Z El Calafate lokalnymi liniami przelecieliśmy do stolicy Argentyny. Lot trwał 3 godziny. Co ciekawe, dzień przed - wysłali nam mail, że lot jest przesunięty o dwie godziny do przodu! Na szczęście rezerwując autobus z El Chalten założyłam najgorszy scenariusz, łącznie z awarią pojazdu, i mieliśmy wystarczający zapas przed lotem.
Dolecieliśmy wieczorem do Buenos Aires i Uberem dojechaliśmy do naszego hostelu. W tym mieście jest kilka dzielnic, w których lepiej nie kręcić się po zmroku. Spaliśmy w Palermo Soho, jednej z przyjaznych turystom stron miasta. Nasz hostel okazał się niewypałem. Drugiego dnia go zmienialiśmy.😕
Zwiedzanie zaczęliśmy od wizyty w bezpłatnym Eco Parku. Trzeba mieć ze sobą dowód lub paszport.
![]() |
| Bardzo fajne miejsc. |
![]() |
| Są mary. |
![]() |
| I dużo różnego ptactwa. |
Eco Park powstał w 1900 jako zoo. Obecnie odchodzi od tradycyjnej formuły. Większość zwierząt spaceruje swobodnie. Mają jeszcze kilka większych gatunków z poprzednich lat i np.pumę odebraną prywatnemu właścicielowi. Większość klatek jednak jest pustych. I dobrze i nie. Na terenie jest sporo opuszczonych przepięknych pawilonów.
Dalszy ciąg dnia to Ogród Japoński. Ładny, ale jak widzieliście już taki, to możecie sobie go odpuścić.
![]() |
| Wstęp 18 000 pesos. Moim zdaniem nie warto. |
Następnie szukaliśmy jedzenia. Na każdym kroku znajduje się tutaj kawiarnia, cukiernia, lodziarnia. Mieliśmy jednak problem ze znalezieniem normalnego jedzenia w przystępnych cenach w normalnych (dla nas) godzinach. Argentyńczycy jedzą późno. Wiele restauracji jest otwieranych po 20.
Drugi dzień postanowiliśmy spędzić jeżdżąc autobusem Hop On Hop Off. Z założenia był to dobry plan. Ale...
![]() |
| Początek dnia układał się całkiem pomyślnie. Nie czekaliśmy nigdzie długo na autobus. Odwiedziliśmy piękne centrum, San Telmo, La Bocę i Puerto Madero - te dzielnice polecam. |
Bilety kupiłam na Grey Line, autobus który jest czerwony (ale czasami ma żółty przód). Myślę, że ich konkurencja ma więcej pojazdów i może być przez to lepszym wyborem. Przystanki się często pokrywają, ale nie można dowolnie zmieniać autobusów. Dwa razy autobus nas nie zabrał, bo był pełny. Raz przeszliśmy dwa przystanki, żeby zabrać się na kolejny. A na koniec utknęliśmy w korkach. 😠
Ogólnie pomysł praktyczny, kupujecie bilet online za 40 USD i przez 24 godziny możecie zwiedzać najbardziej turystyczne dzielnice miasta. Tylko autobus nie jeździ po 19, a od 16 stoicie w korkach.
![]() |
| La Boca, dzielnica artystów i kibiców. Tu nam się podobało. |
![]() |
| Nie wiem, czy Wam rekomendować taką metodę zwiedzania. W sumie, może wyjść podobnie komunikacją miejską. Foto: plan przejazdu autobusu. |
Z tego dnia mogę Wam serdecznie polecić dzielnicę San Telmo z lokalnym targiem i placem, gdzie tańczą tango. (Później zbierają datki).
Kolejnego dnia zrobiliśmy sobie wypad do pobliskiego Urugwaju, o tym już za trzy dni na blogu.
Po powrocie z Urugwaju mieliśmy jeszcze trzy dni w stolicy Argentyny.
Spędziliśmy je następująco:
W niedzielę udaliśmy się na cmentarz Recoleta.
![]() |
| Grobowce są wielopoziomowe. Część z nich wymaga remontu. |
Wstęp na ten cmentarz kosztuje 22 500 pesos. Ja bardzo lubię cmentarze, ale wiem, że nie wszyscy sobie cenią takie spacery. (Tych, którzy chcą obejrzeć więcej, zapraszam na moje zapisane relacje na Instagramie.) Dla mnie to były dobrze wydane pieniądze i mam nadzieję, że zostaną użyte do renowacji tego miejsca.
Wspomniałam, że była to niedziela, tuż obok znajdował się kiermasz rękodzieła. Podobno jest co weekend. Spędziliśmy na nim kolejną godzinę. W wielu miejscach przyjmowane są karty kredytowe, ale na takich stoiskach zdarzają się też rzemieślnicy, którzy akceptują tylko gotówkę.
Płacąc gotówką możecie negocjować cenę, a w niektórych miejscach od razu jest napisane, że kartą to plus x %. (Również w Urugwaju i Chile.)
Czymże byłoby Buenos Aires bez tanga? Taniec ten wywodzi się z lokalnej portowej dzielnicy. Prostytutki wabiły nim marynarzy.
Ten wieczór zakończyliśmy podziwiając profesjonalistów.
![]() |
| W mieście znajdziecie wiele opcji Tango Show. Myśmy udali się do Teatro Piazzolla. Sam występ kosztuje ok 20USD za osobę. Są też opcje z kolacją i transferem w cenie. W mieście dobrze działa Uber. |
W poniedziałek udaliśmy się do Tigre - dzielnicy nazywanej argentyńską Wenecją. Metrem (przykłada się kartę kewdytową do bramki z napisem credito/debito) dojechaliśmy na dworzec Retiro. Tam okazało się, że z powodu remontu pociągi linii Mitre (czyli do Tigre) nie jeżdżą. Uczynny ochroniarz pokazał nam na migi, że mamy wziąć autobus 130 i udać się na inny dworzec. W autobusie również można zapłacić kartą kredytową. Wchodzi się pierwszymi drzwiami i przy kierowcy jest czytnik.
P.S. Złego słowa już nie powiem na kierowców autobusów w Warszawie. Ci w Buenos Aires są szaleni.
Dotarliśmy na dworzec Berglamo C, gdzie strażnik nie chciał nas wpuścić, bo nie mieliśmy karty miejskiej. Jakiś uczynny Argentyńczyk wpuścił nas na swoją. I nawet nam jedną podarował, żebyśmy mieli jak wrócić. Wsiedliśmy w pociąg i po godzinie byliśmy na miejscu. Jak się okazałi, jechaliśmy na gapę. 🤪 Chociaż nasz dobroczyńca mówił, że pracuje na kolei i dlatego ma dodatkowe karty. (Chcieliśmy mu za nią zwrócić, ale nie chciał.)
![]() |
| Rejs łodzią trwa ok godziny, kosztuje 35 USD (gotówką taniej). Mnie się bardzo podobało. Jest sporo ładnej zabudowy, trochę zaniedbanych domów i sporo wrakó statków. |
Ostatni dzień w mieście (lot mieliśmy późnow w nocy) spędziliśmy spacerując po centrum. Zrobiliśmy ponad 12 km!
![]() |
| W mieście jest bardzo dużo budynków wartych uwagi. W tym znajduje się muzeum wody. |
![]() |
| Kawę wypiliśmy w wielkim stylu - w kawiarni La Ideal istniejącej od 1912 roku. Koszt kawy 5 400, czyli bardzo przeciętny. Problem jest taki, że nawet zamawiając "Americano", dostaje się małą kawę. |
Przy wylocie z Argentyny nie ma limitu płynów, ale jeśli macie lot z przesiadką, to na kolejnym lotnisku je Wa zabiorą.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz