niedziela, 1 listopada 2026

Malaga, raz jeszcze.

 No nie wierzę! To tak jak było z Pafos. Jak nie latam do jednego miejsca, to nie latam latami... A później? 
Dobrze przeczytaliście tytuł. W październiku znowu byłam w Maladze. 😀

Malaga to ładne miasto w hiszpańskiej Andaluzji. Nie wiem jednak, dlaczego jest ostatnio tak popularne. 😉 

Tym razem postanowiłam zwiedzić katedrę. 

"Katedra w Maladze (oficjalnie Santa Iglesia Catedral Basílica de la Encarnación) to wspaniała renesansowo-barokowa świątynia w historycznym centrum miasta, powszechnie znana jako La Manquita („Jednoręka”) z powodu niedokończonej drugiej wieży." - Wikipedia.

Wejście do środka kosztuje 10 euro. Przy drzwiach znajduje się plakat pokazujący, jak należy być ubranym. Raczej jest to wskazówka niż wymóg, bo przed nami i za nami wchodzili turyści nieodpowiednio przyodziani.

Po zwiedzaniu przepięknego wnętrza udaliśmy się z pilotem na lody.

Bardzo dobre, jak ostatnio - 5 euro.


Bo było nadal ciepło i miałam cały dzień dla siebie, to sobie poszłam na plażę. Super słońce i woda. 

A wieczorem całą załogą udaliśmy się na tapas i sangrię. 

Kolejnego dnia mieliśmy lot, ale taxi zamówiona była dopiero na 14. Miałam więc jeszcze cały poranek dla siebie w tym ładnym mieście. No to śniadanie i w drogę! 

Jest dużo ładnych budynków do obfotografowania.


I dużo ciekawych sklepów do zobaczenia.


Suknie do flamenco oglądałam przez szyby. Weszłam natomiast do kilku sklepów z ciuchami. Ładne, ale drożej niż w Polsce. A ja przyleciałam na cztery dni z małą walizką....


Było gorąco, weszłam do jeszcze jednego kościoła. W tej części świata posągi Matki Boskiej są ubierane. W Andaluzji obnosi się je też w procesjach ulicami miasta. 


Zamek Gibralfaro został mi jeszcze do zobaczenia. Ciekawe, czy teraz będę czekać na kolejną okazję 10 lat?


A wróciłam do hotelu przez bardzo ładny park z bardzo ładnymi fontannami.

I taki był mój pobyt w Maladze.
Bardzo udany layover. Oby więcej takich!