Ponieważ nie chcę Was tutaj zasypywać informacjami o Patagonii, to szczegóły tej wyprawy umieszczę w osobnym Ebooku. O premierze poinformuję tutaj i na swoich mediach społecznościowych. 😀
Przejazd zajął nam niecałe 3 godziny. El Chalten to małe urokliwe miasteczko, z którego wychodzi się na wiele szlaków górskich. I po to się tam właściwie jedzie. Mieliśmy zaplanowane trzy dni trekkingu.
Kolację po przyjeździe zjedliśmy w La Tapera. Polecam. (Oczywiście był stek.)
Pieniądze wymieniliśmy w aptece. 🤣
A spaliśmy w Hosteria Fitz Roy - rezerwowane przez Arbnb, bo było taniej niż na booking. Śniadania słabe, ale samo miejsce bardzo na plus. Wypożyczono nam nawet kijki gratis. W recepcji zawsze można prosić o gorącą wodę.
Dzień pierwszy - 20km trasy do Laguny Torre. (22 na naszym liczniku) 8 godzin
Zacznijmy od biletu do parku. Za dzień kosztuje 45 000 pesos. Za trzy dni 90 000 pesos. W budce przy wejściu trzeba mieć gotówkę (dolary są akceptowane) lub dokonać zakupu online. Mają WiFi.
ALE: jeśli chcecie robić tylko Lagunę Torrę, to możecie zacząć trasę w innym miejscu. W połowie miasta po lewej stronie (patrząc w kierunku oficjalnego wejścia) jest oznaczony szlak, gdzie nie ma nic o opłatach... i nikt nie sprawdza biletów.
 |
| Trasa jest prawie cały czas łatwa. Dobrze oznaczona. Piękna. |
Dzień drugi - Chorrillo del Salto, czyli wodospad. Trasa 6km. Niecałe 2 godziny.
 |
| Ładny wodospad dostępny dla wszystkich. |
Drugi dzień był dla nas dniem odpoczynku. Pogoda też zawiodła, więc nie było sensu się wyprawiać dalej. Nogi nas bolały po poprzednim dniu. Krótki, dwugodzinny spacer w bardzo wolnym tempie dobrze nam zrobił.
 |
| Od połowy trasa wiedzie ścieżkami. I tu jest bardzo przyjemnie. |
Początek trasy możecie pokonać wzdłuż drogi, ponownie omijając zakup biletu. Tylko Was zakurzy.😒
Resztę dnia spędziliśmy spacerując po miasteczku i odpoczywając.
Idąc na ciastko / posiłek pamiętajcie, że mają tu duże porcje, tak jak w Chile.
 |
| 2 kawy i jedno bardzo duże i bardzo słodkie ciasto =100pln. Tak, jest tu drogo. Pamiątki wychodzą drożej niż w El Calafate. |
Tego dnia jedliśmy w Maffia. Rodzina pochodzi z Sycylii i wie, jak robić makaron. W wielu miejscach trzeba robić rezerwację na wieczór. Szczególnie, gdy jest Was więcej i gdy jecie późno.
Dzień trzeci - Laguna Los Tres - 20km (24 na naszym liczniku) 8 godzin.
To był najcięższy nasz trekking w Argentynie. Szlak jest przepiękny i prosty przez 9km.
 |
| Chyba najładniejsza trasa, jaką zrobiliśmy. Zaczynaliśmy po ciemku o 5 rano, bo miało być okno pogodowe. |
Początkowo możecie iść bardzo szybko. Praktycznie idzie się po płaskim. Ostatnie 2 km ....
 |
| Ostatni kilometr to mordęga. Ostro pod górę po kamieniach. Tutaj nie przyspieszycie. |
Trasa jest wąska. Wracając musieliśmy często przepuszczać ludzi idących pod górę (mają pierwszeństwo).
 |
Laguna u podnóża Fitz Roy. Główny powód naszego pobytu w El Chalten. Niestety było trochę chmur.
|
Pogodę sprawdzaliśmy na windguru, ale przez wiatry prognozy nie są wiarygodne.
Po takim dniu zafundowaliśmy sobie masaż - ok 240pln. I to były bardzo dobrze wydane pieniądze. Znowu mogliśmy chodzić.😉
Wieczorem zjedliśmy steka (jednego na pół) i wypiliśmy butelkę Malbeca z Patagonii. Nasz ostatni wieczór przed wyjazd trzeba było uczcić.
Kolejnego dnia wsiedliśmy w autobus do
El Calafate. Zarezerwowałam nam bezpośredni kurs na lotnisko. I dostaliśmy upgrade do klasy biznes! 😊 Przejazd trwał 2:40 (mieliśmy małe opóźnienie).
I tak się kończy nasza patagońska przygoda.
Kolejne wpisy będą już wielkomiejskie (i małomiasteczkowe). Na koniec serii jak zawsze zrobię podsumowanie z praktycznymi wskazówkami. A po więcej informacji już wkrótce zaproszę Was do swojego Ebooka. Prace trwają!
P.S. W niedzielę robię przerwę od postowania wyprawy i zapraszam na Wasz ulubiony wpis: "Marzec '26 - w pracy".