niedziela, 12 kwietnia 2026

Colonia del Sacramento Urugwaj - kraj 104

Z Bueons Aires postanowiliśmy wyskoczyć do pobliskiego Urugwaju. Liczyliśmy na dwa dni laby w nadmorskim miasteczku.

Ze stolicy Argentyny możecie udać się tam promem. Czas to 1:15 lub 1:40 zależnie od rejsu. Bilety kupiłam online. Koszt ok 50USD za osobę w jedną stronę.

(Inna opcja to rejs do stolicy Montevideo. Czas i koszt mnożymy razy dwa.)

Na bilecie jest napisane, że trzeba być na minimum 2 godziny przed wypłynięciem, bo zamykają check in. Prawda jest taka, że otwierają go na dwie godziny przed. Warto jednak być wcześnie, bo procedura wygląda jak na lotnisku. Jest check in, nadanie bagażu (myśmy plecaków nie nadawali), kontrola bezpieczeństwa (taka bardzo pobieżna), jedna granica, tuż obok druga granica, trzy razy sprawdzają kartę wejścia na prom.... A później się czeka. 

Przeprawa minęła nam szybko. Na pokładzie jest sklep bezcłowy i kawiarnia. Po dobiciu do brzegu bagaż jest jeszcze raz prześwietlany.

Colonia del Sacramento to unikatowe połączenie architektury portugalskiej z hiszpańską. Stare miasto znajduje się na liście UNESCO.
Do hotelu udaliśmy się na piechotę. Mieliśmy zarezerwowany jeden nocleg w samym historycznym centrum. Wybrałam Hotel Royal. Koszt 56USD za nocleg ze śniadaniem. Hotel ma mały basen, tylko niestety pogoda nam nie dopisała. 

Całe miasteczko możecie obejść na piechotę. Jest dużo kawiarenek, restauracji. Podobno lokalne steki są oceniane jeszcze wyżej od tych argentyńskich.

Urugwaj uchodzi za najbezpieczniejszy i najstabilniejszy kraj regionu. Mieszkańców jest trzy i pół miliona, a krów dwa razy tyle.

Mogłoby się wydawać, że to Grecja lub Włochy.

Są też bardzo fajne sklepiki z ubraniami wysokiej jakości (len). Większość konfekcji pochodzi w Włoch. Niestety, ceny też mają odpowiednie. (I tak się skusiłam na spodnie i bluzkę ... Made in Italy. 😆)

Portugalskie dziedzictwo czyli Azulejos.

Drugiego dnia mieliśmy przepiękną pogodę. 

Trochę słońca i zdjęcia od razu lepiej wyglądają.

Na każdym rogu miasteczka można znaleźć świetny kadr.

I bardzo często zabytkowy (często opuszczony) samochód.

Ulice, uliczki, zakamarki ... jest gdzie chodzić.
Niezliczona ilość kawiarenek i barów zachęca do zwolnienia i cieszenia się chwilą. Wszystko z unikalnym klimatem. (Jedynie, omijajcie główną ulicę, bo to głównie bary szybkiej obsługi są i ogólnie jest tam głośno i tłoczno.)

Szczerze polecam taki wypad. Bardzo sympatyczne miejsce. 

Tego dnia wracaliśmy już do Buenos Aires. Odprawa promowa wyglądała podobnie, jedynie panował większy bałagan.

P.S. Niestety, to koniec już tej wyprawy. Za tydzień zapraszam na podsumowanie i kilka praktycznych porad.
Kolejne wpisy będą sukazywać się raz w tygodniu - w niedzielę. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz