niedziela, 21 czerwca 2026

"Niebo jest nasze"

Dziś - ostatni z moich najnowszych nabytków - Brendan I. Koerner:  "Niebo jest nasze. Miłość i terror w złotym wieku piractwa powietrznego".
Tak, porwania samolotów miały swój złoty wiek. 😈

Wydawnictwo Czarne słynie z ładnych wydań. Porządny papier, twarda okładka, zdjęcia i ciekawa treść.

"Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w USA porywano co najmniej jeden samolot tygodniowo. Początkowo porywacze zwykle chcieli dostać się na Kubę (..)" 

Na pokładzie porwanych samolotów były i stewardesy. 


Talon do pralni i schemat bomby.


Dlaczego dochodziło do tak częstych porwań? Bo pasażerowie nie przechodzili żadnej kontroli. Do samolotu mógł się dostać każdy. Były nawet linie, które sprzedawały bilety na pokładzie. Wsiadało się do maszyny (jeśli były wolne miejsca) i prosiło o bilet, tak jak w pociągu.

Wiele porwań z tamtego okresu to była całkowita improwizacja, a i powody były śmieszne. 

Jest i o Polakach. Tylko nie wiem, czy być dumnym? Przynajmniej powód mieli dobry.


Co ciekawe, często porywacze nie mieli konkretnego planu. Chcieli się dostać na Kubę, bo mieli nadzieję, że zostaną tam powitani z otwartymi rękami. Jak czytamy dalej, Castro wcale ich chętnie u siebie nie gościł. Początkowo był rad z dodatkowej twardej waluty (za oddanie samolotu brał dolary), ale nie uśmiechało mu się zatrzymywanie porywaczy u siebie. 


Już w 60tych pewien senator proponował wprowadzenie kontroli pasażerów na lotniskach. Zarówno linie lotnicze, jak i rząd odrzucili ten pomysł ze względu na koszty i opóźnienia.

W książce jest wiele historii o porwaniach tych bardziej i mniej udanych. Główny wątek jednak życiorys dwójki Amerykanów - pary, która postanowiła spróbować swych sił. Czy im się udało? Jakie były motywy? I ich dalsze losy? Przeczytajcie sami. 
(Naprawdę bardzo ciekawa historia.)

A po lekturze już nigdy nie będziecie narzekać na uciążliwą kontrolę bezpieczeństwa na lotniskach.

Widzimy się w następną niedzielę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz