Bliskiego Wschodu. Tym razem miałam cały dzień na spokojny spacer.
W Paryżu jest tyle niezwykłych miejsc do zobaczenia, że gdy ma się tylko dzień, to nie wiadomo co ze sobą zrobić. Razem z dwoma pilotami postanowiliśmy powłóczyć się po centrum bez specjalnego celu. Oczywiście gdybym była sama, to pewnie zahaczyłabym jeszcze o jakieś muzeum. ;) Muszę jednak przyznać, że taki spokojny dzień na powietrzu, dobrze mi zrobił.

Z widokiem na wieżę,na którą wspięłam się wiele lat temu.
Chłodniej było nad Sekwaną.
W Mieście Zakochanych każda ulica jest piękna. I tak wiem, zaraz odezwą się głosy, że ulice są brudne pełne bezdomnych; a Paryżanie nieuprzejmi.... cóż, mi w tym mieście to nie przeszkadza :)
Jeszcze francuski lunch zjedzony w małym bistro przy ulicy. Ceny: sałatki po 5-6 euro, duża butelka St Pellegrino: 5 euro.
I jeszcze kawa wypita na przeciwko gmachu opery - 4 euro.
Nie wiem, czy możecie poczuć magię tego miasta z moich zdjęć. Jeżeli kiedyś będziecie zastanawiać się, gdzie spędzić długi weekend, to polecam Paryż!

Kończę pięknym zdjęciem panoramicznym wykonanym przez mojego kolegę.

wtorek, 3 lipca 2018

Lotnictwo Retro - Lotnisko Croydon

Utknęłam niedawno na kilka dni w Londynie, a dokładnie mówiąc w Stansted. Niedawno, to znaczy w czasie swojej poprzedniej rotacji - jak już wspominałam, posty na blogu ukazują się z pewnym opóźnieniem.
Lotnisko w Stansted to jedna z głównych baz Ryaniar, jeżeli kogoś to interesuje ;)
Ale nie o tym chciałam pisać. Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądał ruch lotniczy w Wielkiej Brytanii na samym początku? W czasach gdy nie było Stansted, Luton, Heathrow, Gatwick, City, Biggin Hill, czy też Farnborough? Jeżeli lubicie klimaty retro, to zapraszam

źródło : youtube

Ciekawe fragmenty filmu? Mechanik rozkłada skrzydła samolotu (bo się składały), mocuje je za pomocą młotka i to wszystko z nieodłącznym papierosem w ustach. 👏
A jeżeli kiedyś Wasi pasażerowie będą narzekać na boarding, to pokażcie im jak w latach dwudziestych panie w długich sukienkach i kapeluszach wchodziły na pokład po drabinie.

Lotnisko w Croydon było w tamtych czasach głównym portem lotniczym na Wyspach -  jedynym międzynarodowym.  
Jeżeli chcecie poznać jego historię to spójrzcie na ten link : http://www.croydonairport.org.uk/The-Airport
Więcej o historii lotnictwa już wkrótce na blogu!

środa, 27 czerwca 2018

Widoki z okna - Nicea

Ostatnio, jak już się pewnie zorientowaliście, dużo czasu spędzam w Nicei. Dziś mam dla Was kilka "widoków z mojego biura". Miłego dnia!

Kołujemy po płycie.
I już jesteśmy w powietrzu.


A na moim Instagramie znajdziecie filmik z tego startu.

niedziela, 24 czerwca 2018

Muzeum Sherlocka Holmesa w Londynie

I znowu trafiłam do Londynu. Plus jest taki, że w tym mieście jest dużo miejsc do odwiedzenia i z pewnością nie można się tu nudzić. Ten pobyt postanowiłam wykorzystać na zwiedzenie Muzeum Sherlocka Holmesa.

Bilety - 15 funtów- zakupicie w sklepiku, później trzeba odstać w kolejce, która się wije na zewnątrz.
W sklepie można kupić również wiele tematycznych pamiątek.
Odstałam 20 minut w kolejce i weszłam do oryginalnego budynku z Ery Wiktoriańskiej. Został on wzniesiony w 1815 roku i należy do II klasy zabytków.

Wąskie i strome schody - budynek ma trzy piętra. Wszystkie przedmioty pochodzą z epoki.
Salon, tak jak w książce Sir Arthura Conan Doyle'a jest malutki.
Dom przy 221b Baker Street był zamieszkiwany przez znane duo detektywów w latach 1881 - 1904.
torba dr Watsona
wykwintne nakrycie stołu
Obok salonu znajduje się sypialnia głównego bohatera.

Łóżko, charakterystyczna czapka oraz przybory toaletowe.
Pokoje w muzeum są bardzo małe, dlatego grupy wpuszczane liczą ok 10 osób. Na piętrze znajduje się pracownik, który wskazuje na najciekawsze przedmioty i krótko opowiada o historii budynku.
Drugie piętro to pokój Dr Watsona oraz gospodyni - Mrs Hudson. Natomiast najwyższe piętro to ...

Na najwyższym poziomie muzeum znajdują się makabryczne woskowe postacie z najbardziej znanych spraw kryminalnych Sherlocka.
Jest też i głowa z "Psa Baskervillów".
Ogólnie bardzo podoba mi się to muzeum, szkoda tylko, że jest tak małe. Zwiedzenie całości zajmie Wam maksymalnie 45minut. Co z drugiej strony, daje jeszcze sporo czasu na pozostałe atrakcje Londynu!


środa, 20 czerwca 2018

Recenzja "Etatu w chmurach" i "Z chmur do Azji"

Ostatnio buszowałam trochę po sieci w poszukiwaniu opinii o mojej ostatniej książce. Jako autorka, jestem po prostu ciekawa, czy Wam się podoba?
Recenzji "Opowieści pokładowych" jeszcze nie znalazłam, ale natrafiłam na blog prowadzony przez koleżankę po fachu, która dodatkowo lubi czytać. Ja też lubię czytać! A że jeszcze Latająca Okularnica przeczytała dwie moje poprzednie książki i je opisała, to już szczyt marzeń.
Tutaj możecie zapoznać się z jej opinią : http://latajacaokularnica.blogspot.com/2018/01/zaczytana-okularnica.html

Jeżeli prowadzicie bloga, albo chcielibyście podzielić się swoją opinią o mojej radosnej twórczości 😇, to zapraszam do kontaktu!

foto: internet

sobota, 16 czerwca 2018

Z życia stewardessy wzięte, czyli siedzę w hotelu.

Ostatnio w Nicei miała ambitny plan dnia. Po pierwsze zepsuła mi go pogoda. Po drugie zepsuł mi go Dział Sprzedaży Lotów.
Wiecie już, że pracuję w prywatnym lotnictwie, bez stałego kontraktu. Pisałam już też kiedyś o tym, że lotnictwo biznesowe w niczym nie przypomina komercyjnych linii lotniczych. Będąc na rotacji, na dyżurze, on duty, na misji, czy po prostu ON, jestem w pracy 24 godziny na dobę. Dlatego można mieć plany.....
Po śniadaniu chciałam się udać do pobliskiego muzeum, zjeść obiad w restauracji przy promenadzie, a następnie poćwiczyć w siłowni. Wieczorem tradycyjnie spotykać się mieliśmy z pilotami na drinki i kolację.
Zeszłam rano, czyli tak o dziewiątej 😉, na śniadanie i zorientowałam się, że leje. No nic, nie na darmo wożę ze sobą parasolkę. Po posiłku zaczęłam się zbierać do wyjścia w swoim pokoju, gdy jeden z pilotów wysłał wiadomość na naszym grupowym czacie.
-"Malpensa tam i z powrotem, bleh" - było napisane.
Czytam i myślę, o czym on mówi?
Szybko sprawdziłam grafik online, a tam opcja na lot. Start za cztery godziny, trzy godziny czekania na lotnisku i powrót do Francji.
Dla każdego człowieka cztery godziny to masa czasu. Dla stewardessy na prywatnym jecie oznacza to popłoch.
Po pierwsze: zawartość mojej walizki była rozwalona po całym pokoju, ja byłam w jeansach i bez makijażu.
Po drugie: hotel był w centrum miasta, a my  meldujemy się na dwie godziny przed lotem w samolocie.
Po trzecie: to ja odpowiadam za jedzenie na pokładzie w czasie lotu.
Nie pozostało mi nic innego, jak rzucić wszystko w kąt, spakować walizkę i przygotować wstępne zamówienie na katering.
Teraz słowo o "opcji" na lot. Oznacza to mniej więcej tyle, że lot nie jest do końca potwierdzony. Normalnie bym się specjalnie tym nie przejęła, bo opcje pojawiają się cały czas, ale dostaliśmy mail od działu sprzedaży, że jest to "strong option" -  a to już robi się bardziej prawdopodobne.
I tak siedziałam jak na szpilkach przez kolejne dwie godziny. Dopiero po tym czasie "opcja" została anulowana. I miej tu plany! 😂

foto: internet

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Porto - Vecchio, czyli jestem zakochana w Korsyce

Dziś post o nowym miejscu, które udało mi się odwiedzić w maju dzięki mojej pracy.

Po locie do Marrakeszu i krótkim odpoczynku w Nicei, dostałam lot na Korsykę. Krótki, bo trzydziestu minutowy rejs upłynął mi bardzo przyjemnie. Pasażerowie byli zachwyceni samolotem i wysiedli dobrych humorach.
A na nas czekała już taksówka, aby zabrać nas do hotelu w Porto Vecchio.

Mój pokój zanim zrobiłam w nim bałagan.
Moja wysadzana kamyczkami wanna. Kapitan przyszedł ją zobaczyć, takiego wrzasku narobiłam :D
Hotel Le Goeland - urocze miejsce z bardzo miłą obsługą.
Prywatna plaża przy hotelu, niestety woda i temperatura powietrza skutecznie mnie odstraszyły od kąpieli.
Po drzemce, bo przecież po trzydziestu minutach lotu należy się godzinna drzemka, 😁 udaliśmy się na spacer i kolację. Miasto znajduje się na wzniesieniu, więc jeszcze mieliśmy wysiłek fizyczny przed.

uroczy rynek
Restauracja w murach obronnych miasta.
A wracając zrobiłam to oto zdjęcie i jestem z niego bardzo dumna.


Na drugi dzień po wczesnym śniadaniu udaliśmy się w drogę powrotną. Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócę.

piątek, 8 czerwca 2018

Mój pierwszy filmik

Kiedyś myślałam, że bycie vloggerem musi być proste.... Nic bardziej mylnego! Siedzenie przed kamerą i mówienie, nawet o własnej książce, jest dużo trudniejsze niż by się mogło wydawać. Moją pierwszą próbę możecie zobaczyć tutaj - https://www.youtube.com/watch?v=A2x1hFoNHIA&feature=youtu.be .

Jak podoba się Wam ta okładka?
Nie wydaje mi się, żebym powtarzała to doświadczenie zbyt często. Za dużo nerwów i stresu mnie to kosztowało. No cóż, mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali.... ;)


wtorek, 5 czerwca 2018

Wywiad w radiu

Jeżeli macie ochotę posłuchać mnie na falach eteru, to zapraszam tutaj:

http://siodma9.pl/wiadomosci/item/1085-teresa-grzywocz-lepiej-nie-bic-brawa-po-wyladowaniu-samolotu-piloci-i-tak-tego-nie-slysza

Opowiadam o książce, o pasażerach, o lotnisku Okęcie - nie wiem, dlaczego mnie o to zapytano.....
A! I wywiązuje się mała dyskusja o byciu "stewałardessą", czy też "stewardesą"? Ja całe życie używałam zangielszczonej wersji tego słowa. Natomiast niedawno kilkakrotnie mnie poprawiono.
A Wy jak mówicie?

"Cabin crew" - rozwiązuje problem.
Foto: internet