środa, 1 kwietnia 2026

El Chalten

Ponieważ nie chcę Was tutaj zasypywać informacjami o Patagonii, to szczegóły tej wyprawy umieszczę w osobnym Ebooku. O premierze poinformuję tutaj i na swoich mediach społecznościowych. 😀

Przejazd zajął nam niecałe 3 godziny.  El Chalten to małe urokliwe miasteczko, z którego wychodzi się na wiele szlaków górskich. I po to się tam właściwie jedzie. Mieliśmy zaplanowane trzy dni trekkingu.

Kolację po przyjeździe zjedliśmy w La Tapera. Polecam. (Oczywiście był stek.)

Pieniądze wymieniliśmy w aptece. 🤣

A spaliśmy w Hosteria Fitz Roy - rezerwowane przez Arbnb, bo było taniej niż na booking. Śniadania słabe, ale samo miejsce bardzo na plus. Wypożyczono nam nawet kijki gratis. W recepcji zawsze można prosić o gorącą wodę.

Dzień pierwszy - 20km trasy do Laguny Torre. (22 na naszym liczniku) 8 godzin

Zacznijmy od biletu do parku. Za dzień kosztuje 45 000 pesos. Za trzy dni 90 000 pesos. W budce przy wejściu trzeba mieć gotówkę (dolary są akceptowane) lub dokonać zakupu online. Mają WiFi. 

ALE: jeśli chcecie robić tylko Lagunę Torrę, to możecie zacząć trasę w innym miejscu. W połowie miasta po lewej stronie (patrząc w kierunku oficjalnego wejścia) jest oznaczony szlak, gdzie nie ma nic o opłatach... i nikt nie sprawdza biletów.

Trasa jest prawie cały czas łatwa. Dobrze oznaczona. Piękna. 

Dzień drugi - Chorrillo del Salto, czyli wodospad. Trasa 6km. Niecałe 2 godziny.


Ładny wodospad dostępny dla wszystkich.

Drugi dzień był dla nas dniem odpoczynku. Pogoda też zawiodła, więc nie było sensu się wyprawiać dalej. Nogi nas bolały po poprzednim dniu. Krótki, dwugodzinny spacer w bardzo wolnym tempie dobrze nam zrobił.

Od połowy trasa wiedzie ścieżkami. I tu jest bardzo przyjemnie.

Początek trasy możecie pokonać wzdłuż drogi, ponownie omijając zakup biletu. Tylko Was zakurzy.😒 

Resztę dnia spędziliśmy spacerując po miasteczku i odpoczywając. 
Idąc na ciastko / posiłek pamiętajcie, że mają tu duże porcje, tak jak w Chile.

2 kawy i jedno bardzo duże i bardzo słodkie ciasto =100pln. Tak, jest tu drogo. Pamiątki wychodzą drożej niż w El Calafate.
Tego dnia jedliśmy w Maffia. Rodzina pochodzi z Sycylii i wie, jak robić makaron. W wielu miejscach trzeba robić rezerwację na wieczór. Szczególnie, gdy jest Was więcej i gdy jecie późno. 

Dzień trzeci - Laguna Los Tres - 20km (24 na naszym liczniku) 8 godzin.
To był najcięższy nasz trekking w Argentynie. Szlak jest przepiękny i prosty przez 9km.

Chyba najładniejsza trasa, jaką zrobiliśmy. Zaczynaliśmy po ciemku o 5 rano, bo miało być okno pogodowe.

Początkowo możecie iść bardzo szybko. Praktycznie idzie się po płaskim. Ostatnie 2 km ....

Ostatni kilometr to mordęga. Ostro pod górę po kamieniach. Tutaj nie przyspieszycie. 

Trasa jest wąska. Wracając musieliśmy często przepuszczać ludzi idących pod górę (mają pierwszeństwo).

Laguna u podnóża Fitz Roy. Główny powód naszego pobytu w El Chalten. Niestety było trochę chmur.

Pogodę sprawdzaliśmy na windguru, ale przez wiatry prognozy nie są wiarygodne. 

Po takim dniu zafundowaliśmy sobie masaż - ok 240pln. I to były bardzo dobrze wydane pieniądze. Znowu mogliśmy chodzić.😉
Wieczorem zjedliśmy steka (jednego na pół) i wypiliśmy butelkę Malbeca z Patagonii. Nasz ostatni wieczór przed wyjazd trzeba było uczcić.

Kolejnego dnia wsiedliśmy w autobus do El Calafate. Zarezerwowałam nam bezpośredni kurs na lotnisko. I dostaliśmy upgrade do klasy biznes! 😊 Przejazd trwał 2:40 (mieliśmy małe opóźnienie).

I tak się kończy nasza patagońska przygoda.
Kolejne wpisy będą już wielkomiejskie (i małomiasteczkowe). Na koniec serii jak zawsze zrobię podsumowanie z praktycznymi wskazówkami. A po więcej informacji już wkrótce zaproszę Was do swojego Ebooka. Prace trwają! 
 
P.S. W niedzielę robię przerwę od postowania wyprawy i zapraszam na Wasz ulubiony wpis: "Marzec '26 - w pracy".