niedziela, 18 października 2026

Malaga dziesięć lat później.

 We wrześniu ponownie odwiedziłam piękną Malagę. Było ciepło i nadal tłoczno, ale nie przeszkodziło to nam (mnie i mojej pilotce) w niekończących się spacerach.

Ogród przy katedrze. Trafiłam na okres kwitnięcia puchowca wspaniałego (?) - przynajmniej tak mi się wydaje, że to ta roślina. 


Wstęp do katedry kosztuje 10 euro. Nie pamiętam, czy poprzednim razem byłam, czy nie.

Koleżanka zarezerwowała nam hotel w samym sercu miasta. Wszędzie miałyśmy blisko i z tego skorzystałyśmy. Przeszłyśmy wzdłuż i wszerz starówkę i port.

A to widok z naszego hotelowego tarasu.

Ulice wybrukowane są gładkimi płytami, co dziwne, nie są one śliskie.
Przyleciałam do pracy ok 15:00, więc miałyśmy popołudnie, cały kolejny dzień i poranek trzeciego. Już dawno nie miałam tak fajnego pobytu. (Ten w Pafos też był udany, ale lepiej się zwiedza w miłym towarzystwie.)
 
Tu zaparkowałam swoją łódkę. 😉
Drugiego dnia postanowiłyśmy odwiedzić jakiś zabytek. Nasz wybór padł na Alcazab. Wstęp kosztuje 7 euro, ale jeżeli planujecie zwiedzać też powyższy zamek, to zakupcie sobie bilet łączony. Wyjdzie taniej.
 
Piękna arabska architektura. W połowie uzmysłowiłam sobie, że tu już byłam, a na zamku nie. 😅

Ponieważ było gorąco, to po zjedzeniu lodów udałyśmy się na hotelowy basen. Dalsze zwiedzanie zostawiłyśmy sobie na kolejny raz.

Ale wieczorem poszłyśmy jeszcze na spacer.


I do El Jardin na pokaz Flamenco (z napojem 31 euro).
Pokaz był gorszy od tego w Madrycie, ale i tak uważam, że warto było. 

I więcej spacerów i więcej ... jedzenia!

Tapas. Patatas bravas to koszt ok 8 euro, krewetki podobnie. Aperola, czy sangrię można dostać za 7 euro. Tanio w Maladze nie jest. 

Tradycyjnie zapraszam na swojego Instagrama, tam znajdziecie rolki i zdjęcia z tego wyjazdu.


niedziela, 11 października 2026

Wrzesień '26 - w pracy.

 W piątek 11 września ruszyłam do pracy. I to był bardzo fajny wylot!

Od początku jednak. Tradycyjnie, na lotnisko w Warszawie udałam się kolejką miejską SKM. I? I już było z przygodami, nie wiem, czy pamiętacie (pewnie nie), że maszyniści we wrześniu strajkowali? Hmm. Zgadnijcie w jaki dzień? Dokładnie w ten, w który musiałam skorzystać z usług kolei. Siedziałam jak na szpilkach, bo wszystkie pociągi, łącznie z moim, były opóźnione.
Wpadłam w ostatniej chwili na lotnisko. 😅 

Następnie spędziłam dwa wspaniałe dni w Maladze, o których będzie następny wpis.

Po takim pobycie miałam zrobić jeden lot powrotny do Polski. Dlaczego przyleciałam dwa dni przed planowanym rejsem? Bo w prywatnym lotnictwie nigdy nie wiadomo, kiedy może wpaść jakiś inny lot. Zawsze musi być załoga na dyżurze, a mi oczywiście w to graj! Płacą mi od dnia i kto by narzekał na dwa dni spędzone na południu Hiszpanii???

Przed lotem poszłam ze swoją pilotką na śniadanie. I kupiłyśmy sobie kanapki na drogę. W tej firmie jest jedzenie dla załogi tylko powyżej określonego czasu w pracy. A my nie lubimy być głodne. 😉

Wracając do hotelu zrobiłam jeszcze małe zakupy na pokład. 

Przebrałam się w swój obecnie ulubiony mundur z kieszeniami i w drogę. 

Jest takie powiedzenie w środowisku lotniczym: za długo latasz, gdy ekscytuje cię nowy rodzaj lodu.😂😂😂

Takie kosteczki mi dali!

Leciałam na samolocie typu Learjet 60. Czy ja Wam już go opisywałam? Czy tylko o nim wspominałam?
(Jeśli go nie znajdę, to obiecuję napisać.) 

Drobny poczęstunek i czekamy na pasażerów.

Wieczorem skończyłam pracę w Katowicach, w których zostałam na noc. Następnego dnia rano wsiadłam w pociąg i znowu z przygodami (pociąg się zepsuł i przesiadaliśmy się w środku lasu na inny), wróciłam do domu. 

I znowu myślałam, że to na tyle, a tu wpadł jeszcze jeden dzień. 

Bardzo wczesny start z Modlina. Ale jaką fotkę uszczeliłam!
Zrobiłam dwa loty (na znanym już nam samolocie) i wylądowałam w ... Maladze. 🤣 Tym razem nie zostawałam na noc.

Piję kawę i szykuję poczęstunek przed lotem.

Jak wygląda taki dzień? Poniżej macie moją rozpiskę.


I już do domu z LOTem.

30 września jeszcze raz wyleciałam do pracy. Ale musiałam tylko jako pasażer się przebazować do Katowic.😊 Ten wylot i dalszy ciąg rotacji znajdziecie w październikowym podsumowaniu.


niedziela, 4 października 2026

Pafos - czyli 4 dni na dyżurze.

Jeszcze jeden blog z sierpnia, co się zapodział.  😳

Ja nie wiem, jak to jest, że jak nie latam do jakiegoś miejsca, to nie latam. A jak zacznę...😉 
I tak oto w sierpniu znowu byłam na Cyprze. 

Tym razem wylądowałam w Pafos (w którym byłam kiedyś wiele lat temu). 

Pafos słynie ze stanowisk archeologicznych wpisanych na listy UNESCO. 


W 1965 roku pracowała tu polska ekspedycja.


Starożytne mozaiki rzymskie. Tutaj, obok kościoła, wstęp jest bezpłatny. Żeby jednak zobaczyć te najważniejsze, trzeba udać się do Parku archeologicznego Nea Pafos. Ponieważ byłam tam podczas swojej pierwszej wizyty, to sobie darowałam. (I upał też nie był moim sprzymierzeńcem.)

W Pafos byłam na dyżurze, jak zawsze, mógł wpaść lot. Nie mogłam się za daleko oddalać, ale z drugiej strony, piloci powiedzieli mi, żebym sobie spokojnie po mieście chodziła. 😇

Wnętrze kościoła Agia Kyriaki Chrysopolitissa.

Ustaliłam sobie taką rutynę, bo ja lubię mieć rutynę - to już chyba wiek. Śniadanie (w hotelu opłacone 😁 - nie każda firma zapewnia), spacer po mieście / uliczkach przed upałem, powrót do hotelu i siłownia, odpoczynek / czytanie książki i ok 17 wyjście na plażę. I podziwiam ludzi, którzy w południe leżeli na leżakach na plaży albo nad basenem. 
Ogólnie, na basenie nie byłam ani razu, bo to był taki rodzinny hotel z dziećmi. Dla mnie żadna frajda. 
W lokalnych restauracjach jadłam dwa razy. Pozostałe posiłki kupiłam sobie w supermarkecie.

W czasie spaceru przed upałem doszłam do fortu.


I znalazłam taki mały kościół.


Kościoły tutaj są prawosławne.

Pierwszej nocy wybrałam się z kapitanem na kolację do najstarszej tawerny w mieście (przynajmniej tak się reklamowali).

Grecka sałatka - na dwie osoby 12,50 euro. Każda przystawka była w tej cenie. Ogólnie, tanio nie jest.


Gałka lodów (dobrych!) 2 euro. Cena taka warszawska.

Kupiłam oliwki, melasę z karobu (dobra do halloumi i fety) oraz ... sukienkę. Nie przewidziałam, że zostaniemy tam tak długo. W ciągu dnia temperatura oscylowała w okolicach 36 stopni. Wilgotność powietrza była ok 80%. Wyszłam raz w sukience i byłam mokra. 😏
No trzeba było kupić, co zrobić. 😅

Cudowne, przemiłe kotki spotkać można wszędzie. Część z nich miała nadcięte ucho - oznaczenie, że zostały wykastrowane.

I tak oto, ni stąd ni zowąd, trafiły mi się mini wakacje. Ostatni raz taki pobyt w pracy miałam w 2022 roku w Grecji. 

O 17 na plaży dało się wytrzymać. Ręcznik miałam z hotelu. Wynajęcie leżaka kosztuje 3 / 3,5 euro (zależnie od plaży). Tyle samo zapłacicie za parasol. 
Woda ciepła, piasek (raczej kamienie), zachodzące słońce, książka - czego chcieć więcej?


Zostawiam Was ze zdjęcie tego pięknego kawalera.

I co teraz? Trzymajcie kciuki za kolejne piękne pobyty!