środa, 23 grudnia 2020

Wesołych Świąt oraz Lepszego Nowego Roku!

Abyśmy mogli w przyszłym roku cieszyć się takimi widokami!

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Pytania i odpowiedzi o pracy na prywatnym samolocie

 Ostatnio wiele pytań dostaję odnośnie mojej pracy na pokładzie prywatnego jetu. Mam wrażenie, że więcej osób interesuje się tym tematem. Nie wiem, czy to wina Covidu i zwolnień w lotnictwie komercyjnym, czy też zagadnienie to stało się bardziej popularne?
Ciekawostka, bo gdy ja zaczynałam latać, to nie nigdy nie słyszałam o biznesowych samolotach. A teraz dostaję pytania od osób, które nawet nigdy nie latały. Zaskakujące, jak dowiadują się oni o możliwości pracy w prywatnym lotnictwie?


Wasze pytania bardzo mnie cieszą i uważam, że zawsze warto pytać. Warto też wierzyć i próbować swoich sił wszędzie. Tutaj możecie przeczytać, jak sama szukam pracy. 


Co do mężczyzn chcących zostać stewardami na pokładzie prywatnego samolotu, to mam niestety złe wiadomości. Panów w tym zawodzie jest mniej niż pań, a w prywatnym sektorze jeszcze mniej. Z tego co wiem, to tylko kilka firm na świecie przyjmuje panów (np. NetJets).

Kolejne pytanie dotyczyło szkoleń. Szkoły dla stewardess, czy takie szkolenia to obszerny temat. Stewardessa na prywatnym jecie, nie musi mieć takiego szkolenia. Warto zainwestować w szkolenie z serwisu lub z wiedzy o winie. Nie oznacza to jednak, że po jego odbyciu otrzyma się pracę. Nie oznacza to też, że bez tego szkolenia się jej nie otrzyma. Ogólnie podnoszenie swoich kwalifikacji jest zawsze dobrą inwestycją, ale trzeba mieć na to zasoby pieniężne. Inwestycja może się nie zwrócić szybko, albo i wcale.

Kilka osób pytało, dlaczego pracodawcy nie odpowiadają na wysłane CV. Odpowiedź jest prosta, bo nie muszą. Z zasady dzwonią, czy też piszą do osób, którymi są zainteresowane. Do innych niestety nie odzywają się. Nie wiem dlaczego. Może mają za dużo zgłoszeń?

Jak wygląda rozmowa o pracę do prywatnych jetów? Różnie. Zazwyczaj jest to po prostu rozmowa. Pada wiele pytań o katering, doświadczenie zawodowe, język angielski. Tylko do jednej firmy miałam rodzaj "Dnia Otwartego" wraz z zadaniami w grupie itp. W innych przepadkach rozmowa polegała na wymienianiu doświadczeń. Oczywiście jest to możliwe tylko, gdy ma się jakieś doświadczenie.
Idąc na pierwszą rozmowę poczytałabym sporo o serwisie i o wyszukanym jedzeniu.

Czy teraz można szukać pracy w biznesowym lotnictwie? Zawsze można szukać pracy. A sytuacja na rynku? Jety mniej ucierpiały niż linie komercyjne, ale to nigdy nie był duży rynek pracy. Wysyłajcie i powodzenia!

niedziela, 6 grudnia 2020

Ostatnia rotacja

Po tygodniu w Dubaju wróciłam do domu opalona i wypoczęta. Zastanawiałam się też, kiedy znowu dostanę jakieś zlecenie. Problem z byciem freelancerem jest taki, że nigdy nic nie wiadomo. Trafiają się wspaniałe wyloty: jak wspomniany Dubaj, czy Mauritius; ale zdarza się też długi okres bez lotów. 
Jest jeszcze jeden problem z takim systemem pracy. Ponieważ nigdy nie wiadomo ile się w danym miesiącu zarobi, to bierze się wszystko co dają. Oczywiście wszyscy na stronach i forach piszą, żeby nie psuć rynku i nie brać zaniżonych stawek, ale bądźmy szczerzy, kto w dobie Covidu wie kiedy znowu będzie pracował?
I jeszcze jedna zasada freelancu, jak raz odmówisz firmie, to spadasz na sam dół ich listy. I właśnie dlatego po niecałym tygodniu w domu ponownie wyleciałam do pracy. Tym razem dostałam tydzień małych skoków po Europie Wschodniej. 
Po tak długim wstępie poniżej kilka zdjęć z tej rotacji.

Znowu na małym Falconie. Przynajmniej szybko się nagrzewa.

W hotelach są już dekoracje świąteczne!

Znowu w Tallinnie:) Ten sam hotel i znowu zakupiłam sobie pyszny chleb. Niestety na nic więcej nie starczyło sił. Dawno nie musiałam wstawać przed 6 rano kilka dni pod rząd. 😂


Lotniska gotowe są już do zimy. Tutaj puste na północy Szwecji.

Pyszna zupa na lotnisku w Umea - gdy na pokładzie nie ma jedzenia dla załogi, to czyste zbawienie. 

Sporo się w ten tydzień nalatałam, ale ponieważ miałam tylko jednego pasażera na wszystkich rejsach, to nie było specjalnie ciężko. 
Jedyny problem miałam z porannym wstawieniem.  😉
Kto jeszcze nie lubi rano wstawać?

niedziela, 29 listopada 2020

Nowe miejsca w Dubaju

 A przynajmniej nowe dla mnie ;)

Plaża La Mer. Wiele knajpek, kawiarni i małych sklepów. wszystko ulokowane przy piaszczystej, strzeżonej plaży.

Jeżeli zmęczycie się spacerem po nadmorskiej promenadzie i lubicie kuchnię libańską, to w ZouZou podają super mezze.

A do tego oczywiście arabska kawa. O ceny nie pytajcie, tanio nie jest.

Wieczorem - spacer po Marinie. Mój pierwszy.

Oświetlone drapacze chmur, łódki i jachty, i do tego meczet. Posłuchajcie wezwania do modlitwy - piękne.

Jeżeli lubicie spędzać czas na plaży i nie lubicie tłumów, to Kite Beach jest dla Was. Nadal jest to plaża strzeżona z prysznicem i toaletą, ale ludzi brak. No może poza weekendem..... tutaj zaczyna się on w piątek!

Na koniec mam dla Was zdjęcie takiej ładnej wieży z meczetu.
To co? Wybieramy się wszyscy raz jeszcze?

piątek, 20 listopada 2020

Global Village w Dubaju

 Czas podzielić się z Wami kilkoma zdjęciami z mojego pobytu w Dubaju. A dokładnie mówiąc z Global Village.

Global Village to rodzaj parku rozrywki. Poszczególne części poświęcone są różnym częścią świata. Najliczniej reprezentowany jest Świat Arabski.

Wstęp do tego miejsca kosztuje 15Dhs (jakieś 16 PLN). Można kupić bilety online, ale w dobie Covidu nie ma takiej potrzeby, bo kolejek nie ma. Park otwiera się o 16 i wtedy jest tam najluźniej. Większość osób udaje się tam później, gdy wszystko jest ładnie podświetlone. Jeżeli jednak chcecie w spokoju zrobić zakupy, to radzę udać się tam przed zachodem słońca. Po zachodzie możecie się cieszyć występami, przekąskami i niezwykłą atmosferą.
Jeszcze jedna ważna informacja - ponieważ jest to miejsce rodzinne, to może się zdarzyć, że panie w zbyt odważnie ubrane nie zostaną wpuszczone. Nie trzeba się zakrywać, ale chodzenie w króciutkich spodenkach w Dubaju w miejscach publicznych (oprócz plaży) może się spotkać z reakcją. 

To jest brama Iranu. Wewnątrz na stanowiskach sprzedawane są tradycyjne produkty danego państwa. Na terenie całego parku można natomiast spróbować różnych potraw.

W wielu częściach odbywają się małe koncerty i pokazy taneczne. Tutaj pan z Syrii śpiewa i sobie akompaniuje. Oprócz tego, na dużej scenie pośrodku parku przedstawiano musical "Alladyn".

Jeżeli wybierzecie się na przejażdżkę na młyńskim kole, to będziecie mieć taki widok.

W Global Village znajduje się też kilka karuzel. Problem jest taki, że trzeba wykupić kartę za minimum 105 Dhs, bo nie można kupić pojedynczego biletu. Karta warta jest przez rok (?), ale jeżeli jesteście tylko kilka dni, to nic Wam to nie daje. Na jednej karcie natomiast może jeździć wiele osób.

Prawie jak w Chinach.
Jak kształtują się ceny? W restauracjach Wam nie powiem. Jeżeli chodzi o takie jedzenie ze stoisk, to frytki kosztują 21Dhs, woda 2Dhs, a Bubble Tea (okropna) 25Dhs. We wszystkich tych miejscach akceptowane były karty kredytowe.
To była moja druga wizyta w tym miejscu i bardzo je Wam polecam.

wtorek, 17 listopada 2020

Jak szukać pracy, freelancing i Dubaj

 Dziś wiele tematów w jednym wpisie.

Zacznijmy od początku. Z początkiem listopada straciłam stałą pracę.  Nie pierwszy i nie ostatni pewnie raz (bo takie jest życie na prywatnym jecie), ale nie rozumiem dlaczego znowu w listopadzie? Coś ten miesiąc ma mi za złe, chociaż ja przecież kocham jesień!
Po telefonie z firmy, w który nie mogłam uwierzyć przez dobre kilka godzin, nie pozostało mi nic innego jak zacząć szukać nowej pracy. Muszę się pochwalić, że jestem w tym temacie już prawdziwą profesjonalistką. W 24 godziny wysłałam blisko 40 CV. Do kogo można by spytać? DO WSZYSTKICH!
W moim odczuciu zasada jest jedna: wysyłasz wszędzie. Czy rekrutują, czy nie rekrutują - dostają moje CV. (O tym jak napisać CV możecie przeczytać tutaj.) Dodatkowo wysłałam wiadomość do znajomych związanych z branżą lotniczą, czy aby oni nie słyszeli o jakimś wakacie. Oprócz pełnego etatu zaznaczam w swoim mailu (i od razu w jego tytule), że szukam też pracy dorywczej - freelancingu.
Kolejny etap, to ogłoszenie tego na LinkedIN oraz na wszelkich forach dla stewardess i stewardów.
Jeżeli szukacie pracy w liniach lotniczych, to proces ten wygląda inaczej. Oczywiście linie komercyjne nie zatrudnią jednej osoby. Nie możecie również wykonywać lotów na zlecenie.
Na prywatnym jecie, z zasady zatrudnia się pojedynczo, bez wielkich rekrutacji. (Chociaż zdarzają się wyjątki.) Często też używa się osób na zastępstwo. I tak właśnie trafiłam tutaj.

Falcon 50 - najmniejszy samolot na którym pracowałam.

W takiej malutkiej przestrzeni przyszło mi wykonywać serwis dla pięciu pasażerów.

Freelancing nie jest łatwy. Trzeba się natrudzić, żeby dostać zlecenie - a teraz w listopadzie (niski sezon) i w czasach pandemii jest to jeszcze trudniejsze. Trzeba brać co dają, bo jak się odmówi, to spada się na ich liście na koniec. I trzeba być przygotowanym do pracy na nieznanym samolocie, z nowymi ludźmi i w firmie, której zasad się nie zna. Ogólnie może się to różnie skończyć.
Dla mnie skończyło się tygodniowym pobytem w Dubaju. 💓😁

Jak to powiedziała moja koleżanka, ona by za darmo ten lot zrobiła, żeby później wygrzewać się tydzień na plaży.

Czasami się trafi się super, czasami trafi się inaczej. Z zasady - nie można się nudzić.
A teraz uzupełniam swoje CV o kolejny typ samolotu i wysyłam do wszystkich, żeby mieć pracę w grudniu. Trzymajcie kciuki!

wtorek, 27 października 2020

Linie lotnicze, a prywatny jet cz. IV

 Raz jeszcze wracam do grafiku prywatnej stewy. Zawsze dostaję o to pytania. W liniach lotniczych dostaje się miesięczny rozkład lotów. Są też dni na dyżurze, tak zwane stand by.
U mnie zazwyczaj wszystkie dni to ten stand by, a tylko sporadycznie trafiają się z góry ustalone loty. Także nie wiem gdzie i kiedy będę. Nie wszystkim może to odpowiadać.


W liniach lotniczych można wymieniać się lotami, prosić o loty i latać w swoje dni wolne na służbowych biletach. U nas tego nie ma.
 I jedna bardzo ważna różnica, ja nie mogę zostawić samolotu, bo mój dyżur się kończy i chcę już do domu. W obecnej sytuacji jest to bardzo uciążliwe, bo z wielu miejsc na świecie (np. z Moskwy ) wrócić się nie da.
Nie mogę też odmówić lotu, oddać go koleżance, zamienić, aby mieć wolne urodziny, czy też w końcu się pochorować. To znaczy, to ostatnie jest realne, ale bardzo możliwe, że nawet jak jestem chora to latam..... No bo kto ma mnie zastąpić, jak jestem daleko w świecie, a lot jest już zaraz? Nie pozostaje nic innego, jak zacisnąć zęby i iść na rejs.
W liniach lotniczych, w takich przypadkach zostawia się chorą osobę w hotelu i wykonuje lot z mniejszym składem lub próbuje kogoś szybko ściągnąć. Moja koleżanka latająca dla Emirates kiedyś tak tydzień siedziała w Wiedniu w pokoju opłaconym przez swoją firmę. Nie mówię, że zawsze tak jest, bo w momencie gdy skład załogi jest minimalny, firma może próbować wywierać wpływ na stewardessę, żeby jednak zjawiła się na pokładzie. Wtedy koleżanki i koledzy wyręczają ją w pracy, a ona się ukrywa w kokpicie lub toalecie. Na takich lotach też byłam.
U mnie jak jestem chora i latam, to jestem chora i latam i pracuję. Piloci próbują nam w takich momentach pomóc, ale ogólnie sytuacja jest trudna.

Jeżeli latacie, to pamiętajcie, że latanie będąc chorym jest niewskazane. Tak tylko chciałam to podkreślić.
Dużo zdrowia Wszystkim w tych czasach pandemii życzę!

niedziela, 18 października 2020

Linie lotnicze, a prywatny jet cz. III

 Przechodząc z linii komercyjnych do prywatnego latania decydujemy się na duży krok. Nie chcę tutaj wchodzić w dysputę, która ścieżka kariery jest lepsza. Wszystko zależy od danej osoby, nie każdy odnajdzie się w pracy w lotnictwie biznesowym, jak i nie każdy odnajduje się w lotnictwie ogólnie.
Na pewno dużym szokiem dla kogoś po liniach lotniczych jest ilość obowiązków przed i po locie.
Dla przypomnienia: to ja odpowiadam za zaopatrzenie samolotu. Nikt przed lotem nie przywozi mi wózków i atlasów (małych kontenerów) pełnych jedzenia, szklanek i całej reszty niezbędnej do serwisu.
To ja odpowiadam za zrobienie zakupów i zamówienie jedzenia. Odpowiadam nawet za takie detale jak przygotowanie i wydrukowanie menu na ładnym papierze, który wpierw muszę zakupić.
Za posprzątanie po locie również.

Ci, co latają zrozumieją ;)

I tu anegdota z życia.
Latałam dla firmy, w której była zatrudniona bardzo młoda i ładna dziewczyna. Później się okazało, że to rodzina znajomych prezesa. Więc wiecie....
Co było niezwykłe? Ona odmawiała sprzątania toalety po locie. "Bo u mnie w domu też tego nie robię" - tłumaczyła. Po pasażerach łazienkę sprzątali ..... piloci. Jak sobie możecie wyobrazić, nie byli zachwyceni. Ciągnęło się to kilka miesięcy, aż gwieździe znudziło się latanie i rzuciła pracę. Piloci odetchnęli z ulgą.

Po latach doceniam to, że w liniach lotniczych przychodzi się na lot, przelicza się ile czego jest. A po locie wsadza się co zostało w wózki i idzie do domu. Ewentualnie trzeba rozliczyć pieniądze.

piątek, 9 października 2020

Kazimierz Dolny urodzinowo

Dziś wracam do Was z dużą ilością zdjęć z Kazimierza Dolnego.
W tym uroczym miasteczku byłam już dwa razy, zawsze jednak w sezonie lub w weekend, przez co było tłoczno. Tym razem wypad był w tygodniu i poza sezonem. A okazja bardzo szczególna - moje urodziny.
Wyjazd był dwudniowy, nocowaliśmy w Villa Bohema - polecam Wam tam restaurację!

Rynek świecił pustkami, a pogoda dopisywała.

Panorama miasta i widok na Wisłę ze Wzgórza Trzech Krzyży. (Wstęp 4 zł)

Ruiny zamku i wejście na basztę to jeden bilet - 7 zł.

Do Wąwozu Korzeniowego jest podobno 2,5 km z baszty.... Nam się wydaje, że jest dalej, ale i tak warto.

Wraca się inną drogą - koło Starej Chaty. Niestety kawiarnia była zamknięta.

Kazimierz Dolny to przede wszystkim klimatyczne domy z drewna.

Na drugi dzień pogoda się nam trochę popsuła, ale od czego są parasole! I w drogę!

Doszliśmy do lokalnej Ściany Płaczu.

Cmentarz Żydowski został zniszczony w czasie II Wojny Światowej. W Rynku można nadal podziwiać dawną synagogę oraz jatki (sklep rzeźniczy).

Bardzo lubię ten klimat miasta z duszą oraz aurę jesienną.  Wypad urodzinowy  w tym roku nad wyraz udany!

wtorek, 6 października 2020

Linie lotnicze, a prywatny jet cz. II

Zgodnie z obietnicą kontynuuję temat różnic i podobieństw w lotnictwie komercyjnym i prywatnym

Zacznę od tego, że ja znam swoich pilotów. Pracuję zawsze z tymi samymi czterema osobami. To może wyglądać inaczej, jeżeli lata się dla dużego prywatnego operatora i robi się czartery, ale w przypadku takim jak mój - prywatny właściciel, załoga jest stała.
W liniach lotniczych pamiętam, że bardzo często nie znała w czasie rejsu nikogo. Na dodatek, często tych ludzi już nie spotykałam ponownie na swoich lotach. Gdy załoga idzie w tysiące, to ciężko zawrzeć jakieś znajomości. Z drugiej strony, jeżeli nie lubi się jakiegoś pilota lub członka załogi pokładowej, to jest szansa, że nigdy więcej się go nie zobaczy na oczy. Natomiast w moim przypadku takiej opcji nie ma. Konflikty musimy rozwiązywać na bieżąco i w taki sposób, żeby na drugi dzień razem pracować.

                                W mojej ostatniej książce możecie przeczytać o typach pilotów.

Kolejna różnica to mundury. W liniach komercyjnych wszyscy powinni wyglądać tak samo. Na prywatnych jetach standaryzacja jest dużo mniej powszechna. Oczywiście są tacy operatorzy czarterowi jak VistaJet, czy NetJets gdzie załogi dostają umundurowanie. Często jednak zależy to od woli właściciela samolotu - w moim przypadku otrzymaliśmy budżet na zakup sukienek. Poza tym, szczerze mówiąc, nawet gdy latałam dla operatora, który dawał nam mundury.... Czy ktoś mnie sprawdzi jak robię lot z Bali? W liniach lotniczych są Grooming Checks - za nieprzestrzeganie zasad można dostać raport. No i na pokładzie jest więcej stewardess, więc wszyscy powinni wyglądać podobnie. A gdy jest się samemu? To czy zawiążę sobie służbową apaszkę, czy ubiorę inną koszulę.... Czy moi piloci na mnie doniosą? Oni raczej nie zauważają takich zmian. 😂

Kolejne posty z tej serii już wkrótce.

środa, 30 września 2020

Spacery po Moskwie

 Jeżeli przegapiliście moje "Stories" na Istagramie, to zapraszam na spacer po stolicy Rosji w dzisiejszym wpisie. 



Moskwa z roku na rok jest coraz ładniejsza!

piątek, 25 września 2020

Linie lotnicze, a prywatny jet cz. I

Pomysł na tą serię wpisów podsunął mi filmik Jacqueline.

Amerykanka od dwóch lat pracuje jako Corporate Flight Attendant, a przedtem pięć lat pracowała w liniach lotniczych. Z powyższego video dowiecie się o specjalnym przejściu dla załogi na lotniskach. Dzięki temu, piloci oraz członkowie załogi pokładowej sprawniej przechodzą przez kontrolę bezpieczeństwa. Mogą też zabrać ze sobą na pokład płyny w większych ilościach.
Czy mi tego brakuje? Nie do końca. Przyzwyczaiłam się do kontroli bezpieczeństwa i konieczności dostosowania się do wymogów ograniczających płyny, do zdejmowania butów i wyjmowania laptopów. Szczególnie, że nawet latając w liniach lotniczych, na niektórych lotniskach musiałam przechodzić kontrolę razem z pasażerami. Pamiętam, że zawsze na lotach do Niemiec, czy Wielkiej Brytanii dokładnie nas - załogę sprawdzano. W Bangkoku dodatkowo obwąchiwały nas psy i musieliśmy włączać laptopy, żeby pokazać, że mamy oryginalne oprogramowanie. Ciekawe, że później leciałam do Tajlandii jako pasażer i nikt mi już tego nie kazał robić.

Czego więc mi brakuje?
Ulgowych biletów dla siebie i rodziny. Przywilejów emerytalnych i zdrowotnych. Pracy w większym gronie na pokładzie. I grafiku

Więcej już w następnym wpisie.


poniedziałek, 21 września 2020

Estonia praktycznie

 Do Tallinna polecieliśmy bezpośrednim LOTem. Co ciekawe w rejsie powrotnym na pokładzie było 10 osób.... czasy Covidu. 

Hotel w stolicy mieliśmy dzięki nazbieranym punktom w programie Marriotta. 
Na drugi dzień wynajęliśmy samochód w National. Najtaniej wychodzi wzięcie samochodu przez internet i ubezpieczenie go na miejscu (my wybraliśmy pełne ubezpieczenie na dwa dni - 58 euro). Trzeba też pamiętać o wyborze samochodu bez limitu kilometrów - jeżeli zamierzacie jechać na wyspy lub gdziekolwiek dalej.
Na wyspie spaliśmy w takim domku. Na jedną noc super sprawa. Łazienka była w osobnym baraczku. Właściciel przyszedł wieczorem na pogawędki. Jedyny minus, we wrześniu - po sezonie turystycznym, lokalne restauracje są zamknięte. Trzeba zaopatrzyć się w jedzenie na kolację i śniadanie w supermarkecie.
W Estonii są bardzo ostre przepisy drogowe. Poza terenem zabudowanym można jechać 90, w mieście 50, a miejscami nawet 30. Jest dużo radarów, a mandaty bardzo wysokie i podobno przychodzą do Polski bardzo szybko.
We wrześniu pogoda nas nie rozpieszczała, ale od czego są kurtki przeciwdeszczowe?
Bluza i kurtka. Wszystko spakowane w bagaż podręczny, dzięki temu bilet lotniczy jest tańszy (400 zł od osoby).
Po mieście poruszaliśmy się tramwajem lub na piechotę. Obecnie nie można kupić biletu u sprzedawcy.  Na lotnisku jest automat, zakupiony tam bilet należy zeskanować wchodząc pierwszym wejściem. W mieście można zakupić w kioskach kartę (depozyty 2 euro do odebrania przy zwrocie), którą doładowuję się wielokrotnością 1,5 euro. Przy wejściu do transportu należy ją przystawić do czytnika, strzałkami można wybrać ilość biletów. We dwójkę korzystaliśmy z jednej karty.
 
Ceny w Tallinnie są europejskie. Zjedzenie obiadu poniżej 20 euro udało się nam tylko w kafeterii i w średniowiecznym bistro znajdującym się w ratuszu.
Jedna zupa, kiełbaski, paszteciki - wszystko podawane bez sztućców. Razem z piwem i winem  15 euro.
Pierre - kawa, herbata i kawałek tortu - 13 euro. Tort warty swej ceny, a samo miejsce jest bardzo urocze.
Tradycyjna kuchnia, to śledzie, kasze, smażony chleb (pycha), kapusta, wieprzowina - czyli wszystko co ciężkie i zapychające. Ich ciemny chleb tak nam posmakował, że zabraliśmy go ze sobą do domu. Oprócz tego kupiliśmy drobne pamiątki wykonane z drewna. 
Ogólnie bardzo udany wypad i serdecznie Wam polecam Estonię na spokojny weekend.

niedziela, 13 września 2020

Tallinn

Prawdziwym powodem naszej wyprawy do Estonii było miasto Tallinn. Słyszałam wiele razy, że ma bardzo ładną starówkę i się nie zawiodłam.
W stolicy mieszka ok 430 tys osób, a stare miasto jest większe niż w Warszawie.
Taki widok ze wzgórza zamkowego się nam trafił.
Przymurze
Sam rynek przypomina ten w Rydze. Tallinn również należał do Związku Hanzeatyckiego. Co ciekawe, wiele budynków ma dźwigi, które umożliwiły dostawę rzeczy na wyższe piętra.
Oprócz starego miasta zwiedziliśmy jeszcze dzielnicę portową. Tam warto udać się do opuszczonego więzienia -Paterei (niestety w sezonie zimowym zamknięte we wtorki) oraz zobaczyć okręty i zapomnianą halę widowiskową. 
A już koniecznie odżałujcie 15 euro na wizytę w muzeum marynarki mieszczącym się w odbudowanym hangarze wodolotów.

Lądowisko dla śmigłowców i promy wycieczkowe. Podobno w sezonie miasto zapchane jest turystami.
Są plany rewitalizacji tego obiektu.

Największa atrakcja muzeum- łódź podwodna. Na zwiedzanie całości zostawcie sobie min. 2 godz. Z tym samym biletem możecie wejść na pokład okrętów zacumowanych w porcie.
 
       Na kadłubie wyświetlane są różne animacje. Wybiera się je samemu z panelu sterowania na piętrze.
 
Jeżeli zastanawiacie się nad miastem europejskim na wypad weekendowy, to z całego serca polecam Tallinn.