niedziela, 19 lipca 2026

Idą zmiany na lepsze.

W 2015! Czyli przeszło dziesięć lat temu napisałam post, w którym poruszam wątek wieku. 
"Zostać stewardessą? cz. VIII" - w pytaniu 6 możecie przeczytać: 

6) Jakie są limity wiekowe?

O tym już kiedyś pisałam, ale to pytanie wraca jak bumerang. Opierając się na swojej wiedzy:  minimalny wiek w Europie to 18 lat; w Stanach Zjednoczonych i na Półwyspie Arabskim to 21. Linie przyjmują ludzi bez doświadczenia do około 30-32 lat, z doświadczeniem do 35. Oczywiście od tej reguły są wyjątki! W USA można zacząć pracować jako stewardessa/ steward nawet ok 60-tki, tam też można pracować najdłużej.

(Muszę tutaj sprostować, pytanie odnosi się głównie do osób zaczynających pracę. A o dyskryminacji ze względu na wiek możecie poczytać tutaj.)

Jak wygląda sytuacja dziesięć lat później? Przeczytajcie wpis guru cabin crew.


 




Wspaniała kariera! Dobrze, że i na Bliskim Wschodzie są linie, które pozwalają latać osobom dojrzałym. Może i Emirates kiedyś się do tego przekona. 

 

Na polskim rynku też są zmiany. Kilka miesięcy temu pracę w LOT dostała moja 52 letnia koleżanka! 

Na szczęście te czasy już minęły.
Chociaż szkoda, że glamour latania z lat sześćdziesiątych minął wraz z nimi.

 Z kim się lepiej czujecie na pokładzie? Z młodymi cabin crew? Czy starszymi?

 

niedziela, 12 lipca 2026

Lotnictwo retro - Franciszek Klemens Długaszewski

Kiedyś miałam taki pomysł na serię -"Lotnictwo retro". I kiedyś nawet napisałam jeden (słownie: JEDEN) wpis z tej serii. 😅
Tu możecie go znaleźć. 

A dziś wracam do tego pomysłu, lepiej późno niż wcale. Inspirację zaczerpnęłam z książki: "Kobiety w kokpicie" autorstwa Giles'a Whittell'a. 

 

O tym fragmencie mówię.

Co pisze Wikipedia o Franciszku Klemensie Długaszewskim?
"Urodził się 23 listopada 1899 w Podzamczu.

Od 1919 służył w I lotniczym batalionie uzupełnień, szkolił się we Francuskiej Szkole Pilotów na Mokotowie, następnie w I Niższej Szkole Pilotów w Krakowie, Wyższej Szkoły Pilotażu w Poznaniu. Został dyplomowanym pilotem wojskowym i instruktorem pilotażu. Pracował w Wyższej Szkole Pilotów w Grudziądzu. Odszedł z Wojska Polskiego w 1922.

Został pilotem cywilnym w Polskiej Linii Lotniczej „Aerolloyd” SA, po przemianowaniu na „Aerolot” od 1923, później w Polskich Liniach Lotniczych LOT od 1 stycznia 1929. 31 marca 1930 osiągnął wynik 500 tys. przemierzonych kilometrów jako pilot, a 17 czerwca 1936 jako drugi po Kazimierzu Burzyńskim, Polak osiągnął 1 milion przelecianych kilometrów.

Podczas II wojny światowej służył jako pilot przy transportach transatlantyckich, a od 1940 w strukturach organizacji ATA. Był porucznikiem Royal Air Force. Po wojnie w 1946 powrócił do Polski i ponownie pracował w PLL „LOT”, do 1950 jako szef pilotów i rzeczoznawca, następnie ponownie jako pilot. Dwa miliony przemierzonych kilometrów lotów osiągnął w 1954. Łącznie legitymował się wynikiem 4 mln km i 22 tys. godzin. Od 1957 był przedstawicielem PLL „LOT” w Kopenhadze, od 1959 w Belgradzie Od 1961 był instruktorem nawigacji w PLL „LOT”. Odszedł na emeryturę w 1964.

Zmarł 3 lipca 1985. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie."  

Nie wiem jak Was, ale mnie zaintrygował fakt pseudonimu "Double Whiskey" oraz fakt istnienia przed LOTem firmy "Aerolot".
 
 
tugazeta.pl

Jak podaje Ireneusz Grądziel w artykule zamieszczonym na powyższym portalu:

"Pierwszym Polakiem w ATA, od 21 czerwca 1940roku, był  pilot LOT-u, por. Royal Air Force (RAF), Klemens Długaszewski, wśród lotniczej braci dobrze znany jako „Double Whisky”, gdyż  Jego nazwisko, nie do wymówienia dla Brytyjczyków, przerobiono na podobnie brzmiące przezwisko - „Double Whisky”

Myślałam, że to przezwisko miało inne podstawy. A tu proszę, nie mogli się nauczyć? 

Co do linii "Aerolot", to o tym napiszę w kolejnym poście z tej serii. 
(I nie ukaże się on za kilka lat, ale zdecydowanie wcześniej. 😉) 

niedziela, 5 lipca 2026

Czerwiec '26 w pracy.

Ten miesiąc nie zaczął się dla mnie najlepiej w strefie pracy (na życie prywatne nie mogę narzekać).  Jedyne zapytanie jakie dostałam, było bardzo mało komfortowe. Pominę to milczeniem. Lotnictwo biznesowe ma swoją szarą strefę.

Dopiero 27 czerwca wyleciałam do pracy. Lot dla odmiany miałam z Warszawy!

Samolot już znacie, ale teraz ma inne malowanie.

Na lotnisko dojechałam SKM i dalej Uberem (Terminal VIP jest trochę oddalony).

Szybkie przebieranie się w lotniskowej toalecie - to już znacie.

I już byłam gotowa do pracy. Mieliśmy jeden krótki lot tego dnia.

Poczęstunek powitalny dla pasażerów.

Szybko mi ten rejs zleciał. Razem z załogą udałam się do hotelu - okazało się, że jest położony na odludziu. A ja nastawiłam się już na zwiedzanie Nicei. 😜

Zrobiliśmy drobne zakupy na samolot. Udało mi się kupić też kwiaty. A jak nie ma wazonu w pokoju? To trzeba sobie jakoś radzić.

W okolicach hotelu był tylko supermarket, a myśmy chcieli coś zjeść....

Jedzenie w Moxy do najlepszych nie należy, ale jak kto głodny, to ni wybrzydza. 

Kolejnego dnia zmieniliśmy hotel na taki, znajdujący się przy lotnisku (bo mieliśmy tam wracać po nocnym locie.) 

Po zmianie hotelu pobiegłam do terminalu po kanapkę, przebrałam się w mundur i już w drogę. 


Dowód, że byłam w Nicei. 😉

I czekaliśmy i czekaliśmy. A było gorąco - w samolocie ponad 40 stopni. Klimatyzację można włączyć dopiero, jak pasażerowie są w prywatnym terminalu. Lotnisko w Nicei znajduje się w samym centrum miasta i walczy z hałasem (naszym kosztem).

Nie doczekaliśmy się lotu, ale koleżanka z kokpitu (tak miałam pilotkę) zrobiła mi bardzo ładne zdjęcia. Warto było się tak pocić!

Odczekaliśmy swoje i wróciliśmy do hotelu na krótką noc, bo...
Kolejny dzień to kolejny lot.

Rano, ale po śniadaniu, polecieliśmy do Finlandii.  

Taki cudny pasażer był tym razem z nami (inni też byli).

Na fińskim lotnisku szybko pożegnaliśmy naszych podróżnych i na pusto wróciliśmy do Warszawy.

W czerwcu został mi tylko jeszcze jeden dzień pracy - ostatni dzień miesiąca - 30ty. 
Spędziłam go na dyżurze domowym. 

I takie oto mamy podsumowanie miesiąca. 

A co będzie się działo w lipcu? To się okaże. (Ale będzie latanie.😍)